Lista blogów » Lumpexoholiczka

BLEEDING HEART

Zobacz oryginał


IMG_2432.JPG


Już Wam o tym pisałam, ale no po prostu muszę się powtórzyć. W Portugalii mają najlepsze ryby i owoce morza w całej galaktyce! Nie przesadzam. Nie to żebym zjechała pół świata i miała jakieś specjalnie duże porównanie, ale po prostu wiem, że mogę zaufać moim kubkom smakowym... 
 Teraz sama chętniej wybieram w sklepie krewetki czy łososia zamiast kurczaka, i tak samo robię też w knajpach. 
Są zdrowsze. Smaczniejsze. No i tańsze.


Lizbona jest przepełniona małymi, skromnie urządzonymi restauracyjkami, w których panuje  wręcz rodzinna atmosfera. Wyglądają zupełnie inaczej niż ta z ostatniego posta. Kiedy się do nich wchodzi ma się wrażenie, że są tu od zawsze, że są nieodłączną częścią miasta. Jak te żółte tramwaje.
Swoją drogą jeśli ktoś kiedyś poleci Wam którąś z nich moim zdaniem nie warto tracić czasu na szukanie wskazanego miejsca w zawiłych uliczkach. Lepiej zapuścić się w miasto i wybrać coś na chybił trafił. Zapewniam Was dotrzecie do takiej która spełni Wasze oczekiwania kulinarne. 


Jedną z lepszych kolacji zjedliśmy w Solar do Duque.
 Stoliki rozstawione na zewnątrz nad którymi wisiały lampki i kiczowate (chyba świąteczne) łańcuchy, widok na wspaniale oświetlony zamek św. Jerzego i najsympatyczniejsza 'naganiaczka' jaką do tej pory spotkaliśmy sprawiły, że zostaliśmy.






IMG_2424.JPG
IMG_2463.JPG
2Panorama.jpg
IMG_2429.JPG


Zamówiliśmy danie, które kiedyś już Was pokazywałam, i z którego każdy wielbiciel owoców morza, czyli ja, na pewno będzie zadowolony. Ryba (niestety nie pamiętam jaka była w tym daniu), krewetki, małże uduszone w sosie pomidorowym. 
Potrawa jednak zyskuje najbardziej na tym, że w portugalskiej kuchni nie żałuje się czosnku, kolendry i natki pietruszki :)


Cena - około 15 euro


IMG_2434.JPG

Musicie też wiedzieć, że tu normą jest to, że kelner przynosi Wam przystawki, zanim jeszcze zdążycie powiedzieć Boa tarde, wcale nie pytając czy macie na nie ochotę. I nie łudźcie się że są darmowe ;) Nie są.
Kilka kromek białego pieczywa ( fuuj!), porcja dojrzewającego żółtego sera ( mniam!) i coś co udawało wędlinę ( kolejne fuuj!) kosztowało 7 euro. 
W porównaniu do ceny głównego dania to dużo.
Pamiętajcie więc, żeby grzecznie za przystawkę podziękować jeśli po prostu nie macie na nią ochoty albo jeśli dostaniecie coś czego nie lubicie. Albo bądźcie gotowi, że zostanie doliczona do rachunku.

IMG_2426.JPG


A po kolacji kolejna butelka wina :)

1Panorama.jpg

ZDJĘCIA : JA




Zaloguj się, żeby dodać komentarz.