Bardzo długa sukienka i kwiaciaste trampki / Very long dress and flowery sneakers
Zobacz oryginał ndz., 02/07/2017 - 08:40
Jestem sztuczna i cóż
W poście o Czerwonym Kapturku, pisząc o mojej aktualnej ignorancji w temacie beauty, przypomniałam sobie, że chodzę przecież do kosmetyczki po sztuczne rzęsy i chodzę regularnie do fryzjera :) Czyli odczytując właściwie teksty walczące o kobiecą naturalność, gdzie jako flagowe i czołowe elementy sztuczności wymieniane są właśnie włosy i rzęsy, jestem przedstawicielką "sztucznych klonów" :) Trochę sobie kpię z tego szufladkowania, jak z każdego zresztą, ale też nie mam nic przeciwko temu, żeby być sztuczną, idealnie byłoby, jeśli inteligencją ;) Teraz znów będą tylko fakty, nie poglądy i opinie. Od zawsze noszę okulary, a że mam poważne minusy, to w okularach moje małe oczy właściwie znikają. W dzieciństwie miałam piękne sarnie oczy, potem reszta twarzy urosła, a oczy zostały ... Dodatkowo te opadające do pasa już powoli powieki, które bardzo boję się potraktować skalpelem, własne rzęsy i brwi w zaniku, i jak u albinosa. To wszystko spowodowało, że zdecydowałam się na sztuczne rzęsy, które mają za zadanie to oko optycznie nieco powiększać i utrzymywać powiekę przed opadaniem. Ponieważ własnych rzęs mam bardzo mało, to przyklejone sztuczne wyglądają u mnie bardzo naturalnie, i często koleżanki też "tak" chcą, ale u nich już się ta "naturalność" nie udaje, u nich powstają zasłono-firanki. Żeby te kilka rzęsek przykleić u mnie, pani kosmetyczka musi wcześniej przykleić mocno moje górne powieki do czoła, serio :) A teraz o włosach. Siwieć zaczęłam w wieku 18 lat, więc już nikt nie pamięta, kiedy to było, między 30 a 40 byłam już całkiem biała. Żeby nie było szybko widać odrostów, robiłam się na jasny blond, potem dałam się namówić na pasemka. Dopiero ostatnimi laty podczas wychodzenia z boba i zapuszczenia włosów, zdecydowałam się na to, o czym zawsze marzyłam, na fikcyjny ciemny odrost, co wymaga regularnych wizyt u fryzjera. Z taką fryzurą i kolorystyką, ze sztucznymi rzęsami, mocno podkreślonymi cieniem brwiami i nawet na co dzień w pełnym, choć ekspresowym makijażu i rozmazanym smokie eye, czuję się najlepiej jak dotąd, przez całe moje życie, bo sama w lustrze się widzę i rozróżniam poszczególne elementy mojej twarzy :) To jest teraz moje beauty i moja sztuczność, do innych spraw nie mam serca, oby tymczasem! :) Pamiętam jak na studiach, gdy mieszkałam z Dorotą, rano ja malowałam oczy, usta, żeby wiedzieć czym patrzeć i trafić z jedzeniem, robiłam różem rumieńce, żeby nie wyglądać jak śmierć, o czym często słyszałam, a Dorota odwrotnie, wszystko tuszowała, bo taka dziewczyna była wyrazista, ciemnowłosa, ciemnooka, rumiana. Bardzo nas bawiło to nasze przeciwstawne malarstwo :) Właśnie, a propos biała jak śmierć! Jeszcze jedno mam sztuczne! Na potrzeby sesji wystające fragmenty mojego ciała koloruję samoopalaczem w piance, żeby odróżniały się od białych elementów garderoby. Kiedyś chodziłam na solarium, ale jakoś dawno nie byłam, własny pigment muszę końmi wyciągać z kości, w potach i potwornym mozole, a ponieważ nie lubię się ani pocić, ani mozolić, ostatnio zaniechałam. Jak sobie jeszcze coś przypomnę, albo coś się u mnie zmieni w tych sztucznych tematach, to pewnie o tym napiszę :) Ponieważ ostatnio robię zdjęcia w paskudną pogodę i na poważnym zmęczeniu, co rusz coś mi się wymyka spod kontroli. Tym razem był to mój chyba akurat naturalny dekolt ;) Dziś też wyraźnie widać, że jestem w kategoriach pań z laboratorium, pobierających krew, właścicielką tzw. pięknych żył :)
Trochę o stylizacji
trampki/treiners - GEORGE
buty/shoes - ELLA
Bardzo uszczęśliwia i motywuje mnie każdy ślad Twojej tu obecności, dlatego serdecznie dziękuję za odwiedziny na moim blogu i za wszystkie komentarze. Zapraszam do oglądania i czytania, a jeśli Ci się spodoba, do obserwowania :}
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

















