Lista blogów » aschaaa

Bali - Pura Tirta Empul i Goa Gajah - Indonezja 5

Zobacz oryginał
DSC_0845.jpg


Wracamy do Indonezji Kochani! Przerwa podróżnicza na blogu była dłuższa niż przewidywałam, ale to bardziej z braku czasu na segregację zdjęć, bo tych mamy na prawdę całe mnóstwo.

Poprzednie części znajdziecie TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

Ostatnim razem krótko wspomniałam o tym, że jeszcze nie wiem jak będę opisywać Wam nasz pobyt na Bali, jako że na tej pięknej wyspie spędziliśmy w sumie aż 9 dni. Wszytko w jednym poście jest nierealne... podzielić całość na trzy posty jakoś wydawało mi się bezsensowne. Zdecydowałam się opisywać dzień po dniu, mimo że niecodziennie mieliśmy jakieś mega fajne przygody. W naszą opowieść wplotłam wiec garść praktycznych informacji.


Nasz drugi (a w zasadzie trzeci) dzień na Bali rozpoczęliśmy od wypożyczenia skuterka. Od teraz to będzie nasz główny pojazd do poruszania się po wyspie. Koszt wypożyczenia tego cuda to 50.000IDR czyli jakieś niecałe 15zloty. Śmieszne pieniądze prawda? Tankowaliśmy codziennie za niecałe 5zloty (16.000 - 18.000IDR). Motorek jest dobrą opcją, żeby zwiedzić Bali. Dlaczego? Bo tam większość porusza się tymi pojazdami. Wszędzie zaparkujesz. Koszta są dużo niższe, niż przy wypożyczeniu samochodu. Inaczej przeżywasz swój urlop — emocje, które Ci towarzysza podczas jazdy, kiedy po zmroku stoisz na światach w towarzystwie co najmniej 40 takich jak Ty, nie wiesz, w którą stronę masz jechać, bo bateria w obu telefonach padła, a ty musisz dostać się do hotelu i nieśmiało po angielsku zagadujesz kolegę obok, którędy do Ubud — niezapomniane! Owszem są też minusy — po pokonaniu 200km nie czujesz swojego tyłka, od kasku możesz dostać swędzącej wysypki, tak jak ja i musisz uwzględnić sporo czasu na zwiedzanie. Bo jeśli jesteś na Bali mniej niż 5 dni nie masz szans, żeby zobaczyć to, co my widzieliśmy na skuterze. Wtedy pomyśl o aucie albo o kierowcy. Jednak takie wydatki nie są na naszą kieszeń i nie żałuje ani trochę naszej decyzji :D


Dokument1.jpg


Jak widać na załączonej mapce nasz pierwszy dzień na skuterze nie powala ilością kilometrów i odległością od naszego miejsca zamieszkania. Nie wiedzieliśmy jak będzie nam się jeździć we dwójkę, tym bardziej ze ja ostatni raz na skuterze siedziałam kilka lat temu w Marsylii i Barcelonie, podczas naszej objazdówki po Europie (oczywiście jako pasażer — nie mam prawo jazdy :D).

Wycieczkę zaczęliśmy od świątyni Pura Tirta Empul, znana jako Świątynia Świętej Wody. Jest położona blisko Ubud i należy do jednej z ciekawszych świątyń balijskich. Została zbudowana w X wieku wokół gorącego źródła, które do dzisiaj bulgoce na dziedzińcu świątyni. Balijczycy przychodzą do świątyni, by odbyć rytualną kąpiel. Nie brakuje tez turystów, którzy z zaciekawieniem przypatrują się ludziom, którzy kąpią się pod każdym z 12 źródeł wody. Wejście do świątyni jest płatne - 30.000IDR - 8,50zl.

DSC_0833.jpg


DSC_0866.jpg


DSC_0874.jpg


DSC_0955.jpg


DSC_0889.jpg


DSC_0890.jpg


DSC_0832.jpg


DSC_0894.jpg


DSC_0823.jpg


DSC_3104.jpg


DSC_3133.jpg


Pod świątynią nie brakuje lokalnych sprzedawców próbujących zachęcić do kupna ich wyrobów. Kobiety noszą ogromne misy z jedzeniem na głowach a dzieciaki sprzedają pocztówki. Przed wejściem do każdej świątyni trzeba uważać na to, czy ma się zakryte nogi. Jeśli nie, musisz wypożyczyć chustę (tak naprawdę ktoś wciska Ci ja do ręki), żeby moc się nią obwiązać w pasie. Ja takiej nie potrzebowałam, bo na urlopie nosze długie do kostek przewiewne alladynki.


