Bluzki z odkrytymi ramionami skradły w tym roku serca tak kobiet, jak i mężczyzn.
My cieszymy się, że moda zaoferowała nam coś, w czym nie odczujemy gorąca w największe nawet upały, Panowie zaś nie posiadają się z radości z powodu tego, że będzie im dane podziwiać jeszcze więcej kobiecego ciała.
I to nie tylko na plażach, ale i na ulicach.Wszak odkryte ramiona nosi się w tym roku na różne sposoby.
I ja (choć ostatnio bardzo dobrze wychodzi mi opieranie się pokusie kupowania tego, co aktualnie modne i podobno w szafie niezbędne) dałam się porwać szaleństwu na gołe ramiona.
Najbardziej przypadły mi one do gustu (co nie zaskakuje chyba nikogo, kto na mojego bloga zagląda) w koszulach, bluzkach i sukienkach nawiązujących do stylu boho.
Taką też piękną, szyfonową boho bluzkę odsłaniającą ramiona kupiłam na początku maja.
Oczywiście, że w moim ukochanym H&M'ie.
Gdzie indziej mogłam znaleźć takie cudo?
Ja naprawdę znam i przeglądam strony innych sieciówek, bardzo często i w nich coś mi wpada w oko, ale ostatecznie i tak zwykle trafiam do H&M'u.
Przyznaję, idę na łatwiznę, bo rozmiarówkę tego sklepu znam już tak dobrze, że rzadko kiedy zdarza mi się w nią nie trafić, mogę więc bez obaw robić zakupy w ichnim sklepie online.
A zakupy online w ostatnim czasie były dla mnie jedyną dostępną formą jakichkolwiek zakupów - przez minione pół roku miałam go tak mało, że brakowało mi go nawet na sen, a co dopiero mówić o zakupach...
Długo wahałam się, czy ją sobie sprawić - nie była najtańsza (80 złotych za cieniutki materiał w podobie szyfonu to dla mnie trochę dużo).
Ale z pomocą przyszedł mi rabat, który H&M zaoferował mi po zapisaniu się do ich programu lojalnościowego H&M Club (przy okazji realizacji tego powitalnego rabatu udało mi się kupić też dwie inne fajne rzeczy, które wkrótce Wam tu pokażę!).
Także - widocznie - ta bluzka była mi chyba pisana!
Z różnych przyczyn po te lub tamte pozycje z obowiązujących w danym sezonie list rzeczy "must have" sięgać się nie decydujemy albo długo zastanawiamy się nad tym, czy sięgać po nie powinnyśmy - różne fasony pasują do różnych typów sylwetek.
Tak jak ja raczej nie kupię sobie kulotów (słowo "kuloty" za bardzo kojarzy mi się z galotami - nie lubię go ;P wrr!), tak te z Was, które swoje ramiona uważają za szerokie pewnie nie odważą się kupić takiej bluzki.
Powiem Wam jedno - olejcie kompleksy (które są pewnie w połowie przypadków urojone), hiszpański dekolt naprawdę pasuje niemal każdej z nas!
Jedynej realnej przeszkody w cieszeniu się jego urokiem upatruję w dużym biuście - będąc posiadaczką takiego ciężko jest założyć pod pozbawioną ramion koszulę/bluzkę/sukienkę odpowiednio podtrzymujący biust i nadający mu kształt stanik.
Ale dla chcącego nic trudnego - wybór bielizny jest dziś całkiem spory, a usługi brafitterskie świadczy chyba każdy salon ją oferujący.
Da się to jakoś ogarnąć ;)
Poza tym wysoki stan pozwala nosić ją na dwa sposoby - albo wpuszczoną w spodnie (mnie się ta wersja podoba bardziej) albo swobodnie powiewającą.
Chociaż to też trochę taki wybór z konieczności - doskonale wiem, że najlepiej pasowałyby tu dżinsowe dzwony.
Dzwonów jednak żadnych w szafie nie posiadam.
I pewnie posiadać nie będę, bo jakoś nie widzę się w dzwonach.
Wybór dodatków też był dla mnie dość oczywisty - jak boho, to fedora!
I frędzle, koniecznie frędzle!
Z piórkami w komplecie :)
A na dokładkę - sznur bransolet.
Fedora - H&M
Lenonki - Sinsay
Naszyjnik - Stradivarius
Bluzka odsłaniająca ramiona - H&M
Dżinsy z wysokim stanem - SammyDress.com
Bransoletki - H&M
Listonoszka z frędzlami - C&A
Sandały - Catwalk (Deichmann)
Te zdjęcia przeleżały trochę na dysku.
Zrobiliśmy je już jakiś czas temu, w pierwszy naprawdę ciepły weekend tego roku.
Nie miałam głowy do tego, żeby z tej sesji wyłuskać te kadry, które najbardziej mi się spodobały.
Więc czekały, przepuściły inne.
A potem... potem się rozchorowałam.
Dopadło mnie jakieś wirusowe, nie dla dorosłych typowe, a dzieciom znacznie częściej zdarzające się paskudztwo.
Siedzę więc uziemiona w domu i dużo sobie rozmyślam.

O blogu (już mniej mi się przykrzy, niż ostatnio - nawet mam kilka fajnych pomysłów na niego!), o tym, co przede mną (po naprawdę wielu miesiącach tkwienia w marazmie nabrałam chęci do wprowadzenia pewnych zmian do mojego życia - trzy dni temu skończyłam 28 lat, dobrze by było pożegnać to, co od dłuższego już czasu mnie nuży i męczy, dorośli ludzie nie robią z siebie ofiar losu, to nie jest poważne i na dłuższą metę niezdrowe...) i o książkach, które przez czas choroby i dzięki zwolnieniu przeczytałam (wiecie, że ja przez naprawdę wiele miesięcy nie przeczytałam żadnej dobrej książki? wstyd pisać takie rzeczy, gdy jest się z wykształcenia filologiem, ale mam coś na swoje usprawiedliwienie: nie potrafię czytać w pośpiechu, z doskoku i gdy głowę mam zaprzątniętą mnóstwem spraw... teraz te wszystkie sprawy przestały być ważnymi - i całe szczęście, bo wcale nimi nie były - więc i czasu jakoś tak zrobiło się więcej i uświadomił sobie człowiek, że tuż za rogiem jest świetnie zaopatrzona biblioteka...).
Potrzebowałam tej chwili wytchnienia.
Chociaż nie jestem pewna czy chorowanie w taką piękną pogodę jest najlepszym pomysłem.
Ale pierwszy raz od kilku miesięcy chodzę wyspana i uśmiechnięta, a jak ja jestem wyspana i uśmiechnięta, to i Leszkowi znacznie łatwiej jest mnie znosić (bo mniej marudzę), więc chyba więcej tej sytuacji plusów, niż minusów.
Nie jest źle.
Jest dobrze.
Jest bardzo dobrze.
I tego, żeby u Was też było dobrze życzę Wam w tę piękną, słoneczną niedzielę.
Trzymajcie się, buziaki dla Was od Mar!
P.S. Tak, bluzka się trochę zsuwa z ramion i denerwuje - ale jest na to rada: plastry do ubrań ;)
Do kupienia w sklepach z bielizną i pasmanteriach - polecam patent, zapłacicie za nie grosze ;)