Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Bordo na ażurze
Zobacz oryginał czw., 11/12/2014 - 10:21Teoretycznie, to zestaw ten jest jeszcze typowo jesienny.
Teoretycznie także powinno mi więc być wstyd, że szron na drzewach, szron na autach, słupki rtęci na minusie, a tu sweterki, kapelusiki jakieś...
Ale nie będzie - bo jest (moim zdaniem) wiele jakiegoś wczesnozimowego uroku w tym połączeniu.
O! Rzekłam!
(Tak - gdybyście pytali i pytały, to to są właśnie te zdjęcia o których tydzień temu pisałam, że na swoją postową kolej czekają i że bardzo z nich z Leszkiem zadowolonymi jesteśmy :D)
Dzisiejszy "set" jest jednym z tych ciuchowych zestawień, które nie tylko tegoroczną jesienią często ze mną były, ale które i zimą na pewno będą mi towarzyszyć.
Co prawda - nie z kapeluszem, bo jeszcze może przez kilka dni raptem na mój melonik będzie jako taka pogoda.
Jest już coraz bowiem zimniej, coraz też wietrzniej - chowam go więc do szafy.
Mając nadzieję, że do wiosny się w nim nie odkocham ;)
Więc - bez kapelusza, a z wełnianą zamiast niego czapą lub beretem zamierzam się w tych ciuchach i w chłodniejsze dni po Łodzi i okolicach wozić ;)
Dlaczego uważam, że ten zestaw ma w sobie nieco zimowego już uroku?
Po pierwsze - ze względu na kolory.
Bordo od zawsze kojarzyło mi się z zimą.
Po drugie - z racji "puchatości" tego szyjootulacza, który pewnie Waszą uwagę od pierwszego na zdjęcia spojrzenia przyciągnął ;)
Szyjootulacz to mięciutki, ciepły bardzo komin, który kilka lat temu upolowałam w H&M'ie.
Jest napraaaaawdę wielki!
Gdybym go rozwinęła, to byłby dłuższy niż ja jestem wysoka ;P
Komin jest ażurowy - choć może średnio tę jego ażurowość udało nam się uchwycić (zapomnieliśmy go jakoś tak osobno bardziej sfotografować ;( gapy z nas ;(), to musicie uwierzyć mi na słowo, że ten ażur tam jest ;P
Kiedy kupowałam komin, to byłam już także posiadaczką tych bryczesów z dzisiejszych zdjęć - chociaż przed jego zakupem nigdy nie łączyłam musztardowości z bordem, to instynktownie przeczuwałam, że te dwa kolory będą do siebie pasować ;)
Nie pomyliłam się - to połączenie kolorystyczne spodobało mi się do tego stopnia, że postanowiłam często je wykorzystywać ;)
Same bryczesy już tu kiedyś były - rok temu.
Co prawda nie z bordem, a z fioletem - a dokładniej: z fioletowym swetrem.
O, tu można zobaczyć jak się prezentowały: klik!
Przyznaję - dziś te spodnie są na mnie o jakiś dobry rozmiar za duże, co trochę się na zdjęciach uwidacznia i co trochę bardziej niż "trochę" mnie złości, bo żeby je bez obawy o ich zgubienie nosić musiałam zainwestować w pasek z działu dziecięcego, ale nie zamierzam ich przerabiać.
Może się bowiem zdarzyć, że przytyję - a wtedy będę musiała rozpruwać im zaszewki.
Leniwa jestem, więc zapewne nie będzie chciało mi się tego robić ;P
Zostanę więc przy metodzie "na pasek" ;)
Nie tylko komin pochodzi z H&M'u - tam także wyszperałam swego czasu (na jakiejś wyprzedaży) tę kwiecistą koszulę i czarny kardigan.
Koszula "oryginalnie" ma jeszcze kokardę.
Taką do wiązania pod szyją.
Ale że komin, to na kokardę w dniu robienia zdjęć miejsca już nie było ;P
Nie martwcie się jednak - kiedyś Wam ją pokażę ;)
A kardigan... kardigan jest bardzo podobny do tego musztardowego sweterka - o, tego z tego posta: klik!
Dekolt ma tylko inny ;)
Lubię go bardzo, bo jest niesamowicie uniwersalny - do wielu rzeczy mi pasuje.
Zwłaszcza koszul!
