Lista blogów » stylstynka
Pierre René, Bouncy Fluid Foundtion” – od producenta: podkład matujący o lekkiej, elastycznej konsystencji, która bardzo łatwo się rozprowadza i perfekcyjnie stapia ze skórą nadając jej świeży i naturalny wygląd.
Najnowsza propozycja fluidu zaskoczyła mnie swoją formułą – bardzo lekką, wilgotną i ciągnącą się. Moim zdaniem najbliżej jej do musu, który na przekór zasadzie, wyróżnia się swoją delikatną konsystencją.
MOJA OPINIA: Jego aplikacja wymaga pewnej wprawy, ponieważ kosmetyk nie od razu wtapia się w skórę. Co więcej, cienką, pojedynczą warstwą nie jesteśmy w stanie osiągnąć nic innego, aniżeli bardzo subtelne wyrównanie kolorytu cery – co za tym idzie, wymaga on nakładania „na raty”. Efekt jaki daje na mojej skórze jest bardzo naturalny, skóra zdaje się być gładsza i emanuje zdrowym blaskiem. By produkt stał się matowy konieczne jest jego utrwalenie, które przy okazji pozytywnie wpłynie na jego dalsze utrzymywanie się w ciągu dnia. W przypadku cery mieszanej, przetłuszczającej się, podkład ładnie prezentuje się przez około 5 godzin. A zdecydowaną wadą jest oksydacja w kierunku różowych tonów (odcień, który posiadam: 02, Beige).
PODSUMOWANIE: Muszę przyznać, iż „Bouncy Fluid Foundtion” zupełnie mnie do siebie nie przekonał! Nakładając go czuję, jak marnotrawi się mój czas. A nosząc, boję o to, jak wygląda na mojej twarzy. Darując sobie wspominanie o jego okropnym, „przeistaczającym się” odcieniu!
Uważam, że nie jest to produkt matujący, a najbardziej zadowolone powinny być z niego posiadaczki bezproblemowych cer suchych.
MOJA OCENA: 2/5
"Pierre René Professioanl" – GIANT REVIEW
Zobacz oryginał pon., 21/08/2017 - 21:30Dzień dobry Wszystkim!
Przysłowiowe pięć minut dla sekcji modowej na moim blogu dobiegło końca. Odświeżając atmosferę „serwuję” wpis stricte kosmetyczny. Ostatnio jestem daleka od monotematyczności – nie macie się, jednak czego obawiać – jestem przeświadczona, iż to chwilowy stan. Zaś drobna odskocznia nie powinna nikomu z nas zaszkodzić.
My, kobiety, pomimo faktu ciągłego, a zarazem przesadnego skupiania się na niedociągnięciach naszej urody, potrafimy zauważyć także jej atuty. Żadna z nas nie powinna się tego wstydzić! Głoszone od lat: ideały nie istnieją jest rzeczywiste – ale czy przy okazji równoznaczne z nieszczęściem? Moim zdaniem nie! To właśnie indywidualność każdej jednostki poruszającej się po świecie i jej inność, czynią z nas jedynych w swoim rodzaju i pięknych. Nietypowe cechy wyglądu, które mogą przysparzać nam zmartwień, są naszą zaletą, dzięki której wyróżniamy się pośród innych i zwracamy na siebie uwagę. Warto o tym pamiętać, żyć w zgodzie z samym sobą i lubić się takimi jakimi jesteśmy! :)
By było to nieco bardziej przystępne, niż się wydaje, wystarczy przedsięwziąć jeden krok. Otóż, jeśli tylko mamy ochotę – pozwólmy sobie na niewielkie wariactwo w postaci podkreślenia naszych walorów, a korygowania defektów. Na myśli mam oczywiście makijaż. Bagatelna czynność, a jednak dodająca każdej kobiecie pewności siebie.
Naturalnie, nie bez powodu postanowiłam podzielić się z Wami moimi powyższymi przemyśleniami dotyczącymi urody. Tematem dzisiejszego tekstu jest recenzja znanych kosmetyków polskiej marki – a skoro tak, to warto nadmienić o kwestii nierozerwalnie z tym związanej ;)
EMPIRE OF MAKE UP, to jedno z haseł wykorzystywanych przez „Pierre René Professioanl”.
Rodzimą firmę z ponad 20 letnim stażem na rynku.