DSC_0825.jpg


DSC_3162.jpg



Spod Pura Tirta Empul pojechaliśmy do Pura Gunung Kawi. Jest to kompleks świątynny, wykuty w skałach. Do świątyni prowadzi kilkaset kamiennych schodków. Cała dolina jest otoczona pięknymi tarasami ryżowymi. (wejście płatne - 30.000IDR - 8,50zl).


DSC_0928.jpg


DSC_0944.jpg


DSC_3290.jpg


To, co widzicie na poniższym zdjęciu to nasza przekąska w drodze do świątyń. Nie będę zdradzać co to takiego, bo o jedzeniu w Indonezji będzie osobny post, ale powiem Wam że smakowało wyśmienicie!


DSC_0912.jpg


DSC_0934.jpg


Na tarasach ryżowych mieliśmy śmieszną sytuację. Schodząc schodami w dół mijamy budy z pamiątkami. Bardzo spodobały mi się typowe dla wyspy kapelusze, w których ludzie zbierają ryż. Miałam ochotę nawet kupić sobie taki na pamiątkę. Ubrałam i mierze i myślę. Peta strzelił mi przy okazji kilka fotek — niestety moja facjata nie nadaje się do pokazania światu :P Słyszymy rozmowę polskiego małżeństwa: "chodź weź se też pożyczymy taką czapkę, też chce mieć taką fajną fotkę". Jako, że prywatnie mówimy z Petą zawsze po polsku (chyba że ja opowiadam o mojej pracy, ale to inna para butów) od razu wyszło że my też z PL. Wdajemy się w krótka rozmowę, po czym przez 10 minut stoję przy Panu Polaku, który pokazuje mi zdjęcia z „private session” z tancerzami z Ubud, która została wykonana „tylko dla nich". „Dwie godziny przygotowań i aż 85 funtów (!) mniej w portfelu". Peta zgrabnie czmychnął, a ja stałam jak kołek i nie wiedziałam, czy mam mu powiedzieć „ojj jak drogo”, czy „wow ale fajne przeżycie". Wrr nie lubię takich sytuacji, dlatego zawsze uśmiecham się pięknie jak tylko mogę i liczę na szybką możliwość ulotnienia się :D


DSC_3239.jpg



DSC_0968.jpg


DSC_3227.jpg




   Wracając już do domu, zatrzymujemy się w Goa Gajah (wejście płatne - 30.000IDR - 8,50zl). Świątynia została dopisana do listy zabytków UNESCO w 1995 roku. Na nas nie robi jakiegoś piorunującego wrażenia.

Wieczór spędziliśmy na masażach, które na Bali są tanie jak barszcz. Specjalnie zatrzymałam sobie cennik jednego z miejsc masażu, żeby nie być teraz gołosłowna. I tak na przykład:


- tradycyjny balijski masaż - 60.000IDR za godzinę (17zl)
- aromatyczny masaż całego ciała - 75.000IDR za godzinę (21zl)
- masaż gorącymi kamieniami - 100.000IDR za godzinę (28zl) - nic szczególnego, nie polecam.
- masaż dłoni - 30.000 za 30 minut (8,50zl)
- masaż stop - 30.000 za 30 minut (8,50zl).

Możesz sobie wymasować tylko kark i głowę, zrobić manicure i pedicure. Powiem Wam, że te małe azjatyckie kobietki mają dłonie ze stali. Przed rozpoczęciem masażu zostaliśmy zapytani, czy chcemy „strong". Peta powiedział, że tak, ja że nie. Dobrze, że przez mój urlop nie rozbierałam się zbyt często do stroju, bo całe uda miałam posiniaczone. W ostatni dzień poszłam sobie na masaż do innej babeczki i ona powiedziała, że siniaki nie są oznaka dobrego masażu. No cóż... teraz już wiem :D



DSC_3327.jpg

DSC_0967.jpg


DSC_3391.jpg


DSC_3389.jpg


DSC_3375.jpg


DSC_3355.jpg


Następnym razem wybierzemy się razem do najsławniejszej balijskiej świątyni - Pura Tanah Lot.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.