Dzięki temu ratuje mnie, gdy nie ma już dla mnie ratunku i muszę, no po prostu muszę "odwalić" się na elegancko - takie "elegancko" dla każdego eleganckie, obiektywnie eleganckie... sami wiecie o co mi chodzi ;P
Jeśli już muszę założyć jakąś znienawidzoną przeze mnie białą bluzkę/koszulę, to zawsze dobieram do niej właśnie jego.
[Tak, często na moim blogu pojawiają się ubrania z H&M'u - i ten zestaw w zdecydowanej większości z H&M'owych produktów się składa.
Przyznaję, to jedna z moich ulubionych sieciówek.
Gdybym mogła sobie na to pozwolić, to wieeeeele rzeczy bym stamtąd do domu przytachała ;)
Na sporo osób hasło "H&M" działa - podobnie jak "Zara" - jak płachta na byka.
Komentarze o "sieciówkowych manekinach" traktujące wywołuje.
Ja na swoją obronę mam to, że zwykle moje w tym sklepie zakupy z nabywaniem w nim tego co "modne" mało mają wspólnego - wpadam tam zawsze w poszukiwaniu jakichś takich typowo "moich" rzeczy, a "mój" styl zazwyczaj z tym co w szeroko pojętych trendach się znajduje zbieżny w kilku raptem procentach jest ;)
Także - pomimo kupowania tam, gdzie "wszyscy" ponoć kupują udaje mi się chyba sporą dość oryginalność zachować ;)]
Po długiej dość od niej przerwie w tym poście znowu możecie oglądać moją TORBĘ BORBĘ od MOMO FASHION.
Stęskniłam się za nią ;)
Po dłuższym okresie odpoczynku w szafie torba ponownie wróciła do moich łask i przez ostatnie dni znów się z nią nie rozstaję ;)
Kardigan - H&M
Koszula - H&M
Bryczesy - no name (Butik Nashe - Zgierz, ul. Parzęczewska)
Komin - H&M
Pasek - H&M
Torba - MOMO FASHION
Melonik - H&M
Rękawiczki - Massimo Dutti
Oficerki - Lasocki (dla CCC)
Muszę Wam coś wyznać - tak, jak uwielbiam tu pisać (im dłuższego posta popełnię, tym większą satysfakcję zawsze czuję ;P tak, taka jestem okropna, tak się nad Wami znęcać lubię!), tak tym razem szło mi to jak po grudzie.
Zmęczona bardzo jestem.
Wczoraj pisałam kolokwium zaliczające jeden z moich uczelnianych przedmiotów - ciężkie kolokwium o mało wdzięcznych rzeczach traktujące (tak, ta wspominana już tu przeze mnie demencja, rzeczy ciekawe z punktu widzenia medycyny i logopedii, ale przykre bardzo - bardzo!), nad nauką do którego sporo czasu przez ostatnie dni spędziłam.
Wyczerpana jestem.
Jeszcze tego nie odespałam.
Myśli mi się plączą.
W dodatku mój ukochany telefon postanowił zrobić mi na złość i się zepsuł.
Nieuniknionym staje się więc to, przed czym tak długo się broniłam - zakup smartfona ;(
Brrr - zanim ja opanuję obsługę tej mojej nowej, dotykowej nowinki, to lato nadejdzie :/
Przepraszam więc za to, że brak tu dziś jakichś moich żartów i zabawnych sformułowań ;)
Ale za to - jest ludzka twarz Mar!
Ludzką, domową niemal i uśmiechniętą od ucha do ucha twarz Mar możecie oglądać we wnętrzach sklepu meblowego siostry Leszka - Seneko: Kolorowych Snów,
w które to zawitaliśmy w dniu tych moich blogowych fot robienia w celu tak odwiedzin Agaty, jak i zrobienia (to już lechowe obowiązki) kilku zdjęć jej sklepowego asortymentu.
Ja jestem w kwestii wystroju wnętrz totalnym abnegatem, więc mało tam przy wyborze najbardziej wdzięcznych do fotografowania obiektów pomocną byłam, zaopiekowałam się zatem ciastkami.
Popatrzcie, jak niewiele mi do szczęścia potrzeba - wystarczą owsiane ciacha ;)
No także tego - jak ktoś lubi fajne, ładne, "dizajnerskie" (tak się chyba mówi, prawda?) meble i akcesoria do mieszkania/domu wystroju a z Łodzi jest, to w imieniu Lecha i Agaty zapraszam serdecznie na Świętej Teresy 100.
Pamiętajcie - ciacha czekają ;P
A jeśli ich akurat w dniu Waszej wizyty nie będzie, to znaczy, że byłam tam przed Wami, przepraszam :(
Na koniec przytulę Was - jak zwykle ciepło bardzo.
