"Uciekam do cyrku!" - powiedziałam do Lecha któregoś majowego popołudnia, wchodząc do pokoju ubrana właśnie tak, jak na dzisiejszych zdjęciach.
"Rzucam wszystko i zostaję mimem, o!"
Lechu odwrócił się, zlustrował mnie wzrokiem i pokiwał z uznaniem głową.Ale powiedział, że strój to nie wszystko, jeszcze muszę mieć program artystyczny.
A ja przecież nie muszę się o to martwić!
Mogę ogłosić w Internecie, że szukam takich łamag, jaką sama jestem - razem stworzymy pantomimiczny zespół "The Graślaks".
Wystarczy, że każą nam obrocić się dookoła, przenieść talerz z zupą cztery kroki obok albo podać komuś z widowni tacę ze szklankami - już będzie wesoło!
Także - jestem spokojna o własną przyszłość.
Plan na czarną godzinę mam ;)
Nie martwcie się - jak już wystartuję, to dostaniecie wejściówki: imienne, uprawniające do zasiadania w pierwszym rzędzie.
Ściankę też Wam przygotuję, bo jacyś sponsorzy tego widowiska na pewno się znajdą ;)
A tak całkiem poważnie - tak sobie wymarzyłam te ogrodniczki.
Miało być androgynicznie, trochę a'la lata '20 - '30, nieco cudacznie i zdecydowanie mało kobieco - bo ja o wiele mniej przebraną czuję się wtedy, gdy wkładam na siebie coś, co nawiązuje do męskiego stylu, niż gdy wdziewam szpilki i kusą sukienkę, a pod pachę wsuwam kopertówkę.
Tak już mam - to się raczej nieprędko zmieni.
Aczkolwiek gdy trzeba, to pokornie zakładam kiecki i nawet uczesać się potrafię nieco inaczej, niż zwykle ;)
Całe szczęście, że takie okazje nie przydarzają mi się zbyt często ;P
Żeby osiągnąć zamierzony efekt i stworzyć zestaw o jaki mi chodziło nie musiałam się zbytnio trudzić, gdy miałam już te wymarzone, wytęsknione ogrodniczki - melonik był na stanie, creepersy także.
Wystarczyło kupić jeszcze pasiastą bluzkę.
Nic prostszego - znalazłam taką na śródsezonowej wyprzedaży w H&M'ie.
Przyda mi się na lato, już do bardziej kobiecych stylizacji - wszak (jak pisałam w ostatnim poście) bluzki odsłaniające ramiona są teraz bardzo na czasie.
Z pomocą tej mogę zmontować jakiś subtelny, marynarski look.
O, bandankę na szyi jeszcze dołożę i w ogóle będzie super!
(Choć jak znam siebie, to żadne tam marynarskie stylówki - będę ją nosić do szelek i prostych, czarnych spodni zapewne...)
Wybór butów miałam niejako ograniczony - początkowo chciałam nosić do tych ogrodniczek moje creepersy na słupku (o te, z tego zestawu z muchą choćby), ale okazało się, że nie wygląda to dobrze.
E, kto to widział mima na obcasach!
Na zdjęciu na stronie H&M'u (dzięki której w ogóle dowiedziałam się o tym, że takie ogrodniczki mogę sobie sprawić - w sklepach stacjonarnych nigdy ich nie widziałam!) modelce założono do tych spodni adidasy na grubej podeszwie - nawet mi się to podobało, tyle że adidasy kompletnie burzyły moją chaplinowską wizję całości, którą chciałam z tymi portkami stworzyć.
Kupię takie (nawet mam je już na oku! wypatrzyłam je wczoraj!), ale wtedy połączę ogrodniczki z półgolfem.
I zdejmę melonik.
Póki co zostałam przy niższym creepersów modelu.
Swoją drogą - bez kapelusza i okularów to i w takiej wersji w tych ogrodniczkach można wyglądać dość kobieco, jeśli się oczywiście tego chce ;)
O, tu dowód:
Czasami odnoszę wrażenie, że chociaż w sklepach ciuchów i dodatków jest pełno, a portale w typie Lookbooka dostarczają nam całej masy inspiracji do ubrania się w stylach tak różnych, że można od tej różnorodności dostać zawrotów głowy (celowo przywołuję Lookbook - tam zderza się wiele kultur, wiele spojrzeń na modę, wiele ujęć tego, co jest kobiece a co męskie... portale stricte "narodowe" nie serwują takiej inspirującej mieszanki!), to ciągle ubieramy się podobnie.