W mojej opinii, wyróżniającą się przede wszystkim:
- kompletną linią kosmetyczną;
- prostym designem produktów;
- nieprzekombinowanymi składami – bezpiecznymi dla większość cer;
Musicie też wiedzieć, iż „Pierre René Professioanl” to marka względem, której żywię pewien sentyment w zamian za ich kultowy podkład „Skin Balance” – będący moim ulubieńcem podczas zeszłego sezonu jesienno-zimowego, a chwilami nawet i letniego.
Jak wiecie, TAK jestem wygadana! Starałam się, jednak by recenzja nie należała do tych ciągnących się w nieskończoność – a przy ogromie informacji, jakie chciałam Wam przekazać, nie było to łatwe.
Tym razem postanowiłam roztropnie podejść do tematu i skrócić moje wywody do minimum, a skupić się na: prostym, rzeczowym i pilnym przekazie – mam nadzieję, że ułatwi Wam to zdobycie informacji dotyczących rzeczywiście interesujących Was kosmetyków. Przyjemnej lektury!
Pierre René, Bouncy Fluid Foundtion” – od producenta: podkład matujący o lekkiej, elastycznej konsystencji, która bardzo łatwo się rozprowadza i perfekcyjnie stapia ze skórą nadając jej świeży i naturalny wygląd.
Najnowsza propozycja fluidu zaskoczyła mnie swoją formułą – bardzo lekką, wilgotną i ciągnącą się. Moim zdaniem najbliżej jej do musu, który na przekór zasadzie, wyróżnia się swoją delikatną konsystencją.
MOJA OPINIA: Jego aplikacja wymaga pewnej wprawy, ponieważ kosmetyk nie od razu wtapia się w skórę. Co więcej, cienką, pojedynczą warstwą nie jesteśmy w stanie osiągnąć nic innego, aniżeli bardzo subtelne wyrównanie kolorytu cery – co za tym idzie, wymaga on nakładania „na raty”. Efekt jaki daje na mojej skórze jest bardzo naturalny, skóra zdaje się być gładsza i emanuje zdrowym blaskiem. By produkt stał się matowy konieczne jest jego utrwalenie, które przy okazji pozytywnie wpłynie na jego dalsze utrzymywanie się w ciągu dnia. W przypadku cery mieszanej, przetłuszczającej się, podkład ładnie prezentuje się przez około 5 godzin. A zdecydowaną wadą jest oksydacja w kierunku różowych tonów (odcień, który posiadam: 02, Beige).
PODSUMOWANIE: Muszę przyznać, iż „Bouncy Fluid Foundtion” zupełnie mnie do siebie nie przekonał! Nakładając go czuję, jak marnotrawi się mój czas. A nosząc, boję o to, jak wygląda na mojej twarzy. Darując sobie wspominanie o jego okropnym, „przeistaczającym się” odcieniu!
Uważam, że nie jest to produkt matujący, a najbardziej zadowolone powinny być z niego posiadaczki bezproblemowych cer suchych.
MOJA OCENA: 2/5
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
„Pierre René, Fixing Loose Powder” – od producenta: korygujący puder bambusowo-bananowy, służący do maskowania zaczerwienień oraz wyrównywania kolorytu skóry.
Na pierwszy rzut oka mogący wywołać nieco zniechęcającą reakcję poprzez swój kolor, który w opakowaniu wydaje być się dosyć ciemny. Nie zasługujący, jednak na to, by oceniać go „po okładce” – pozory potrafią zmylić! ;)
MOJA OPINIA: Drobno zmielony, aksamitny i bezzapachowy. Dodatkowo posiadający żółtawe zabarwienie, które perfekcyjnie ujednolica oraz kryje zaczerwienienia naszej cery. Po jego zastosowaniu nie występuje uczucie ściągnięcia, ani też nie stwarza się niepożądany efekt płaskiej, nazbyt zmatowionej twarzy. Trwałość i utrzymywanie się, dzięki zawartości ekstraktu z bambusa, cieszy przez długie godziny – utrwalając makijaż i powstrzymując „świecenie się” skóry.
PODSUMOWANIE: Puder jest doskonałą propozycją dla każdego, ponieważ spełnia wszelkie wymogi, jakim powinien sprostać tego typu kosmetyk.
W szczególności rekomenduje go posiadaczkom przetłuszczającego się typu skóry – to najlepsza drogeryjna opcja, z którą miałam okazję się zetknąć. Konkurencja zostaje w tyle!
MOJA OCENA: 5/5
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
„Pierre René, Beauty Sponge” – od producenta: TUTAJ-KLIK.
