Moje problemy z cerą. Szczera spowiedź.
Zobacz oryginał pon., 11/06/2018 - 15:01Moja pierwsza krosta (bo nie lubię określenia pryszcz, ale nie ma co ściemniać, są to po prostu pryszcze) wyszła mi jakoś w drugiej gimnazjum. Miałam wtedy 15- 16 lat. Od tamtej pory moja cera przeżywa gorsze i lepsze chwile, ale jeszcze nigdy nie było okresu dłuższego niż trzy miesiące, kiedy cieszyłam się czystą buzią bez jakichkolwiek zmian. Odwiedziłam wielu specjalistów, którym z perspektywy czasu chętnie odebrałabym uprawnienia bo "kuracje" na jakie mnie skazywali niejednokrotnie sprawiały, że przechodziłam piekło. Maści wręcz wypalające skórę i zostawiające przebarwienia, kremy, po których stosowaniu cerę miałam tak tłustą, że nie mogłam nawet pomalować oczu bo wszystkie kosmetyki mi się odbijały, kuracje hormonalne, gdzie piersi tak mnie bolały, że nie mogłam ich dotknąć albo miałam okres dzień w dzień przez miesiąc czasu... Mam wrażenie, że wszystkie te nieudolne próby i błędy sprawiły, że moja gospodarka hormonalna jest tak rozregulowana, że już nigdy nie będę miała gładkiej skóry (choć chcę wierzyć, że to się jeszcze zmieni). Pamiętam wizytę u pewnej Pani dermatolog. Za całe 200 zł dowiedziałam się, że muszę odstawić słodycze i tłuste jedzenie, pić więcej wody i jeść warzywa oraz zacząć chodzić bez makijażu. Usłyszała to osoba, która w tamtym czasie byłą wegetarianką, cukier jadła raz w tygodniu w postaci gałki loda i wypijała 3 litry wody dziennie. Sugerowałam Pani Doktor, że swoje rady kieruje do niewłaściwej osoby bo ja to wszystko robię. Usłyszałam, że widocznie za mało, po czym otrzymałam zalecenie zakupu pianek i toników pewnej marki, z którą Pani Doktor współpracowała (nie wiem czy wiecie, ale lekarze często przepisują dany produkt bo zwyczajnie w świecie mają procent od sprzedaży). Oczywiście te marne produkty w niczym mi nie pomogły, Pani Doktor skasowała dwie stówki i poszła do domu a gdy zadzwoniłam po miesiącu powiedzieć, że jej zalecenia nie działają i czy mogłabym prosić o uzupełnienie naszej wizyty to usłyszałam, że oczywiście, za kolejne dwie stówki. Warto dodać, że była to prywatna renomowana przychodnia obok siłowni, do której regularnie chodzę. Podobnych przygód było wiele. Pamiętam, że stresowały mnie wyjazdy klasowe na basen, studniówkowy bal czy zajęcia wfu. Na biwakach spałam w makijażu. Wolałam obudzić się z napuchniętą i obolałą twarzą niż publicznie pokazać się w takim stanie. Najbardziej stresujące były dla mnie publiczne wyjścia, gdzie flesze obnażają każdy mankament. Często miałam wrażenie, że ludzie w rozmowie ze mną nie widzą niczego więcej, poza czerwonymi punktami. Dodatkowym problemem okazał się fakt, że psychicznie nie dźwigałam problemu. Nie wiem czy koś z Was słyszał o trądziku neuropatyczym. Jest to postać trądziku o podłożu psychicznym, kiedy zmiany zaostrzają się dodatkowo przez ciągłe skubanie i rozdraptywanie krost. Wiem, co czują wszystkie osoby żyjące z trądzikiem, wiem jakie mają myśli, jak ciężko jest im o samoakceptację i z jaką zazdrością spoglądają na osoby, które nigdy nie doświadczyły tego problemu. Dziś jestem dużo starsza, inaczej patrzę na sytuację i nareszcie czuję, że chyba nie muszę już się z tym kryć. Chciałabym przekazać swoje słowa wsparcia wszystkim tym, którzy borykają się z własnymi kompleksami. Nieważne czy jest to krzywy zgryz, brzydki nos, nadwaga, rozstępy czy zakola, każdy nasz demon skutecznie odbiera radość z życia. Chciałabym poradzić Wam jak się tym nie przejmować ale dziś jeszcze tego nie wiem. Jak tylko uda mi się znaleźć odpowiedź na pytanie to z pewnością się nią z Wami podzielę. Mogę jedynie powiedzieć, że jestem z Wami, wspieram i rozumiem bo wiem, przez co możecie przechodzić. Ta presja idealnego życia, pięknego Instagrama, nieskazitelnych zdjęć i grubego portfela powoli zaczyna mnie tak irytować, że mam ochotę wykupić ogromny billboard na środku Warszawy z napisem ŻYCIE TAK KURWA NIE WYGLĄDA. Może zrzucimy się razem na taki napis? Bez sensu wydamy pieniądze bo i tak nikt nas nie posłucha ale przynajmniej sobie ulżymy :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



