Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Styl boho w miejskim wydaniu
Zobacz oryginał ndz., 03/04/2016 - 10:35Najczęściej pokazuję Wam wszystkie moje zestawy jakoś tam w ramy stylu boho się wpisujące w scenerii parkowej - bo o wiele bardziej od miejskich typowo plenerów właśnie te parkowe wydają mi się do takiego stylu pasować.
Ale (z racji tego, że co za dużo, to nie do końca zdrowo) wprowadzić od czasu do czasu jakąś modyfikację nie zaszkodzi.
Zatem - dziś będzie boho w mieście :)
To miejsce, w którym zrobiliśmy większość dzisiaj prezentowanych Wam zdjęć jeszcze kilka lat temu było pętlą tramwajową.
A dawno, dawno temu dworcem tramwajowym i zajezdnią.
W Łodzi na taką pętlę mówi się "krańcowka".
Było więc krańcówką - taką wyłączoną z użytkowania.
Owszem, na czas różnych remontów (których w ostatnich latach było w Łodzi sporo) kierowano tam pojedyncze linie tramwajowe, ale trwało to zawsze jakiś jedynie czas.
Przez większą część roku obiekt stał nieużywany i dewastowany przez wandali.
Aż w końcu ktoś mądry poszedł po rozum do głowy i starą krańcówkę wyremontowano - a potem zamieniono na siedzibę Łódzkiej Okręgowej Izby Architektów RP.
Nadal jednak widoczne są ślady dawnego przeznaczenia tego miejsca - tuż obok tych wielkich filarów przebiegają tory tramwajowe.
Nie usunięto ich.
Jednym to pasuje, innym nie - mnie się podoba.
Lubię, kiedy miejsca związane w pewien sposób z historią miasta i przez wszystkich jego mieszkańców z jakąś funkcją przez nie pełnioną kojarzone nawet po takich zmianach nawiązują do swoich korzeni :)
Jeśli będziecie kiedyś w Łodzi, to polecam Wam obejrzenie tego miejsca - świetnie nadaje się do zdjęć modowych!
Mieści się przy ulicy Północnej 12, prawie że naprzeciw Manufaktury - wystarczy przejść przez znajdujący się tuż obok niej park :)
O, a tu macie zdjęcia krańcówki "przed" i "po" - prawda, że dużo się zmieniło?
Ale dobrze, dość o plenerze - czas na kilka słów o "stylizacji" (tak, nadal nie lubię tego słowa i nadal uważam je za pretensjonalne :>).
W dzisiejszym poście debiutuje kilka niepokazywanych dotąd na blogu nowości - niektóre czekały na obfotografowanie od zeszłego roku.
Przede wszystkim - koszula. Albo i bluzka. Chyba bardziej bluzka.
Łup ze styczniowych wyprzedaży, kupiony razem z wełnianym swetropłaszczem z poprzedniego posta.
Z golfem, z materiału imitującego szyfon.
I w kwiaty.
Na pierwszy rzut oka mało atrakcyjna - trochę "babcina".
Tak, mnie też się taką wydawała.
Ale od pierwszych chwil, gdy ją zobaczyłam, wiedziałam, że będzie świetnie wyglądać zestawiona z kamizelką i kapeluszem!
W takim towarzystwie zdecydowanie traci swój babciny charakter ;)
Zamierzałam nosić ją z moją kamizelką z Top Shopu, upolowaną swego czasu w lumpeksie i wielokrotnie pokazywaną na blogu - o, na przykład tu.
Ale okazało się, że moja ulubiona sieciówka - H&M - ma w swojej wiosennej kolekcji inny model kamizelki.
Taki najbardziej klasyczny - krótki i dopasowany.
No cóż - skoro mam już kamizelkę midi i kamizelkę maksi, to dlaczego nie sprawić sobie także jej wersji mini, pomyślałam...
Wzięłam ją bez zastanowienia, choć jej cena nie należała do najbardziej kuszących (80 złotych za krótką kamizelkę? to tę długą kupiłam za takie grosze przecież...).
Przyczyna była prosta - nigdzie poza H&M'em nie udało mi się spotkać takiej kamizelki.
Długich (a tegoroczną wiosną także tych bardzo długich, płaszczowych) jest w sklepach zatrzęsienie.
Krótkich, nieco męskich nigdzie się nie uświadczy.
Nie chciałam zostać na lodzie - tak, jak zostałam z ogrodniczkami.
Wspominałam Wam ostatnio na facebooku, że zamarzyły mi się ogrodniczki - nie tylko mnie, ogrodniczki to jeden z hitów sezonu wiosna-lato 2016.
Tyle, że ja wymarzyłam sobie ogrodniczki nie z denimu, a z czegoś bardziej eleganckiego.
Jasnych, dżinsowych ogrodniczek można kupić nawet kilka par - takich bardziej eleganckich nigdzie nie ma.
