Butterflies and hurricanes
Zobacz oryginał sob., 08/06/2013 - 14:06Ta dziwna pogoda to chyba moja wina. Bardzo mi przykro, nie to miałam na myśli, mówiąc, że chcę zamieszkać w Londynie. Naprawdę. Mnie też to nie cieszy, bo w mojej szafie nie ma czegoś takiego, jak "eleganckie i wygodne buty na deszcz w sezonie wiosenno-letnim". Nawet nie wiem, czy takie coś w ogóle istnieje.
W porządku, nie powinnam zaczynać posta od banalnych tekstów o pogodzie, czy nie daj Boże, o butach. Zmieniam temat.
Nie wiem dlaczego zawsze uważałam, że loki (tak, tak: znów o tych nieszczęsnych włosach! Ciągłe powracanie do tematu mojego mopa na głowie sprawia mi wręcz masochistyczną przyjemność. No i w sumie znów piszę o jakichś głupotach. Czas chyba wziąć się za fizykę) i jakiś taki bardziej wyraźny (no dobra, jakikolwiek) makijaż to nie najlepsze połączenie. Wydawało mi się, że sprawia to wrażenie, jakbym miała wystarczająco czasu na to, żeby się pomalować, ale na uczesanie się to już niekoniecznie. Nawet zwykły tusz do rzęs wyglądał jakoś tak.. nieciekawie.
Mój sposób myślenia jest dosyć ciężki do zrozumienia, bo wcześniej nie miałam specjalnych problemów z nałożeniem sobie na twarz całej zawartości mojej kosmetyczki naraz (czyt. eyelinera i tuszu, bo reszta się wala po całym pokoju). Rzecz w tym, że nie chciałabym z tym wszystkim popaść w rutynę. Te kolorowe cienie, róże i tym podobne pewnie ładniej wyglądają na półce niż na mnie, ale i tak chciałabym spróbować. Tutaj pojawia się kolejny problem...
Umówmy się, makijaż zwraca uwagę. Całkiem niedawno wyszłam sobie na ulicę (ale miałam proste włosy, rany boskie), usta pociągnęłam różową szminką, och i ach. Skończyło się na tym, że jak tylko wydawało mi się, że ktoś na mnie popatrzył (oczywiście nikt nie patrzył-jak zwykle :c), to w panice szukałam jakiejś szyby, bo zdawało mi się, że wyglądam jak klaun i rozmazałam sobie toto po całym organizmie. Całe szczęście tak nie było.
Wracając do tematu: ostatnio stwierdziłam, ze skoro jestem sobie na tyle dorosła, iż prawie wszyscy obcy ludzie zwracają się do mnie per "pani"(chciałam napisać, że z tymi loczkami to wyglądam i tak jak dziecko z zerówki, ale znowu byłoby o włosach), to chyba mogę się pobawić z dorosłym makijażem..połączonym z naturalną (ble, tfu) fryzurą. Co prawda nie wiem jeszcze do końca, cóż termin "dorosły makijaż" oznacza, ale jestem prawie pewna, że nie charakteryzuje się on panicznym strachem przed szminką. A jakby co... zawsze mogę udawać, że jestem taka ekstrawagancka* i "pozornie nonszalancka"*, że przy nike'ach i trenczu dziwny makijaż to tylko..mały, nieszkodliwy, modowy wybryk.
*Tak, wiem, co druga osoba tak nosi.
**Tak, wiem, nigdy nie będę nonszalancką panią z Tumblr'a. Życie.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.






