Lista blogów » mkol
SZUKANIE IGŁY W STOGU SIANA
338. O tym, że nie każdy może mieć zdjęcia w polu słoneczników
Zobacz oryginał pon., 30/09/2019 - 20:51W tym poście mam Wam do opowiedzenia moją dosyć spontaniczną, wakacyjną przygodę. Wszystko zaczęło się od tego, że chciałam spełnić swoje marzenie i zrobić zdjęcia w polu słoneczników. Wymarzona fotka potrzebowała sporych modyfikacji, ale zaraz wszystko Wam opowiem i pokażę zdjęcia.
SESJA W POLU SŁONECZNIKÓW
Wielkie pola kwiatowe wyglądają bardzo efektownie na zdjęciach, dlatego w tym roku chciałam spełnić swoje małe marzenie, odnaleźć pole słoneczników i zrobić tam zdjęcia. Poszukiwania rozpoczęłam już w zeszłym roku, ale w okolicy nie odnalazłam interesujących mnie roślin. Może niektórym wydawać się, że zdjęcia w polach słoneczników są takie oklepane, że pełno tego na Instagramie, ale moim zdaniem mają swój urok. Poza tym podoba mi się wiele pięknych, typowo instagramowych miejsc, ale nie oszukujmy się - nie polecę na Bali, nie znajdę się nagle w centrum Nowego Jorku, ani nie wykąpię w Błękitnej Lagunie. Za to zawsze mogę wsiąść do samochodu i wypatrywać pola słoneczników. Wtedy jedynym kosztem jaki poniosę będzie opłata za paliwo.
By ułatwić sobie zadanie i zaoszczędzić czas skorzystałam z możliwości szukania miejsc po lokalizacji. Dzięki temu odnalazłam kilka słonecznikowych pól w okolicy Krakowa, Warszawy i Rzeszowa. W okolicy Torunia nie odnalazłam niczego interesującego. Najbliższe pole znajdowało się 2,5 godziny jazdy samochodem, ale nie posiadałam dokładnych współrzędnych. Tracąc wszelkie nadzieje udało mi się znaleźć pole oddalone 1 godzinę jazdy samochodem od Torunia. Jedyną informacją jaką posiadałam była nazwa miejscowości. Postanowiłam zaryzykować i potraktować podróż jako swoją wakacyjną przygodę. Spakowałam prowiant i kocyk z myślą, że jeśli nie znajdę pola słoneczników, to chociaż z chłopakiem zrobimy sobie piknik ;)
PRZYGOTOWANIE DO SESJI W SŁONECZNIKACH
Przed podróżą poświeciłam trochę czasu na zakręcenie włosów, zrobienie makijażu oraz przygotowanie dwóch stylizacji. Spakowałam światełka oraz lampion z Ikei i obejrzałam mnóstwo inspirujących zdjęć na Pintereście. Czułam, że byłam bardzo dobrze przygotowana do tej sesji. Pomijając fakt, że nie miałam pewności czy w ogóle znajdę pole słoneczników...
Po ponad godzinie jazdy samochodem znaleźliśmy się w domniemanym miejscu docelowym. Wcześniej spędziliśmy około 15-20 minut przed przejazdem kolejowym, czekając na mijanki 3 pociągów. Tak długo na przejeździe chyba nigdy jeszcze nie stałam. Docelowa wieś wyglądała na opustoszałą. Wszędzie pola, pojedyncze domy, nikły zasięg i brak możliwości skorzystania z Google Maps. Znalazłam pola zbóż, znalazłam pola kukurydzy, ale słoneczników nigdzie nie było. Poszliśmy z chłopakiem na długi spacer, licząc, że za zakrętem zobaczę żółte czubki słoneczników. Niestety, to było jak szukanie igły w stogu siana. Po ponad 1,5 h wróciliśmy do samochodu, zjedliśmy to co mieliśmy i wtedy dokonaliśmy fascynującego odkrycia. Okazało się, że miałam zapisaną na telefonie inną lokalizację, niż mój chłopak... Tłumaczy to fakt, że w pobliżu były 2 miejscowości o tej samej nazwie! 2 miejscowości oddalone od siebie o 30 minut i posiadające tę samą nazwę. No do głowy by mi to wcześniej nie wpadło. Byłam przekonana, że mamy zaznaczone to samo miejsce. Z racji tego, że nie było zasięgu musieliśmy trochę odjechać i dopiero zweryfikować nasze ustalenia oraz obmyślić dalsze postępowanie.
