Letnia lniana garsonka / Summer linen suit
Zobacz oryginał czw., 07/06/2018 - 08:52
Jak nie zostać symbolem stylu? ;)
Trudno zaprzeczyć, że kluczem do własnego stylu, idącego w parze z dobrym wyglądem, jest jego powtarzalność. Kobiety kochają eksperymenty, ale z jakiegoś powodu w zbiorowej pamięci, jako symbole stylu, pozostają te, które miały ten jeden wyrazisty i go nie zmieniały. Jackie Kennedy w kostiumach, niezwykle seksowna Sophia Loren, słodka Audrey Hepburn z apaszką, Diane Keaton w kamizelce z krawatem lub marynarce. Wspominając je, od razu przed oczami mamy ich wygląd, ubiór, fryzury. Dlatego stylistki jak mantrę powtarzają, że jeśli w czymś świetnie wyglądasz i równie świetnie się czujesz, to się tego trzymaj :) Zawsze tak uważałam, ale też całym sercem popieram to eksperymentowanie i opcję pozostania bez tego wyrazistego swojego stylu. W końcu nie każdy chce i musi być rozpoznawalny, czy zapamiętany :) Mój blog temu eksperymentowaniu właśnie służy i byłam pewna, że na nim nie prezentuję żadnego jednoznacznego, a tym bardziej swojego stylu. Nawet lubię powtarzać zupełnie szczerze, że tego stylu po prostu nie mam.
Tymczasem zaskoczyła nawet mile i jednocześnie poważnie zaniepokoiła mnie Ewa Łagodzińska, odnajdując u mnie powtarzalność elementów, które stanowią klamrę prawie każdej stylizacji. Nie byłam tego świadoma, i gdy opowiedziałam o tej jej obserwacji Tadosowi, podsumował to hasłem "Ma rację dziewczyna i teraz masz przerąbane, bo zaczniesz się nad tym zastanawiać". Bardzo chciałabym tego uniknąć, bo tymczasem chcę być rzeką, płynąć z nurtem, nie zaglądając poza wyższą koniecznością na brzeg, ani nie czepiając się gałęzi. Na pewno nie chcę się na tym skupiać, ale też nie pragnę, żeby włączyła mi się przekora. Może uda mi się o tym nie myśleć i wrócić do tematu dopiero wtedy, kiedy znudzi mi się eksperymentowanie i zapragnę zostać w pamięci, może nawet jako symbol stylu ;) Żartuję!!! :) Na razie na myśl, że wypowiadam zdanie " Mój styl to ..... " blednę i słabnę, prędzej przychodzi mi przez myśl, bo przez usta nie "To nie w moim stylu", ale dotyczy to tylko jednego kierunku :) Ponieważ jednak nigdy nie mówię nigdy, i nie wiem, co w tej mojej główce się może zrodzić, jeszcze mogę sama siebie nieraz zaskoczyć, bo Was pewnie nie ;)
Trochę o stylizacji
Do zakupu tego lnianego prawie kompleciku podchodziłam 2 razy. Teraz gdy patrzę na zdjęcia, to nie wiem, co mnie powstrzymywało i cud, że mnie nie pokarało, ale mój Ci on jest teraz i ufff. Może chodziło o to, że mi z garsonkami, ołówkowymi spódniczkami i takim stylem pani z biura nie bardzo po drodze. Jednak wzór, kolorystyka i rodzaj materiału odbierają mu całą powagę i przeczą nudzie uniformu. Jak widać, prawdziwy komplet to nie jest, ale kolory pasują tak bardzo, że trudno było razem tych 2 rzeczy, kratkowanego żakietu i pasiastej spódnicy nie połączyć. Fajnie zgrał się też kolorowo półokrągły koszyk na okrągłych uchwytach. Pozostałe rzeczy są białe, to sami moi ulubieńcy: białe okulary, białe leciutkie sandałki na szpilko-kaczuszce oczywiście z białymi męskimi skarpetkami, i zwykły biały podkoszulek na ramiączkach. Powoli oswajam się z biżuterią, dlatego na szyi mam delikatniutki naszyjnik z TopShop, do tego złotą bransoletkę i srebrno-złotą obrączkę :)
Zapraszam do obserwowania i do polubienia mojej strony na fb LUMPOLASTYLE
spódnica/skirt - MARCONA
żakiet/jacket - HENSEN
tank-top - ST.BERNARD
naszyjnik/nacklace - TOP SHOP
To było bardzo trudne i niestety spódnica chyba nie jest do zdobycia :(
Bardzo uszczęśliwia i motywuje mnie każdy ślad Twojej tu obecności, dlatego serdecznie dziękuję za odwiedziny na moim blogu i za wszystkie komentarze. Zapraszam do oglądania i czytania, a jeśli Ci się spodoba, do obserwowania :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

