Kiedy jakiś fason jest modny, to łapiemy się go, trzymamy kurczowo i boimy się puścić, żeby czasem za bardzo nie różnić się od osób, które mijają nas na ulicach.
Nie bójmy się eksperymentować - moda powinna być zabawą.
Ja też mam tendencję do popadania w rutynę - jak uczepię się jakiegoś ciucha, to mogłabym go nosić przez pół roku nawet (pamiętacie moją kamizelkę? dopiero ostatnio odwiesiłam ją do szafy).
W pewnym momencie jednak zaczynam mieć go dość i wtedy mówię sobie, że co za dużo to nie do końca zdrowo.
Nie idzie mi przy tym wcale o to, żeby na siłę próbować zmieniać styl - to tak jak z tym moim noszeniem sukienek.
Z zakładania tego, co kompletnie nam nie pasuje nigdy nie będziemy czerpać radości.
Ale nawet w obrębie jednego, ulubionego stylu można czasem zaszaleć - połączyć to, co znane i dziesiątki razy ogrywane z czymś nowym, oryginalnym, wyróżniającym się.
Zwłaszcza jeśli instynktownie czujemy, że takie połączenie jakoś do nas pasuje ;)
Wtedy nawet krytyczne opinie innych nie zepsują nam dobrej zabawy!
Melonik - Georgia May Jagger dla Reserved
Lenonki - SinSay
Pasiasta bluzka z odkrytymi ramionami - H&M
Szerokie ogrodniczki - H&M
Listonoszka - SinSay
Creepersy - SinSay
Z tego miejsca chciałabym powiedzieć, że czuję się niesamowicie pokrzywdzona i oszukana przez H&M - tak, przez mój ukochany H&M, który zwykle tak wychwalam!
Dlaczego? Już wyjaśniam!
Zamawiałam te ogrodniczki w najmniejszym dostępnym rozmiarze, (32) rzekomo pasującym na wzrost 156.
Jestem wyższa o całe 9 cm, a ogrodniczki i tak mają za długie szelki.
Jak to możliwe?
Obawiałam się, że będą miały za długie nogawki (nie mają, nawet bez butów nogawka nie przykrywa mi całych stóp, sięga kostki), że nie dopnę się w pasie (dopięłam się!)... no różnych cudów człowiek się spodziewa, kiedy zamawia tak fikuśną rzecz przez stronę internetową, bez mierzenia i w rozmiarze mniejszym od tego, który zwykle wybiera!
Ale że przy najciaśniej nawet zapiętych guzikach szelki będą mi dyndały tak, że portek nie da się nosić, to się nie spodziewałam :(
Na szybko więc wycięłam im dodatkowe dziurki, a w wolnej chwili poszukam krawcowej, która ogarnie mi to w jakiś porządny sposób.
Korci mnie też, żeby skrócić portki za kolano i zrobić z nich kuloty, ale jakoś nie widzi mi się noszenie ich do szpilek, a z masywnymi butami w duecie moje łydki w wersji obnażonej nie zaprezentują się najlepiej.
Nie będę więc psuć takich ładnych ogrodniczek.
Właśnie jestem w trakcie głębokich rozkmin odnoszących się do mojej przyszłości zawodowej.
Już sądziłam, że podjęłam pewne decyzje i klamka zapadła, ale życie pisze zaskakujące scenariusze - to jeszcze nie ten czas.
Zmiany odłożone na później.
Póki co - biję się z myślami i ciągle zastanawiam się, co powinnam zrobić.
W razie, gdybym jednak nie doszła z sobą samą do żadnego w tej materii porozumienia i uznała, że kariera mima jest dla mnie najbardziej ciekawym wyjściem, to ogrodniczki na pewno mi się przydadzą ;)
Pozdrawiam Was (znowu w dobrym humorze! co to się dzieje, Ludzie!)i ściskam mocno - Wasza Mar!