Lista blogów » Konturek
Nigdzie indziej, jak w lumpeksie zaświeciła mi się nad głową żarówka z marynarką w stylu Chanel. O inspirację trudno nie było, wisiała tuż przede mną i warta była 10 złotych. Zachwyt nad ceną zakończył się jednak wraz z zakupem podszewki i guzików. Wartość inwestycji wzrosła o milion procent. 'Przecież to ma być Chanel', powtarzałam sobie ślepo wierząc, że taki projekt nie może zakończyć się katastrofą.
Oczywiście nie wzięłam pod uwagę, że wzór powinien pokrywać się ze sobą na szwach i brzegach. Zapasy na szwy momentami wynosiły hmm... mniej niż zero. Materiał pruł się jak stare gacie. Do tego zapomniałam przerobić wykrój jak chciałam. Miłość do lumpeksów po prostu rosła z każdym dniem.
Już chyba gorzej być nie może - mówiłam sobie. Lamówka to coś, co miało zwieńczyć moje dzieło i coś, czego nigdy w życiu nie widziałam. Totalna improwizacja, następnym razem puknę się trzy razy w głowę, zanim na coś takiego wpadnę. Dobrze, że chociaż poduszki udało mi się wszyć bez większych przygód.
Na widok mojej słodko różowej chanelki już mi się rzygać chciało. Nie wiem jakim cudem zmusiłam się do uszycia podszewki. Dziury na kieszeniach zrobiłam nie w tym miejscu, co planowałam. Spośród miliona niepasujących guzików wybrałam właśnie te. Wyglądają jak gwoździe do trumny. Czy to już koniec?
CHANEL JACKET
Zobacz oryginał ndz., 23/11/2014 - 10:19Tę marynarkę widziałam w zupełnie innym świetle. Teraz najchętniej zgasiłabym to światło, walnęła głębszego i zapomniała o uszyciu czegoś takiego...
Nigdzie indziej, jak w lumpeksie zaświeciła mi się nad głową żarówka z marynarką w stylu Chanel. O inspirację trudno nie było, wisiała tuż przede mną i warta była 10 złotych. Zachwyt nad ceną zakończył się jednak wraz z zakupem podszewki i guzików. Wartość inwestycji wzrosła o milion procent. 'Przecież to ma być Chanel', powtarzałam sobie ślepo wierząc, że taki projekt nie może zakończyć się katastrofą.
Skroiłam więc wykrój z Burdy. Pojęcie 'materiał wzorzysty' stało mi się bliskie dopiero, gdy uświadomiłam sobie, że właściwie nie starczy mi go na nic. Chyba popełniłam jakiś rekord, sztukując rękaw z siedmiu kawałków...
Oczywiście nie wzięłam pod uwagę, że wzór powinien pokrywać się ze sobą na szwach i brzegach. Zapasy na szwy momentami wynosiły hmm... mniej niż zero. Materiał pruł się jak stare gacie. Do tego zapomniałam przerobić wykrój jak chciałam. Miłość do lumpeksów po prostu rosła z każdym dniem.
Już chyba gorzej być nie może - mówiłam sobie. Lamówka to coś, co miało zwieńczyć moje dzieło i coś, czego nigdy w życiu nie widziałam. Totalna improwizacja, następnym razem puknę się trzy razy w głowę, zanim na coś takiego wpadnę. Dobrze, że chociaż poduszki udało mi się wszyć bez większych przygód.
Na widok mojej słodko różowej chanelki już mi się rzygać chciało. Nie wiem jakim cudem zmusiłam się do uszycia podszewki. Dziury na kieszeniach zrobiłam nie w tym miejscu, co planowałam. Spośród miliona niepasujących guzików wybrałam właśnie te. Wyglądają jak gwoździe do trumny. Czy to już koniec?
Nie skończyłam tej marynarki. Oczekiwałam bardziej spektakularnych efektów. Jedyny efekt to przeczucie, że przyszłość Chanel należy do moli.
Nie powiem, szczęśliwa nie jestem. Czekam, aż wena twórcza wróci z urlopu, poprawię te kieszenie, znajdę inne guziki, zrobię prezent mamie albo od razu siądę i popłaczę się z rozpaczy.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.








.png)





