Czasami mi się marzy..
Zobacz oryginał pon., 22/02/2016 - 21:51Zawsze na miesiąc przed świętami zaczyna mi się udzielać atmosfera. Niezależnie od tego, czy to Boże Narodzenie, Wielkanoc, czy każda inna uroczystość w roku, ja włączam tryb: co tu zrobić? I chce mi się stroić, dekorować, rozmyślać, planować, szukać pomysłów na prezenty. Syndrom zbliżających się świąt zostaje uaktywniony. Tydzień przed zaczyna się planowanie, gdzie i kto spędza czas, narzekanie, że tyle jest do roboty, że gotowanie, że sprzątanie. Standardowo, wszystko ładnie, pięknie, niby w żartach, ale każdemu zaczyna wychodzić bokiem. Magia się zatraca, a do świąt przecież jeszcze kilka dni.
A ja to bym tak chciała uciec od tego wszystkiego. Marzy mi się, żeby zabrać magię, która jeszcze się tli, przystrojony koszyczek z jajkami, Mamę, która w kuchni spędzi długie godziny. Kazać im wszystkim się spakować, wyszykować, zabrać eleganckie ubrania, dobry humor. Chciałabym ich wszystkich porwać w piękne miejsce, pozwolić odpocząć, nacieszyć się sobą, wolnym czasem, Liwią i świętami. Po prostu pobyć razem, bez tej całej niepotrzebnej gorączki.
Zamiast więc skupić się na czymś ważnym, siedzę i wertuję internet
, przeglądam oferty, wyjazdy, zaklinam rzeczywistość i konto bankowe, na którym niestety nie chcą pojawić się jakiekolwiek dodatkowe pieniążki. Ale gdyby tylko wpadły, gdyby tylko zrobiła się nadwyżka, nawet chwili nie zastanawiałabym się nad tym, gdzie ich wszystkich zabrać. Na Mazury. Cisza, spokój i natura, która wiosną dopiero zaczyna budzić się do życia. Pierwsze promienie słońca, które ogrzewają zmarznięte policzki, pierwsze listki na drzewach, malownicze jeziora, spokojne lasy. Głusza tak zupełnie inna, niż miasto, w którym na co dzień żyjemy. Naturalny pierwiastek, właśnie ten, jakiego nam brak. Widzę oczyma wyobraźni, jak Liwia biega pośród krzaczków w poszukiwaniu zająca. Jak kica, cieszy się i śmieje do rozpuku, a za nią biegnie brygada dziadków, jeszcze bardziej roześmiana i szczęśliwa.
I znalazłam taką ofertę pośród mazurskich jezior w Hotelu Zalesie Mazury Active Spa, która jest idealnie do mnie dopasowana. W której moje dziecko wyżyło by się artystycznie podczas malowania pisanek, w której babcia nie musiałaby stać przy garach przez cały weekend, a każdy z nas wtopił by się idealnie w klimat mazurskich ferii – Rodzinna Wielkanoc w Hotelu Zalesie Mazury Active Spa. Zamykam oczy i widzę swój objedzony brzuch, który oddaje się masażom w spa, żeby sadełko się nie zawiązało. I tą minę Liwii, która nie dość, że ganiała za zającem, to jeszcze spędza całe wieczory w swoich ukochanych kulkach, i babcię widzę, z idealnie pomalowanymi paznokciami, które nie uszkodziły się przy garach, i brata nawet widzę, jak biega koło jeziora, bo bez biegania żyć nie może. Widzę nawet dziadka, który swoją ukochaną, zdalnie sterowaną łódkę, zawlókł na drugi koniec kraju, żeby popływać choć chwilkę.
Czasami mi się marzy to szczęście zobaczyć i spokój. I radość. I nadwyżka na koncie mi się marzy, żebym mogła im to szczęście dać! Taki wypad to idealna alternatywa od tego, co przeżywamy każdego roku. Święta w hotelu, choć co roku mruczy się o tym po kątach, jeszcze się u nas nie pojawiły, ale ja nie tracę nadziei! Jeszcze takie wolne sobie urządzimy!
A Wy? Jakie macie plany na nadchodzącą Wielkanoc? Tradycja czy nowoczesność?
Artykuł Czasami mi się marzy.. pochodzi z serwisu Kamperki.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.










