Lista blogów » thirties in the city

„Człowiek staje się odpowiedzialny za to, co oswoił….” Saint-Exupéry

Zobacz oryginał


_DSC0752.JPG

2015-03-03%2B17.43.52.jpg#Szarki #selfik


 Smutno mi i przykro mi …:(nie ma już z nami Szarka :( 


To był najwspanialszy kot, jakiego miałam. Bardzo mądry. I taki „książkowy”: głośno mruczał, uwielbiał ciepło, spał często przy piecu, pił mleczko i bawił się kłębkiem włóczki. Kot jak z bajki- puszysty grubasek.:)


Jego historia nie była od początku taka idealna. Prawdopodobnie ktoś go wyrzucił z domu i długi czas mieszkał na podwórku, był bezpański. Zauważyłam go, gdy wskakiwał na balkony w bloku i miauczał. Zainteresowałam się „biednym kotkiem”. Dałam mu kilka razy jedzenie i od tego czasu przychodził regularnie. Oswoiłam go. Początkowo był nieufny, ale potem chwytał mnie za rękaw swetra zębami i łapkami i nie puszczał bym tylko nie zostawiała go na balkonie. (Do domu nie mógł wchodzić, bo bał się go Ferdek. Zresztą Szarki też za Ferdkiem nie przepadał i prychał na niego.) SDC10364.JPGSzarki śpi w donicy.


W końcu Szarki zamieszkał w wielkiej donicy, która stała na balkonie :). Mijał czas i jakoś tak coraz bardziej Szarki wpisywał się w naszą rzeczywistość. Aż nagle przestał przychodzić. Mijał dzień, dwa, trzy….wypatrywałam go na podwórku. Aż wypatrzyłam: wątły, ledwo do poznania, z trudem się poruszał. Ponieważ nie mógł w tym stanie wyskoczyć na balkon, nie przyszedł…Szukał jedzenia w śmietniku. Wyciągnęłam go z kontenera…Przyniosłam po raz pierwszy do domu i obserwowałam. Patrzył na mnie biednymi oczkami i jakby prosił o pomoc. Nie mógł oddychać. Rano pojechaliśmy do weterynarza. Badanie, rentgen, diagnoza: postrzał z wiatrówki. Konieczna operacja. Pierwsza wizyta kosztowała 250 zł, na operację „obcego” kota nie było mnie stać. Weterynarz „wspaniałomyślnie” zaproponował uśpienie- jedyne 150 zł („promocja”, pomyślałam). Zła i zawiedziona wróciłam do domu. Obdzwoniłam mnóstwo organizacji, instytucji, schronisk, fundacji. W końcu Stowarzyszenie „Nadzieja” z Przemyśla zgodziło się pokryć koszty leczenia. Przebywał u weterynarza 2 tygodnie. Ten sam weterynarz, który proponował jego uśpienie, gdy miał zapewniony zarobek, wykonał mu pełny „tuning”: operację, kastrację, odpchlenie, przycinanie pazurów itd. Po 2 -ch tygodniach oświadczył: „albo go ja go wezmę, albo odda go do schroniska”…..pozostawiam to bez komentarza…. (weterynarza zmieniłam…)DSC_1464.JPG


Szarki zamieszkał z nami. Nauczył się tolerować Ferdka, Ferdek nauczył się nie wchodzić mu w drogę. Ale też go podpatrywał, naśladował….Mijały miesiące, lata. W tym czasie przenieśliśmy się do domu z ogrodem- koty mają tu swój raj. Szarki polował na krety, wylegiwał się w słonku, przechadzał po podwórku i „bronił” posesji przed innymi kotami. 

_DSC3306.JPG#Szarki #hunter

Niestety często chorował. Ząbki zostały mu trzy, resztę trzeba było usunąć. Problemy żołądkowe miał kilka razy w roku. Do tego inne przypadkowe infekcje. Rujnował nas finansowo. Nie zapomnę, gdy z wodą w płucach, łapał mnie pazurkami za sweter i patrzył błagalnie, jakby mówił „uratuj mnie”. I ratowałam. W końcu sam weterynarz zdziwił się, że ten kot taki chorowity. Badania krwi i wyrok: FIV. Sugestia, by go uspać. Nie potrafiłam jednak podjąć tej decyzji. Odratowaliśmy go po raz kolejny. Chyba się wystraszył na dobre, bo od tego czasu wszystko minęło. 2 lata bez chorób, bez weterynarzy. Jakby wiedział, że kolejnego razu może nie przeżyć, bo odporność miał coraz słabszą. Jakby zrozumiał, że nie wolno wychodzić na dwór kiedy jest zimno, wieje i pada- wycofywał się sam do środka domu. Nie wolno bić się z innymi kotami. Lepiej ich unikać. Trzeba się oszczędzać.


Wiedzieliśmy, że w jego stanie i z tą chorobą, nie pożyje długo. Rozumieliśmy, że każda chwila, każdy dzień jest jakby „gratis”. A jednak jak zaskakujące było to, że rano nie wstał na mleczko jak co dzień…..Zasnął w swoim ulubionym pudełku i już się nie obudził….Lekka, godna śmierć.
 2015-03-04%2B09.31.23.jpgKto się czubi....DSC_0740.JPGten się lubi.... #zimazzaokna


2015-05-26%2B16.31.00.jpg#jedziemynaSardynię? :)DSC_0850.JPGKobieto, zabierz laptop z mojej miejscówy do spania

Ale mi żal. Smutno, jak patrzę na podwójną miskę :( Smutno, że już nie „pracuje” ze mną przed komputerem, leżąc na moich kolanach, zwinięty w kłębek. Smutno, że nie wskakuje na szafki, gdy przygotowuję kolację. Smutno, że nie budzi mruczeniem nad głową o 3-ciej w nocy, bo mu zimno i chce się schować pod kołdrą. Smutno, jak nie rozpycha się na czystej, białej pościeli, swoimi łapkami z błota. Smutno, że nie robi śladów ze śniegu, deszczu i błota na świeżo umytej podłodze. Smutno, że nie zostawia sierści na najnowszym ciuchu, który nieopatrznie zostawiłam „na widoku”. Smutno, że nie znajduję go w walizce, kiedy pakuję się w delegację czy na urlop. Smutno, że nie wchodzi do szafki z garnkami. Smutno, że nie śpi na mikrofali lub na lodówce. Smutno, że nie zasypia na mnie i mruczy zasłaniając ekran laptopa. Smutno…..

 

#Szarki #chrapanie

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.