błyskotki, moda i cenzura, czyli... kostiumy historyczne w hollywood lat 30.!
Zobacz oryginał pon., 11/05/2015 - 12:12
Oczywiście nie będzie to dokładnie tekst, który później się w niej znajdzie, ale chciałam podzielić się z wami ciekawostkami, które ostatnio wynajduję.
Chociaż moja praca poświęcona jest dekadzie późniejszej, bardzo dużo materiałów, przez które się przegrzebuję, dotyczy lat 30., i troszkę żal tak je porzucać. A że z zajęć z historii kina (i oglądania Smosarskiej w liceum) wyniosłam do tych lat dziwny sentyment, więc... Dobra, starczy wstępu.
Kiedy w filmie nastąpił przełom dźwiękowy? No? Kto pamięta z liceum? (ja, szczerze mówiąc, nie pamiętam, żeby w ogóle w liceum na jakichkolwiek zajęciach miało miejsce coś takiego, jak omawianie historii kina). 1927, bardzo ładnie.
Kwestia dokładnej daty przysparza do dziś wielu problemów, ale grunt, że pod koniec lat 20. postaci filmowe przemówiły. Przełom dźwiękowy wprowadził całkiem nowe możliwości w dziedzinie filmów historycznych. Oto bohaterowie mogli nie tylko poruszać się i wyglądać jak z epoki, ale wreszcie odezwać się w zapomniany już sposób, ożywić język króla Artura, Szekspira czy Ludwika XIV, spowodować u oglądających niezwykłe doznania związane z całościowym „zanurzeniem się” w tajemniczą, niedostępną już epokę.
Tę zmianę odczuwali zarówno widzowie, jak i twórcy filmowi, którzy wykorzystali „realizm” postaci na rzecz wiarygodniejszego i bardziej barwnego przedstawienia historii. Zaczęły powstawać więc ogromne ilości filmów historycznych, filmów kostiumowych i biopiców, z czego obie strony były niezmiernie zadowolone.
Receptą na sukces podobnych produkcji były często znane nazwiska – Garbo w „Królowej Krystynie”, Colbert w „Kleopatrze”, Dietrich w „Imperatorowej”, Cooper w „Marco Polo”, Davis wcielająca się w królową Elżbietę w „Prywatnym życiu Elżbiety i Essexa” czy w południową piękność w „Jezebel”.
Marlena Dietrich jako Katarzyna WielkaA gdzie filmy historyczne - tam i kostiumy (CAPTAIN OBVIOUS). Kostiumy, których zadaniem nie była rekonstrukcja epokowych oryginałów (powiedzmy sobie szczerze - do dziś taka funkcja strojów historycznych w filmie jest mocno wątpliwa - i słusznie, bo wierne repliki mogą nie sprawdzić się na ekranie, słabo podkreślać cechy danej postaci czy nie współgrać z wizualną konwencją filmu). Ważne było, aby suknie miały coś wspólnego ze współczesnością i stanowiły echo mody lat 30. Właśnie dlatego suknie Marii Antoniny, granej przez Normę Shearer, mają dekolt w serce, odsłonięte ramiona (ponoć te Shearer uważane były za wyjątkowo piękne i dlatego, wbrew historii, postanowiono je eksponować), charakterystyczny dla lat 30. tors i srebrne, połyskujące, nierzadko geometryczne ozdoby, nawiązujące do wieczorowego glamouru i projektów Elsy Schiaparelli. Z tego samego powodu Scarlett O'Hara nosi fryzury będące zapowiedzią największych trendów lat 40. i wielkie słomkowe kapelusze, odbicie modnej wówczas asymetrii.
Jak w ogóle funkcjonowali w latach 30. hollywoodzcy kostiumografowie? Sprawa wyglądała zupełnie inaczej, niż współcześnie. Przede wszystkim nad każdym filmem pracowało ich kilku. Główny projektant, najczęściej przywiązany wieloletnią umową do konkretnej wytwórni, zajmował się strojami głównej aktorki (stąd w klasycznych dziełach często napis "Gowns by"). Drugi projektant czuwał nad kostiumami postaci drugoplanowych, zaś zadaniem trzeciego było stworzenie garderoby dla panów. Taki system podziału pracy nad kostiumami na kilku kostiumografów z całą pewnością ją przyspieszał, ale powstawało ryzyko pewnej niespójności wizji artystycznych.