Teraz, bo jeszcze niedawno były - w sklepie internetowym H&M'u właśnie.
Bardzo ładne, wykonane z identycznego materiału jak tregginsy, które mam na sobie na tych zdjęciach.
Kosztowały 149 złotych.
Marudziłam - że nie, takie drogie, nie wiadomo, czy mają wysoki stan (na zdjęciach nie było tego do końca widać - a ja chcę wyłącznie ogrodniczki z wysokim stanem)... poczekam, może stanieją!
Staniały.
W czasie, gdy nie było mnie w domu i nie miałam dostępu do Internetu.
Jak się do niego dorwałam, to już ostały się same rozmiary 40 i 44.
Oczywiście - w żadnym z łódzkich sklepów stacjonarnych model nie był i nie jest dostępny.
Także nie - nie chciałam załatwić się w podobny sposób także z kamizelką!
Taką kamizelkę będę nosić nie tylko do zestawów w stylu boho, ale także do tych utrzymanych w męskim, androgynicznym nieco stylu.
Jak wiecie - taki styl ubierania także od niedawna darzę sporą sympatią :)
O, na przykład do muchy ta kamizelka pasuje mi idealnie!
I do każdej klasycznej, prostej i gładkiej koszuli!
To nie koniec nowości - dziś na blogu po raz pierwszy gości też moja nowa listonoszka z frędzlami.
Nie wiem, czy to właściwie jest typowa listonoszka - jeśli jednak miałabym tę torebkę jakkolwiek nazywać, to chyba ku tej opcji skłaniałabym się najbardziej.
Jestem typową babą i jeśli z początkiem każdego nowego sezonu nie sprawię sobie jakiejś torebki, to dostaję wysypki, duszności i ataków paniki - tegoroczną wiosną padło na ten egzemplarz :)
Torebka - choć mała - jest dość pojemna.
Zmieści portmonetkę, telefon, dokumenty, niezbędne kosmetyki i e-papierosa.
No i te frędzle!
Bardzo długo szukałam nowej torebki z frędzlami, która byłaby nieduża, wykonana z materiału innego, niż zamsz i miałaby te frędzle umocowane dość porządnie (a nie tak, że jak jeden przytrzasnę czymś lub pociągnę za niego, to pozostałe odpadną).
Cudo pochodzi z najnowszej kolekcji C&A.
Nowy jest też ten duży naszyjnik - choć jego nowość to sprawa dyskusyjna.
Kupiłam go bowiem w ubiegłoroczne wakacje.
Choć nosiłam go bardzo często, to jakoś nigdy nie było odpowiedniej okazji, żeby uwiecznić go na zdjęciach :)
Wyszperałam go w moim ulubionym zgierskim butiku - Nashe.
No i buty! Butów nie kupowałam - podebrałam je mamie ;)
Wyobraźcie sobie - leżały w szafie, schowane tam w pudełku i dwóch torbach i kurzyły się, biedactwa.
Natrafiłam na nie przed Świętami, kiedy to pojechałam do swojego rodzinnego domu i postanowiłam pomóc mamie posprzątać w nim trochę.
Na moje pytanie ("Co to, u licha, za buty?!") mama odpowiedziała, że a tam, takie sztyblety.
Kupiła je jesienią, bo skórzane były i w promocji na Zalando (moja mama jest uzależniona od kupowania na Zalando, naprawdę!), ale nie nosi, bo przestały jej się podobać.
Ani razu ich nie założyła.
Nie mogłam w to uwierzyć!
Jak można kupić takie ładne, uniwersalne buty i wcale ich nie nosić?
A co gorsza - jak można nie zaproponować w takim razie noszenia ich własnej córce?
Nic to - sama nimi rozporządziłam ;)
Są bardzo wygodne i zgrabne - warto było więc wziąć się za te przedświąteczne porządki ;P
Kapelusz - H&M
Lenonki - SinSay
Naszyjnik - Butik Nashe (Zgierz, ul. Parzęczewska 21)
Kamizelka - H&M
Szyfonowa koszula z golfem - H&M
Listonoszka z frędzlami - C&A
Rękawiczki - no name
Tregginsy - H&M
Sztyblety/botki - Buffalo (Zalando)
Jak widać - nie byłabym sobą, gdybym nie zmusiła Lecha do tego, żebyśmy chociaż kilka bardziej parkowych zdjęć zrobili ;P
Uciekam, życząc Wam miłej i w spokoju spędzonej niedzieli!
Trzymajcie się ciepło, pozdrawiam Was - Wasza Mar!
P.S. W piątkowy wieczór otrzymałam wiadomość e-mail potwierdzającą uzyskanie przeze mnie akredytacji na kolejną, czternastą już edycję FashionPhilosophy Fashion Week Poland.
Z kim z Was się zatem na niej widzę :)?
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



















