Lista blogów » lifeINblond

Believe in yourself!

Zobacz oryginał
PicMonkey+Collage.jpg


Ile razy usłyszeliście już Uwierz w siebie? Udało się? Bo ja wciąż walczę. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc pracuję nad sobą, nad samoświadomością i poczuciem własnej wartości. Im głębiej w to wchodzę, tym bardziej uświadamiam sobie, że miłość do samej siebie to nie jest prosta sprawa. A przecież od nas wszystko się zaczyna!  

Jestem osobą ekstrawertyczną. Lubię ludzi, samotność mi nie służy. Dużo mówię, podczas rozmowy utrzymuję kontakt wzrokowy, czytam między wierszami. Lubię słuchać i obserwować zachowania. Patrzę i widzę, jak przy namniejszym potknięciu, przy pierwszym problemie, wychodzą z na wierzch kompleksy i brak pewności siebie. Skąd biorą się trzęsące dłonie, czy drżący głos? Jak wielka jest różnica w zachowaniu wielu z nas, kiedy znajdujemy się na "swoim terenie", wśród osób, które nas akceptują, a na obcym gruncie. Z przykrością muszę to stwierdzić, brak nam wiary w siebie. A przecież tak nie powinno być!

Wszystko zaczyna się w głowie. Mówi się, że odpowiednie nastawienie to połowa sukcesu. Myśląc pozytywnie przyciągamy do siebie pozytywne zdarzenia, to samo działa w przeciwnym kierunku. Jak to jednak zrobić? Przecież każdy znas ma swoje troski i zmartwienia. Owszem! Ale mamy też w sobie siłę do radzenia sobie z nimi. Głęboko wierzę w to, że każda porażka, która na nas spada, jest nam dana razem z siłą do jej przezwyciężenia. Przeczytałam niedawno historię, która w jakiś sposób mnie poruszyła. Była to historia ciężko chorej kobiety, która straciła nadzieję na to, że czeka ją jeszcze coś dobrego. W krytycznym dla niej momencie jej losy krzyżują się z losami mężczyzny w podobnej sytuacji. Podobnej, choć diametralnie różnej. Ten właśnie człowiek podaje jej sekret pozytywnego myślenia. Prosta zasada: zamień w swoim życiu słowo muszę na mogę. Możesz wstać z łóżka, pójść do pracy, nauczyć się czegoś nowego. Masz zdrowe ręce i nogi, masz chłonny umysł, dzięki któremu możesz zrobić wszystko, o czym tylko zamarzysz. Więc w czym tkwi problem? Co nas ogranicza? Tylko to, jak sami siebie postrzegamy. 

Nikt z nas nie pokocha siebie bezwarunkowo z dnia na dzień. Samoakceptacja to coś, czego musimy uczyć się latami. Jestem tego doskonałym przykładem. Przez bardzo długi czas tkwiłam w relacji, która mi nie służyła. Wiem doskonale, że drugi człowiek potrafi naszą samoocenę skutecznie obniżyć kilkoma nieprzemyślanymi słowami. Grunt, to w porę się otrząsnąć, odciąć się. Nie jest to proste, ale procentuje. Od prawie półtora roku walczę sama ze sobą o każdy dzień, w którym nie pomyślę, że od kogoś jestem gorsza, głupsza, brzydsza. Każdego wieczora staję przed lustrem i powtarzam jak mantrę: jesteś wyjątkowa! Powoli, ale skutecznie buduję pewność siebie. W oparciu o tylko i wyłącznie swoje osiągnięcia i najmniejsze nawet sukcesy. Od rewolucji jaką przeprowadziłam w moim życiu do realizacji pierwszego z wielu marzeń, czyli założenia bloga, minęło ponad pół roku. Warto było jednak poczekać na odpowiedni moment. Dziś wracam z przyjemnością do pierwszej sesji , jaką zrobiłyśmy z Olą i widzę w tym głębszy sens, niż kilka zdjęć. Kiedyś nie miałabym odwagi wyjść na miasto w mini rozm. 42. Wiem, że osoby, które mnie skrytykują znajdą się zawsze. Ale już to we mnie nie uderzy. Znam swoje wady, ale znam też zalety. Z dystansem podchodzę do tego, jak wyglądam. Dlaczego? Dlatego, że prawdziwe piękno człowieka jest wewnątrz. To optymizm i uśmiech nadają nam "tego czegoś", blasku, błysku w oku. A to akurat możemy sami wypracować. Wszystko leży w naszych rękach. Tylko od nas zależy, jak będzie nas odbierać otoczenie. Your choice ;)

IMG_9374+kopia-001+kopia+-+Kopia.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.