Anna Bay
Zobacz oryginał pon., 04/04/2016 - 14:59Hejka! Hejka! Ten tydzień zapowiada się całkiem luźno, więc postaram się dodać więcej postów:) Dzisiaj o tym jak wyskakałam marzenia!:)
Najgorsze co można w życiu robić to żyć nie żyjąc. Życie płynie, płynie, płynie… i może wam przepłynąć między palcami zanim się obejrzycie. Mój sposób na „żywe” przeżycie życia? – podejmowanie decyzji. Doszłam do wniosku (Boże po tylu latach:D), że za każdym razem moje życie ruszało do przodu gdy podjęłam jakąś decyzję, nieważne, czy dobra czy złą (życie i tak zweryfikowało),jedna decyzja i ciąg wydarzeń, aż do kolejnej stagnacji, kolejna decyzja, znów do przodu – i tak w kółko.
Najgorsze co można zrobić to zwlekać z podjęciem decyzji, licząc, że coś się zmieni. Uwierzcie mi, dopóki tej decyzji nie podejmiecie, nic się nie zmieni, będziecie tkwili w tym samym martwym punkcie, a wasza frustracja będzie wzrastać. Życie stawia nas w różnych sytuacjach, raz w łatwiejszych, raz w trudniejszych… wszystko sprowadza, że do tego, że żeby coś rozwiązać, trzeba się odważyć i z pełną (bądź nie) świadomością zadecydować.
Kiedyś pomyślałam sobie ( z radością) nie muszę podejmować żadnej decyzji, życie samo mi coś przyniesie i wtedy będę wiedziała. Powiem bardzo brzydko „gó** prawda”, życie nie tyle nic mi nie przyniosło, co więcej zaczęłam czuć się jak w klatce, którą stworzyłam sobie sama w mojej własnej głowie. Ta niewygodna świadomość w mojej głowie, zmotywowała mnie do poszukiwania wyjścia.
Wtedy pomyślałam sobie, o tym wszystkim, na co tak długo pracowałam, o tym co osiągnęłam, gdzie teraz jestem, jak do tego doszłam. Pomyślałam o sytuacjach, które naprawdę były dla mnie trudne, a określenie ich na pewno nie sprowadzało się tylko do słowa „nieusatysfakcjonowana”. Z każdej z tych sytuacji, znalazłam wyjścia, jedne zajęły mi mniej drugie więcej czasu, ale się udało. Więc czemu po tym wszystkim żyjąc sobie spokojnie, szczęśliwie, zapędziłam się do klatki z której nie umiałam znaleźć wyjścia? Odpowiedź okazała się łatwiejsza niż myślałam – przestałam podejmować decyzje.
Może dlatego, że kojarzyło mi się to z jakimiś trudnościami? z ryzykiem… wiem jedno! Tego dnia po prostu zaczęłam działać. Jedna decyzja – określenie się w jakiejś kwestii zawsze powoduje u nas przynajmniej chwilową ekscytacje, więc zadowolenie wzrasta i nagle Wszechświat zaczyna z nami współpracować, życie samo zaczyna nam coś przynosić, ale wiąże się to z tym, że musimy wyjść na przeciw… coś w stylu „Tak, podjęłam decyzje” może złą, może poszłam na łatwiznę, a może zaryzykowałam zbyt wiele… tak naprawdę nasza opinia na ten temat nie jest istotna. Wydaje mi się, że każdy ma jakieś przeznaczenie, ale żeby się przekonać, trzeba zacząć wychodzić na przeciw i otwarcie mówić „TAK” bądź „NIE”.
I nagle uświadomicie sobie, że jedna decyzja, spowodowała, że ruszyliście (co zapewne było najtrudniejsze) ale maszyna ruszyła, teraz tylko trzeba utrzymać odpowiednią prędkość, ale nigdy się nie zatrzymywać:)
Dodam na koniec, że w życiu nie pamiętamy dni, tylko chwile! Więc gdy maszyna ruszy dbajcie o to, żeby wasza trasa była atrakcyjna! A jak coś się popsuje i nagle zatrzymacie się na jakiejś pustyni, nie wiadomo gdzie, pamiętajcie o tym, ile już przejechaliście i weźcie z tego energię do ponownego odpalenia:)
Dobra zrobiło się smętnie i nostalgicznie:D ale to przez te zdjęcia… jak widzę takie piękne miejsca, to uświadamiam sobie jaką jestem szczęściarą:) i że, powinnam doceniać to co mam, codziennie i każdym kroku:) :*
W kolejnym poście, będzie więcej o wyprawie, więcej zdjęć i dokładne opisy:) słowo:) Buziaki!
Kategoria: Food
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



