Moja jesień
Zobacz oryginał pon., 06/11/2017 - 19:07
Po pierwsze, gdy tylko jest ładna pogoda (bo to przecież się zdarza), to staram się wychodzić na jakiś spacer i próbować docenić piękno złotej, polskiej jesieni. No i zgadzam się, jest wtedy pięknie. Słońce cieszy jakby bardziej, a intensywność jesiennych barw zachwyca. A że tych dni jest mało, to czasami można je przegapić i kojarzyć jesień tylko z pluchą i orkanami. Ja tak miałam bardzo długo. Złota jesień to chyba tylko na zdjęciach. Ale staram się zwracać uwagę na ładną pogodę, doceniać i się nie cieszyć.
Po trzecie, odpuszczam. Tak po prostu. Nic nie poradzę na to, że jesienią chce mi się mniej i mogę mniej. Tak już mam i uczę się to akceptować. Więc nierzadko zdarza się, że zamiast się pouczyć, robię sobie drzemkę albo oglądam serial. Ale przecież jesień właśnie od tego jest, czyż nie? I nie mam już wyrzutów sumienia, że powinnam więcej i bardziej, skoro mi się nie chce. Nie zmuszam się, bo wiem, że to i tak nie przynosi efektów. Pozwalam jesieni po prostu być.
Po czwarte, jem, wygłupiam się i palę zapachowe świeczki. Bo od tego jest jesień. Jedzonko smakuje najlepiej w zaciszu domu, gdy za oknem pada deszcz. To jesienią najlepiej smakują wszystkie szarlotki, ciastka, pizze i pierogi. To jesienią można wypijać hektolitry herbaty i kakao przy ulubionej muzyce i świeczkach zapachowych, które wtedy pasują jakoś tak najbardziej. No i się wygłupiam. Bo to bardzo pomaga, gdy dzień jest zły i męczący, gdy na nic nie ma siły. Od razu potem jakoś tak lepiej się robi. :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.









