Co by było gdyby...
Zobacz oryginał ndz., 07/06/2015 - 09:00
Marzenia.
Ma je każdy, mniejsze lub większe.
Pozwalają przetrwać ciężkie chwile w życiu, motywują do działania, a ich spełnianie daje największą satysfakcję, jaką tylko można sobie wyobrazić.
Nie ukrywajmy jednak, że realizacja naszych marzeń w głównej mierze uzależniona jest od zasobów finansowych, jakimi dysponujemy.
Zastanawialiście się kiedyś, na co wydalibyście pieniądze, gdyby trafiła Wam się Wielka Wygrana?
Dzisiaj pobawmy się trochę w "co by było gdyby"...
Ciepły wieczór, siedzę w domu, sprawdzam ostatnie wyniki i jest! Rozbiłam bank, przysłowiowy worek z pieniędzmi trafia w moje ręce!
Na co bym je wydała?
Mały, przytulny domek. Taki na obrzeżach miasta, z dużym ogrodem, pełnym kwiatów, drzew i krzewów. Urządzony w skandynawskim stylu - dużo bieli i drewna. I wielka biblioteka, a obok wielka garderoba!
Oaza spokoju, gdzie można wypić poranną kawę na tarasie, pobiegać z psem, urządzić garden party dla znajomych.
Moje miejsce na ziemi.
Samochód. Niekoniecznie Ferrari, Bentley czy Aston Martin, jakim jeździł James Bond.
Ale sprytne, ekonomiczne autko, wygodne w jeździe po mieście, to wydatek jak najbardziej usprawiedliwiony. Do tej pory żałuję mojego Twingo, sprzedanego parę lat temu. Człowiek przyzwyczaja się nie tylko do wygody, ale i oszczędności czasu, na jaką pozwala przemieszczanie się samochodem. Częstochowa to nadal nie Warszawa, ale pod względem komunikacyjnym to wielki plus. Korki nawet jeśli są, da się przeżyć, tudzież przejechać.
Może więc Mini Morris?
Książki.
Kto w miarę systematycznie śledzi mojego bloga ten wie, że od dziecka jestem molem książkowym. Tą miłość do słowa pisanego zaszczepili we mnie rodzice i trwa ona niezmiennie do dziś. Ceny książek niestety są dość wysokie, dlatego kupuję tylko starannie wybrane tytuły, a poza tym jestem częstym gościem w bibiliotece.
Gdybym jednak miała nieograniczone fundusze, w moim małym domku jeden pokój wyposażyłabym w wielkie regały pełne książek - wszystko ukochanego King'a, Koontz'a, Chmielewskiej, Doncowej, Cobena, Zafona... Plus wielki, wygodny fotel lub sofa, kominek, przy w zimowe wieczory ogrzewałabym zmarznięte dłonie, przekładając jednocześnie kolejną stronę...
Podróże.
Uwielbiam podróże, małe i duże! Piękny rym częstochowski :)
Ale na poważnie, jako niedoszły archeolog nadal jestem zakochana w starożytnych kulturach, nie tylko z rejonu basenu Morza Śródziemnego, ale i południowoamerykańskich. Dlatego na pierwszy ogień poszłaby Grecja i Egipt, a potem Meksyk, Peru, Boliwia. Na pewno chciałabym również odwiedzić Indie, Tajlandię, Japonię ... Właściwie każdy kraj ma takie miejsca, które zachwycają, obawiam się więc, że na podróże zeszłoby mi dużo czasu, może cały rok albo i więcej. Na pewno żadnych "szybkich objazdówek" - wyłącznie wyjazdy, gdzie zwiedzę to, co chcę i bez poganiania przewodnika.
Fatałaszki
No cóż, nie byłabym sobą, gdybym części zasobów nie przeznaczyła na ubrania i dodatki. Myślę jednak, że wbrew pozorom, byłyby to zakupy dość racjonalne. Szpilki od Louboutin czy beżowy prochowiec od Burberry owszem, ale nie wydałabym na pewno mnóstwa na sezonowe ubrania od projektantów, jedynie klasyka, modna zawsze. No dobrze, jeszcze kultowa Chanel 2.55 - chcę, bardzo :)
A teraz Kochani czas na Was, zapraszam do zabawy! Piszcie w komentarzach, na co Wy wydalibyście swoją Wielką Wygraną?
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.









