Pogodzona z naturą / In harmony with nature
Zobacz oryginał wt., 29/05/2018 - 08:29
"Natura ciągnie wilka do lasu."
- tylko dla tych, którzy lubią moją bezbrzeżną pisaninę, bo sporo się tego ulało,
współczuję, serio :) :) :)
Opowiadam stan na dziś, bo wiadomo, że nigdy nie mówię nigdy ;) Nie mam wymyślonej ideologii do tego faktu, że w ciuchy i dodatki zaopatruję się od 2,5 roku wyłącznie w sh. Nie mam też szczególnego ukierunkowania na jakość, naturalność, czy ekologię. Nie jestem specjalnie przywiązana do pojęcia stylu, bardziej chyba do smaku. Modę i wszystko co jest związane ze sztuką, odbieram bardziej zmysłowo, niż pragmatycznie, czy nawet uczuciowo. Powodem odkrycia second-handów było moje spektakularne zrzucenie wagi, po którym zostałam z pustą szafą. Moja kieszeń nigdy, z resztą na własne życzenie, nie była pełna też :) Teraz moją wagę równie spektakularnie odzyskuję, więc powód zasadniczo jest ten sam :) Natomiast efektem ubocznym całej lumpeksowej sytuacji jest bliższe zainteresowanie modą, a w zasadzie trendami i ten blog, co jest kolejnym dowodem na to, że nie ma przypadków :) Dzięki blogowi, choć to tylko zabawa modą, odkrywam wciąż nowe możliwości, zmieniam się i może bezwiednie dojrzewam, moje wybory wciąż ewoluują, cudnie to czuć i obserwować :) Choć dużo gadam na tym blogu, to uważam, że to co pokazuję, powinno jednak mówić samo za siebie. Liczę, że mówi coś fajnego :) Od kiedy oglądam ofertę sieciówek, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że nic lepszego od lumpeksów blogowo nie mogło mnie spotkać. Po prostu, gdybym miała dokonywać wyborów w tej bogatej ofercie sklepów, co kupić, by pokazać, oszalałabym na pewno, a że osobiście nie jestem ciuchową zakupoholiczką, ani nie mam żadnej potrzeby posiadania i kolekcjonowania, to blog nigdy by nie zaistniał. Trochę z musu, dużo bardziej z wyboru z większą obojętnością podchodziłabym też do samej mody i na pewno zupełnie odpuściłabym trendy. Nie mogę powiedzieć, jak wszystkie blogerki modowe, że od zawsze interesowałam się modą, i że ją kocham. Zawsze na pewno zwracałam uwagę na ubiór i miałam pewne pojęcie o modzie, ale tylko o tyle, o ile, jak to tzw. "artystka". Lubiłam fajnie wyglądać dla siebie, nic więcej. Nie czytałam dotąd książek o modzie, czy ikonach mody. Nie miałam takiej potrzeby, choć ostatnio kusi mnie do "zgłębienia" osoba Mary Quant.