A co na suknie historyczne cenzura? Znienawidzony przez amerykańskich filmowców kodeks Haysa mocno ograniczał kostiumografów, zwłaszcza w filmach historycznych. W czasach, gdy przez zbyt głęboki dekolt cała produkcja mogła zostać wstrzymana, nie wchodziły w grę ani osiemnastowieczne sznurówki, ani regencyjne staniki wypychające biust pod brodę. Zanim więc, oglądając film historyczny z epoki kina klasycznego, przeklniecie w duchu ignorancję kostiumografa, przypomnijcie sobie, że musiał on balansować na cienkiej krawędzi między wiernością historii, własną wizją artystyczną, wymaganiami producenta i reżysera a sztywnymi konwencjami cenzury.
Czasem sami aktorzy musieli zawalczyć o historyczność. Bette Davis, zawsze dbająca o wiarygodność swoich postaci, wyjątkowo konserwatywnie podchodziła do ich strojów. Pracując z Orry-Kellym nad sukniami Elżbiety I do filmu „Prywatne życie Elżbiety i Essexa” (1939), Davis musiała nieźle się nagimnastykować, by udało jej się wystąpić w kostiumach godnych królowej. Reżyser kategorycznie zabronił tak szerokich spódnic, karykaturalnej ilości koronek i gigantycznych kryz, które zaprezentował mu Orry-Kelly. Aktorka z projektantem posunęli się więc do oszustwa – uszyli drugi zestaw sukni, który usatysfakcjonował reżysera, a na planie podmieniono je na poprzednie, historyczne i odpowiadające Davis, która incydent skomentowała po latach tymi słowy: „Jako gwiazda, to ja na końcu odpowiadam za efekt końcowy filmu. I o tym nie mogę nigdy, nigdy zapominać. […] Dlatego kiedy dziś oglądam moje filmy, nie zawstydzają mnie ani scenariusze, ani gra aktorska, ani stroje”. Widać więc, że już wówczas zdawano sobie sprawę z jakości, jakie niosły ze sobą wiarygodne stroje historyczne. Jakość tę ignorowali jednak wciąż producenci, dla których najważniejszy był pewny zysk, a tego nie gwarantowała im rekonstrukcja epokowych sukni.
Nowe wyzwania stawiał również zyskujący popularność Technicolor, który wymagał nie tylko dobrego wyważenia kolorów w samym stroju, ale i jego zgrania z konkretną scenografią. „Musimy przyzwyczaić nasze artystyczne oczy do nowych, oprócz czerni, bieli i szarości, odcieni na ekranie. Musimy nauczyć się malować sceny przy użyciu całej palety kolorów”, pisał kostiumograf Omar Kiam, doskonale zdający sobie sprawę z trudności tego przedsięwzięcia, które dodatkowo komplikował fakt mocnego, studyjnego oświetlenia i nierealistycznych odcieni końcowego efektu filmowego. Projektanci i wykonawcy kostiumów musieli brać pod uwagę rozmaite czynniki, które wpływały na to, jak strój prezentował się w przyciemnionej sali kinowej. Tym trudniej więc było stworzyć kostium historyczny, który wymagał takiego zgrania kolorów, aby jednocześnie zdawał się wiarygodny, pozostawał atrakcyjny i spełniał wymogi Technicoloru.
Większość materiałów do tego posta pochodzi z dwóch książek pod redakcją Deborah Nadoolman Landis - "Dressed in Time" i "Hollywood Costume". Obie serdecznie wam polecam, choć dostępne są tylko na Amazonie i kosztują grube dolary. Ale wiecie, nie takie z nadwagą. GRUBE.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.






