Wiszący w powietrzu sentyment do... mojego miasta
Zobacz oryginał wt., 23/05/2017 - 20:33Właśnie dochodziła dziewiąta rano. Ulice zapełniały się parkującymi samochodami, ze stojaków znikały miejskie rowery, a chmury pędziły przed siebie, czasem tylko nieśmiało spoglądając w dół. Mając kilka minut czasu, usiadłam na drewnianym krześle - nadszarpniętym zębem czasu, zupełnie tak samo, jak to miasto. I wpatrywałam się przed siebie, trochę jak ten nocny stróż, który dba o porządek. W przypływie różnych myśli, złapałam jedną z nich i wiecie co? Po całym ciele przeszedł mnie zimny dreszcz, bo w jednej chwili uświadomiłam sobie, jak bardzo kocham to miasto, ale zupełnie o tym zapomniałam…
Czytaj więcej »
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