Może też obawiałam się, że w obliczu tych wielkich osobowości, poczuję się nikim i przestanę blogować, do końca nie wiem. Pamiętam, że taka bardzo malutka czułam się czytając książki o sztuce, czy architekturze, bardzo mnie to kiedyś wciągało, ale też równie bardzo twórczo blokowało. Przeczytałam na początku bloga "Szefową" o Sophii Amoruso, która przez powiązanie tematyczne omal nie została moją idolką, gdyby w tym czasie nie doszło do głośnego bankructwa jej chluby, giganta modowego, Nasty Gal. Przy tej okazji dowiedziałam się o mojej niedoszłej idolce wiele rzeczy w moim odczuciu mało pochlebnych i przestał mi imponować jej perfekcjonizm, konsekwencja, i ostatecznie sukces. Po prostu nie jest dla mnie już wzorem do naśladowania. Jak zawsze w życiu, coś za coś i jedno wynika z drugiego. Może to znak ;) Przy takim moim podejściu ponownie nasuwa się pytanie: - co ja tutaj robię? Myślę, że od zawsze mam jakąś potrzebę "tworzenia" i lokuję ją stosownie do sytuacji, a teraz moja sytuacja sprzyja modzie i blogowi :) Dlatego raczej nie poczuwam się do wyrokowania, co można, czego nie, ani do oceniania, czy doradzania. Nie lubię też brać udziału w dyskusjach na temat mody i stylu, bo szczerze, nie za bardzo mnie to obchodzi, nie obchodzą mnie zasady, reguły, poglądy, opinie, metki i etykietki. Jestem po prostu estetką, ale bez podpisanej deklaracji i pieczątek w legitymacji. Choć jestem krecikiem, to przede wszystkim lubię sycić oczy, lubię patrzeć na to, co ładne, czy piękne, nie doszukując się w tym drugiego dna. Podziwiam, ale czysto estetycznie, nie fanatycznie. Chyba nie uznaję, albo nie chcę uznawać pomników, poza jednym, ale to chyba widać ;) Lubię też się wygłupiać i żartować, brać siebie, życie i świat lekko, może nawet powierzchownie, znów jakby w niezgodzie, albo w opozycji do mojego mamroctwa, depresyjności i przeogromnej wrażliwości. U mnie się chyba nic się do końca nie zgadza, jedna wielka sprzeczność, choć jak widać do pogodzenia w jednym opakowaniu. Może tym, co napisałam, przekreśliłam się w oczach wielu osób, ale taka jest prawda. Nie będę się wymądrzać i pozować na KOGOŚ, skoro jestem może pewnie artystycznie skręconym i nawet uzdolnionym, ale z natury leniwcem, a z wyboru luzakiem i przeciętnym zwyklakiem bez większych ambicji w kategoriach ogólnie pojmowanego sukcesu, ufff :)
W zgodzie z naturą :)
- trochę o stylizacji
Dziś taki prawie całkiem naturalny prostak, bo bawełna, len, wiklina i skóra, tak się jakoś poskładało, nawet sympatycznie. Ten len zawitał do mnie intensywniej oczywiście pod wpływem Reni Jaz i teraz trochę będę go pokazywać. Podstawowym założeniem całego zestawu jest prostota podkręcona dwoma dodatkami. Mamy obszerny, kanciasty biały bawełniany tank-top, jak u Tibi, szerokie czarne lniane spodnie, tak one są czarne i prościuteńką karmelową lnianą kurtkę z kapturem. Spodnie podwinęłam i udają kuloty, bo tak się lepiej komponują i dobrze podkreślają moją prawdziwą dumę, skórzane karmelowe czółenka na niskiej szpilce, które ozdobiłam paskami wyjętymi z rękawów trencza. Buty miały "udawać" czółenka Fendi, a wyszły trochę jak Tibi, ale o tym na końcu posta :) Mnóstwo u mnie tego udawania, wszystko jest "prawie", a wiadomo, że "prawie" czyni różnicę ;) Drugim dodatkiem, często już pokazywanym, jest piękny okrągły koszyk, dwukolorowy kuferek do ręki :)
spodnie/pants - EVELIN BRANDT
płaszcz/coat - JENSEN
tank-top - THEA
TROCHĘ PODOBNY ZESTAW U TIBI :)
Ponownie dzięki Reni miałam okazję przypomnieć sobie wiosenną kolekcję Tibi i teraz przyjrzeć się jej dokładniej, bo wspomniała o niej w komentarzu do mojego Folku. Zachwyciłam się tą kolekcją i odkryłam w jednej sylwetce pewne podobieństwa do tej mojej kompozycji, a może mi się tylko wydaje :) Żałuję tylko, że nie zadziałał mój siódmy zmysł, bo moja bluzka ma identyczny dekolt, jak ta u Tibi, tylko ja nieopatrznie ubrałam ją tył na przód :) Kolorowo natomiast, choć przypadkowo, ta moja stylówka jest niemal identyczna z Miejskim Boho Beassimy :) Bea sorki! :)
Odgrażałam się, że już nie będzie linków, ale jeszcze jakaś marna resztka się ostała, czy przyplątała, może nie ostatnia jednak ;) W tym odgrażaniu różnego formatu nie jestem na szczęście osamotniona i najlepsza :) Niestety torebkę podmieniałam już 2 razy w trakcie tworzenia posta, bo poprzednie znikały z ofert :(
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





















