Lista blogów » thirties in the city
Jak w filmie
Zobacz oryginał ndz., 24/04/2016 - 12:36Wstałyśmy bladym świtem, czas zaoszczędzony na spaniu ;) wykorzystałyśmy na zakupy spożywcze i byłyśmy gotowe do zwiedzania. Słońce świeciło, na niebie ani jednej chmurki, na termometrach pewnie ze 4 stopnie, ale... damy radę!
Ze względu na słońce miałyśmy w planach Central Park i Brooklyn Bridge.
Zanim weszłyśmy do Parku, zaglądnęłyśmy do hotelu Plaza, gdzie Baz Luhrmann kręcił Wielkiego Gatsby'ego. Pięknie. Majestatycznie, bogato, secesyjnie.
A potem już Central Park, który jest dokładnie taki jak w filmach:). Jest duży, zadbany, ma kilka charakterystycznych punktów, duże wiewióry, kolorowe ptaszki, tereny troszkę dzikie i całkiem niedzikie. Mimo zimna pełno spacerowiczów. Zaliczyłyśmy wszystkie główne atrakcje, które można znaleźć na stronie Central Parku. W tym pomnik... Władysława Jagiełły:) Choć tego akurat w żadnym filmie nie widziałam. Po zachodniej stronie parku, naprzeciw Strawberry Fields znajduje się budynek Dakota, gdzie do dziś mieszka Yoko Ono. To w nim zostało nakręcone Dziecko Rosemary.
Z ciekawostek, Central Park był tworzony przez 15 lat i nie ma w nim ani jednego naturalnego miejsca, trawki, drzewka, górki, skały, kamyczka itd. Amerykanie mają wyobraźnie i rozmach:)
A potem już Central Park, który jest dokładnie taki jak w filmach:). Jest duży, zadbany, ma kilka charakterystycznych punktów, duże wiewióry, kolorowe ptaszki, tereny troszkę dzikie i całkiem niedzikie. Mimo zimna pełno spacerowiczów. Zaliczyłyśmy wszystkie główne atrakcje, które można znaleźć na stronie Central Parku. W tym pomnik... Władysława Jagiełły:) Choć tego akurat w żadnym filmie nie widziałam. Po zachodniej stronie parku, naprzeciw Strawberry Fields znajduje się budynek Dakota, gdzie do dziś mieszka Yoko Ono. To w nim zostało nakręcone Dziecko Rosemary.
Z ciekawostek, Central Park był tworzony przez 15 lat i nie ma w nim ani jednego naturalnego miejsca, trawki, drzewka, górki, skały, kamyczka itd. Amerykanie mają wyobraźnie i rozmach:)
Drugą część dnia postanowiłyśmy wykorzystać na słynny Brooklyn Bridge. Choć jest bardzo stary i obecnie w częściowej konserwacji, robi wrażenie. Tak samo, jak jego kolega Manhattan Bridge. Na Dumbo zrobiłyśmy kilka fotek panoramicznych i rozpoczęłyśmy przeprawę nad East River. Przy świetle zachodzącego słońca było naprawdę pięknie, prawie magicznie, gdyby nie tłumy turystów i szaleni rowerzyści, którzy na wyścigi próbowali przejechać mostem na drugi brzeg.
Będąc znowu na Manhattanie i całkiem niedaleko od WTC postanowiłyśmy zobaczyć jak to dzisiaj wygląda. Robi wrażenie. Ciary przechodzą. Dopiero tam zdałam sobie sprawę, z tego jak potężny wymiar miał zamach z 2001 r.
Cały dzień dostarczył nam sporo wrażeń. Oprócz ciągłego porównywania kadrów filmowych z realnymi chłonęłyśmy życie miasta i porównywałyśmy z życiem w Europie. Przede wszystkim zaskoczyła nas uprzejmość i gotowość pomocy ze strony przypadkowych ludzi. A to propozycje zrobienia nam wspólnego zdjęcia, a to informacja o darmowym wstępie do muzeum, a to udzielenie wskazówek, co jeszcze zobaczyć, a to ... informacja o mleku do kawy "half and half" w sklepie. Życzliwi, uśmiechnięci, pomocni sami z siebie. I tak było przez cały pobyt w NY.
Zaskakujące, że Ci ludzie, pędzący ulicami do pracy, na lunch, z telefonem w ręku, gazetą pod pachą i pijący kawę (mistrzowie multitasking), nie stresują się tą gonitwą i jeszcze znajdują czas, by zagadnąć, pomóc, doradzić itp.
Drugie wrażenie, niezatarte nawet do dzisiaj, wywołało amerykańskie jedzenie. Pfui. Iiii. Bleee. Naprawdę. Nie ma czym się zachwycać. Miała być mieszanka kulinarna z całego świata, ale chyba problem tkwi w podstawie. Skoro całe jedzenie jest sztuczne, to nie można z tego stworzyć prawdziwego smaku. Jak zawsze wracamy z urlopu z nowymi smakami i wspominamy latami najlepszą pizzę, owoce morza czy crostatę, tak w Stanach miałyśmy listę najgorszych cudów do jedzenia. Na czele z wrapami z humusem, sztucznym muffinem w kolorze buraka, ciasteczkami imbirowymi, serem z truflami, chipsami z niebieskiej kukurydzy i innymi wynalazkami. W tym winem winopodobnym. To było kolejne dziwactwo dla nas. W normalnym sklepie spożywczym nie kupi się alkoholu powyżej 6%. Nie wiedząc o tym kupiłyśmy "wino kalifornijskie', które smakowało jak woda. Alkohol kupuje się w specjalnych sklepach monopolowych i ceny jego są hamujące ochotę na niego.:)
No dobra, popisałam sobie, teraz czas na zdjęcia.:)
Drugie wrażenie, niezatarte nawet do dzisiaj, wywołało amerykańskie jedzenie. Pfui. Iiii. Bleee. Naprawdę. Nie ma czym się zachwycać. Miała być mieszanka kulinarna z całego świata, ale chyba problem tkwi w podstawie. Skoro całe jedzenie jest sztuczne, to nie można z tego stworzyć prawdziwego smaku. Jak zawsze wracamy z urlopu z nowymi smakami i wspominamy latami najlepszą pizzę, owoce morza czy crostatę, tak w Stanach miałyśmy listę najgorszych cudów do jedzenia. Na czele z wrapami z humusem, sztucznym muffinem w kolorze buraka, ciasteczkami imbirowymi, serem z truflami, chipsami z niebieskiej kukurydzy i innymi wynalazkami. W tym winem winopodobnym. To było kolejne dziwactwo dla nas. W normalnym sklepie spożywczym nie kupi się alkoholu powyżej 6%. Nie wiedząc o tym kupiłyśmy "wino kalifornijskie', które smakowało jak woda. Alkohol kupuje się w specjalnych sklepach monopolowych i ceny jego są hamujące ochotę na niego.:)
No dobra, popisałam sobie, teraz czas na zdjęcia.:)
Central Park, jak w filmie:)
jak w filmie
wiosna
ale magnolie pomarzły...
jak w filmie, Model Boat Sailing
kup pan ławeczkę
The Ramble
angry bird:)Bow Bridge
wiewiór
pomnik Jagiełły
Strawberry Fields
z Dumbo
Brooklyn Bridge, Financial District
Empire State Building w tle
ale to nie był film...
WTC, One World Center
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.