I fajnego, spokojnego weekendu Wam pożyczę!
O!
Pozdrawiam,
Wasza Mar!
P.S. Cieszyłam się bardzo z tego szronu, co to wczoraj i dziś moją okolicę otulił - bo wierzyłam, że i w weekend takie cudo będzie jeszcze ziemię łódzką zdobić.
Niestety!
Prognozy pogody jakieś orkany zwiastują, opady deszczu, kałuże i pluchy.
No cóż... to kolejny wpis chyba kosmetyczny będzie, niestety :(
Więc - bez kapelusza, a z wełnianą zamiast niego czapą lub beretem zamierzam się w tych ciuchach i w chłodniejsze dni po Łodzi i okolicach wozić ;)
Dlaczego uważam, że ten zestaw ma w sobie nieco zimowego już uroku?
Po pierwsze - ze względu na kolory.
Bordo od zawsze kojarzyło mi się z zimą.
Po drugie - z racji "puchatości" tego szyjootulacza, który pewnie Waszą uwagę od pierwszego na zdjęcia spojrzenia przyciągnął ;)
Szyjootulacz to mięciutki, ciepły bardzo komin, który kilka lat temu upolowałam w H&M'ie.
Jest napraaaaawdę wielki!
Gdybym go rozwinęła, to byłby dłuższy niż ja jestem wysoka ;P
Komin jest ażurowy - choć może średnio tę jego ażurowość udało nam się uchwycić (zapomnieliśmy go jakoś tak osobno bardziej sfotografować ;( gapy z nas ;(), to musicie uwierzyć mi na słowo, że ten ażur tam jest ;P
Kiedy kupowałam komin, to byłam już także posiadaczką tych bryczesów z dzisiejszych zdjęć - chociaż przed jego zakupem nigdy nie łączyłam musztardowości z bordem, to instynktownie przeczuwałam, że te dwa kolory będą do siebie pasować ;)
Nie pomyliłam się - to połączenie kolorystyczne spodobało mi się do tego stopnia, że postanowiłam często je wykorzystywać ;)
Same bryczesy już tu kiedyś były - rok temu.
Co prawda nie z bordem, a z fioletem - a dokładniej: z fioletowym swetrem.
O, tu można zobaczyć jak się prezentowały: klik!
Przyznaję - dziś te spodnie są na mnie o jakiś dobry rozmiar za duże, co trochę się na zdjęciach uwidacznia i co trochę bardziej niż "trochę" mnie złości, bo żeby je bez obawy o ich zgubienie nosić musiałam zainwestować w pasek z działu dziecięcego, ale nie zamierzam ich przerabiać.
Może się bowiem zdarzyć, że przytyję - a wtedy będę musiała rozpruwać im zaszewki.
Leniwa jestem, więc zapewne nie będzie chciało mi się tego robić ;P
Zostanę więc przy metodzie "na pasek" ;)
Nie tylko komin pochodzi z H&M'u - tam także wyszperałam swego czasu (na jakiejś wyprzedaży) tę kwiecistą koszulę i czarny kardigan.
Koszula "oryginalnie" ma jeszcze kokardę.
Taką do wiązania pod szyją.
Ale że komin, to na kokardę w dniu robienia zdjęć miejsca już nie było ;P
Nie martwcie się jednak - kiedyś Wam ją pokażę ;)
A kardigan... kardigan jest bardzo podobny do tego musztardowego sweterka - o, tego z tego posta: klik!
Dekolt ma tylko inny ;)
Lubię go bardzo, bo jest niesamowicie uniwersalny - do wielu rzeczy mi pasuje.
Zwłaszcza koszul!
Dzięki temu ratuje mnie, gdy nie ma już dla mnie ratunku i muszę, no po prostu muszę "odwalić" się na elegancko - takie "elegancko" dla każdego eleganckie, obiektywnie eleganckie... sami wiecie o co mi chodzi ;P
Jeśli już muszę założyć jakąś znienawidzoną przeze mnie białą bluzkę/koszulę, to zawsze dobieram do niej właśnie jego.
[Tak, często na moim blogu pojawiają się ubrania z H&M'u - i ten zestaw w zdecydowanej większości z H&M'owych produktów się składa.
Przyznaję, to jedna z moich ulubionych sieciówek.
Gdybym mogła sobie na to pozwolić, to wieeeeele rzeczy bym stamtąd do domu przytachała ;)
Na sporo osób hasło "H&M" działa - podobnie jak "Zara" - jak płachta na byka.