Zależało mi na zrobieniu zdjęć podczas złotej godziny, ale za kolejne pół godziny byłoby już po złotej godzinie. Stwierdziliśmy, że skoro dojechaliśmy tak daleko, to już pojedziemy do drugiej miejscowości o tej samej nazwie, odnajdziemy pole słoneczników i wykorzystamy zdobyte informacje za rok. Dojechaliśmy do 2 miejscowości i moim oczom ukazało się PRZEOGROMNE, ZJAWISKOWE POLE SŁONECZNIKÓW! Byłam wniebowzięta!
Chyba domyślacie się, że na tym etapie też musiało pójść coś nie tak? Pomijam fakt, że włosy zdążyły się wyprostować, a makijaż rozmazać, było już po złotej godzinie i robiło się coraz ciemniej... Moim oczom ukazało się PRZEOGROMNE, ZJAWISKOWE POLE (odwróconych, takich jakby śpiących) SŁONECZNIKÓW!
To była taka ironia, że aż chciało mi się śmiać. Humor mi dopisywał, więc pomyślałam, że zrobię zdjęcie na tle tych odwróconych słoneczników i podpiszę ,,oczekiwania vs rzeczywistość". Było całkiem zabawnie. Wzięłam aparat, przeszłam się wzdłuż pola i zrobiłam kilka zdjęć.
Gdy nawracaliśmy samochodem zauważyłam po boku nieduże poletko, a na jego brzegach kilka słoneczników. Zrobiliśmy tam parę zdjęć dzięki czemu mogłam stworzyć iluzję pola w Photoshopie. A co na tym etapie mogło pójść nie tak? A no to, że słoneczniki były niskie i musiałam uklęknąć by zrobić w nich te zdjęcia. Zrobiło się całkiem ciemno, a ja już nawet nie miałam siły skorzystać z zabranych przez siebie rekwizytów.
DROGA POWROTNA
Nie myślcie sobie, że to koniec historii i życiowych zawirowań. Po drodze zepsuł się nam samochód i nie chciał odpalić. Byliśmy już blisko mieszkania, więc stwierdziłam, że wrócę pieszo, ale po kilku minutach maszyna ruszyła... i znowu zgasła, ale to już prawie przy bloku. W trakcie jazdy mieliśmy też wrażenie, że zrobiono nam zdjęcie takiego jakiego byśmy nie chcieli...
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Pomimo dokładnych przygotowań na każdym etapie coś poszło nie tak i było inne, niż się spodziewaliśmy. Przez to nie wykorzystałam skarbnicy swoich pomysłów, ale i tak cieszę się, że udało mi się zrobić całkiem niezłą i satysfakcjonującą fotkę. Przynajmniej na starość będzie co wnukom opowiadać ;)
EFEKT KOŃCOWY
Z całej tej historii wyniosłam wiele dobrego. Zazwyczaj gdy coś nie idzie po mojej myśli to łatwo się denerwuję i czuję niezadowolenie. Tym razem na każdym etapie coś poszło nie tak, a ja zachowałam spokój i pogodę ducha. Może fotki nie spełniają moich wyobrażeń i nie wykorzystałam wielu pomysłów, ale kilka kadrów naprawdę mi się podoba. W fazie obróbki udało mi się stworzyć całkiem ciekawy preset w Lightroomie, a moje zdolności obróbki zdjęć w Photoshopie znacząco wzrosły. Sama nie wiedziałam, że potrafię robić takie rzeczy. Poszerzyłam kadr, wkleiłam kwiaty z innego ujęcia, dorobiłam niebo. Zazwyczaj nie stosuję tak rozbudowanych modyfikacji, ale od czasu do czasu można spróbować czegoś nowego.
Finalne zdjęcie pojawiło się jakiś czas temu na moim Instagramie. Tu na blogu podzielę się też wersją przed obróbką.
Więcej inspirujących zdjęć znajdziesz na moim Instagramie @adazet
Macie ciekawe wakacyjne opowieści? :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



