MOJA OPINIA: Nie ma nad czym się rozpisywać, użytkowanie gąbeczki od „Pierre René” jest czystą przyjemnością. Zaś poświadczeniem tych słów, może być to, iż na rzecz tego produktu już dawno nie sięgałam po pędzle do nakładania podkładu. Dokładna, szybka i równomierna aplikacja to główne synonimy dla tego kosmetycznego akcesorium, które pod względem swojej miękkości nie pozostawia żadnych wątpliwości.
PODSUMOWANIE: Bez dwóch zdań, „Beauty Sponge”to nowe odkrycie w mojej kosmetyczce. Kiedyś nie wierzyłam, że oryginalny „Beauty Blender” ma sobie równych – okazało się jednak, że identyczną jakość i przyjemność użytkowania da się zdobyć także za niższą cenę.
MOJA OCENA: 5/5
„Pierre René, Brow Liner” – od producenta: TUTAJ-KLIK.
Odkąd pamiętam, kredki do brwi to kosmetyk, którego za wszelką cenę unikałam. Nie umiem wytłumaczyć Wam dlaczego, ale nie lubię się z tymi produktami – na ich miejsce wolę cienie lub płynne produkty do brwi, jak chociażby: żele koloryzujące, czy pomady. Kiedy zobaczyłam ową, przeszedł mnie dreszcz, a myśli krążyły wokół jednej: „co z tego będzie…”.
UWAGA! Muszę również napomnieć, że nie byłam w stanie stuprocentowo przetestować tego kosmetyku, ponieważ otrzymałam nietrafiony odcień – ciut za jasny i zdecydowanie zbyt ciepły.
MOJA OPINIA: W pierwszej kolejności chciałabym pochwalić optymalną twardość kredki. Przekłada się ona na prostotę użytkowania i różnorodne rezultaty, które możemy osiągnąć przy pomocy „Pierre René, Brow Liner”. Fajny jest także fakt obecności szczoteczki, na jednym z końców. Rozczarowuje jednakże: rysik kredki, zdecydowanie zbyt „tęgi” i konsystencja, zbyt sucha. Moim zdaniem, jeśli łuki brwiowe są rzadkie i cienkie, można zapomnieć o ich estetycznym podkreśleniu.
PODSUMOWANIE: Nie ma wątpliwości co do tego, że kredka nie skradła mojego serca. Nadal będę „wrogo” nastawiona względem tej „kosmetycznej rodziny”. Mimo wszystko, osoby lubiące tego typu produkty i posiadające gęste brwi o pełnym kształcie – mogą być z niej zadowolone.
MOJA OCENA: 3/5
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
„Pierre René, Cover Gloss” – od producenta: TUTAJ-KLIK.
MOJA OPINIA: Luksusowo prezentujące się opakowanie sprawia, że natychmiastowo spodziewam się po danym kosmetyku nienaganności. Błyszczyk „Pierre René” nie tylko znakomicie się prezentuje, ale także ponadprzeciętnie się spisuje. Nie brak mu ani blasku, ani koloru – producent zasługuje na szczególne wyróżnienie w zamian za tę formułę. To kosmetyk, który przypomina mi te wysoko-półkowe – daleki jest od tandetnego, rozlewającego się prezentowania na ustach. Eksponuje się poprzez satynowe lśnienie i maksimum barwy. Jakby tego było mało – na ustach pozostaje prawie do końca dnia.
PODSUMOWANIE: WOW! Odnalazłam błyszczyk idealny! Trwały, nie posiadający brokatowych drobinek i nieszczególnie lepki.
Jestem pewna, że to kosmetyk dający radość użytkowania nie tylko wielbicielkom uwodzicielskiego blasku, ale także tym, które do tej pory nie do końca były względem niego przekonane. Najkrócej pisząc: błyszczyk w przystępnej cenie, dobry jakościowo – tylko „Pierre René, Cover Gloss” :)
MOJA OCENA: 5/5
PS. I widzicie? Obiecałam krótko, a jak zawsze mi NIE wyszło :D
Dziękuję tym, którzy wytrwali i zdobyli wiedzę, po którą się tutaj skierowali!
Dziękuję również marce za możliwość bliższego zapoznania się z tak ciekawymi kosmetykami!
Przy okazji, co sądzicie o marce „Pierre René Professioanl”?
Mieliście styczność, z którymś z recenzowanych przeze mnie produktów?
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.