Komentarze o "sieciówkowych manekinach" traktujące wywołuje.
Ja na swoją obronę mam to, że zwykle moje w tym sklepie zakupy z nabywaniem w nim tego co "modne" mało mają wspólnego - wpadam tam zawsze w poszukiwaniu jakichś takich typowo "moich" rzeczy, a "mój" styl zazwyczaj z tym co w szeroko pojętych trendach się znajduje zbieżny w kilku raptem procentach jest ;)
Także - pomimo kupowania tam, gdzie "wszyscy" ponoć kupują udaje mi się chyba sporą dość oryginalność zachować ;)]
Po długiej dość od niej przerwie w tym poście znowu możecie oglądać moją TORBĘ BORBĘ od MOMO FASHION.
Stęskniłam się za nią ;)
Po dłuższym okresie odpoczynku w szafie torba ponownie wróciła do moich łask i przez ostatnie dni znów się z nią nie rozstaję ;)
Kardigan - H&M
Koszula - H&M
Bryczesy - no name (Butik Nashe - Zgierz, ul. Parzęczewska)
Komin - H&M
Pasek - H&M
Torba - MOMO FASHION
Melonik - H&M
Rękawiczki - Massimo Dutti
Oficerki - Lasocki (dla CCC)
Muszę Wam coś wyznać - tak, jak uwielbiam tu pisać (im dłuższego posta popełnię, tym większą satysfakcję zawsze czuję ;P tak, taka jestem okropna, tak się nad Wami znęcać lubię!), tak tym razem szło mi to jak po grudzie.
Zmęczona bardzo jestem.
Wczoraj pisałam kolokwium zaliczające jeden z moich uczelnianych przedmiotów - ciężkie kolokwium o mało wdzięcznych rzeczach traktujące (tak, ta wspominana już tu przeze mnie demencja, rzeczy ciekawe z punktu widzenia medycyny i logopedii, ale przykre bardzo - bardzo!), nad nauką do którego sporo czasu przez ostatnie dni spędziłam.
Wyczerpana jestem.
Jeszcze tego nie odespałam.
Myśli mi się plączą.
W dodatku mój ukochany telefon postanowił zrobić mi na złość i się zepsuł.
Nieuniknionym staje się więc to, przed czym tak długo się broniłam - zakup smartfona ;(
Brrr - zanim ja opanuję obsługę tej mojej nowej, dotykowej nowinki, to lato nadejdzie :/
Przepraszam więc za to, że brak tu dziś jakichś moich żartów i zabawnych sformułowań ;)
Ale za to - jest ludzka twarz Mar!
Ludzką, domową niemal i uśmiechniętą od ucha do ucha twarz Mar możecie oglądać we wnętrzach sklepu meblowego siostry Leszka - Seneko: Kolorowych Snów,
w które to zawitaliśmy w dniu tych moich blogowych fot robienia w celu tak odwiedzin Agaty, jak i zrobienia (to już lechowe obowiązki) kilku zdjęć jej sklepowego asortymentu.
Ja jestem w kwestii wystroju wnętrz totalnym abnegatem, więc mało tam przy wyborze najbardziej wdzięcznych do fotografowania obiektów pomocną byłam, zaopiekowałam się zatem ciastkami.
Popatrzcie, jak niewiele mi do szczęścia potrzeba - wystarczą owsiane ciacha ;)
No także tego - jak ktoś lubi fajne, ładne, "dizajnerskie" (tak się chyba mówi, prawda?) meble i akcesoria do mieszkania/domu wystroju a z Łodzi jest, to w imieniu Lecha i Agaty zapraszam serdecznie na Świętej Teresy 100.
Pamiętajcie - ciacha czekają ;P
A jeśli ich akurat w dniu Waszej wizyty nie będzie, to znaczy, że byłam tam przed Wami, przepraszam :(
Na koniec przytulę Was - jak zwykle ciepło bardzo.
I fajnego, spokojnego weekendu Wam pożyczę!
O!
Pozdrawiam,
Wasza Mar!
P.S. Cieszyłam się bardzo z tego szronu, co to wczoraj i dziś moją okolicę otulił - bo wierzyłam, że i w weekend takie cudo będzie jeszcze ziemię łódzką zdobić.
Niestety!
Prognozy pogody jakieś orkany zwiastują, opady deszczu, kałuże i pluchy.
No cóż... to kolejny wpis chyba kosmetyczny będzie, niestety :(
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





















