Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Wraz z końcem października mojemu blogowi stuknęły dwa lata - już dwa lata.
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/07/warkocz-i-niby-zamsz.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/07/szyfon-i-kwiaty.html
W sierpniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/08/lniane-spodnie-i-koronkowa-bluzka-z.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/08/chusta-xxl-wersja-nadmorska.html
We wrześniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/09/w-paski-i-w-prazek.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/09/paint-it-black.html
W październiku:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/10/krata-oksfordki-i-jesien-w-czestochowie.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/10/rudosci-jesien-i-boho.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/10/musztarda-czern-i-moja-elegancja.html
Dziękuję tym wszystkim z Was, którzy regularnie do mnie zaglądają.
Cieszę się, że mam stałe, wierne grono czytelników.
Raduje mnie to, że jest Was tak wielu - bo kiedy zakładałam bloga, to nie sądziłam, że znajdzie się choć kilka osób chcących do mnie tak chętnie wracać.
Z wielką radością czytam Wasze komentarze - szczególnie te, w których donosicie mi, że to co pokazuję i sposób w jaki piszę spotyka się z Waszym uznaniem.
Często wspominacie, że lubicie oglądać moje zdjęcia - za nie musicie podziękować Mojemu Osobistemu Fotografowi, bo gdyby nie Leszek, to tego bloga nigdy by nie było :)
Zdaję sobie sprawę, że ma On coraz mniej czasu na wykonywanie mi tych zdjęć (ostatnimi czasy doszło mu wiele nowych, odpowiedzialnych obowiązków) i wkrótce może zdarzyć się tak, że nie będzie go miał wcale - czasami Wam o tym przebąkuję.
Póki co - jestem. I Wy bądźcie :)
Ściskam Was bardzo, bardzo mocno!
Pozdrawiam - Wasza Mar
Olaboga! Dwa lata bloga!
Zobacz oryginał śr., 18/11/2015 - 08:44Jestem istotą roztargnioną - przyznawałam się do tego wiele razy.
To, że potrafię zapomnieć o konieczności pójścia do pracy, wizycie u lekarza, zapłaceniu rachunków, czy wyłączeniu żelazka nie dziwi nie tylko mnie, ale i moich bliskich - ale żeby przeoczyć urodziny bloga?
No nie - to się nie miało prawa zdarzyć!
A jednak się zdarzyło!
Wraz z końcem października mojemu blogowi stuknęły dwa lata - już dwa lata.
Nie mam pojęcia, jakim cudem to tak szybko minęło.
Ja mam wrażenie, że zakładałam go wczoraj.
Pamiętam, że kiedy Lilly Marlenne by Mar obchodził swoje pierwsze urodziny wyliczałam, co blogowanie zmieniło w moim życiu.
Gdy dziś czytam tamtego urodzinowego posta, to łapię się na tym, że drugi rok prowadzenia bloga przyniósł o wiele więcej zmian.
Przede wszystkim - znalazłam "swój" styl.
Jeszcze przed falą mody na inspirowanie się stylem boho - która w okolicach lata zalała ulice i blogi - ja już wiedziałam, że to jest to, z czego powinnam czerpać jak najwięcej: wszak od lat lubiłam otulać się wszelkimi ponczami, masywne buty lub skórzane sandały przyciągały mój wzrok, podobały mi się kobiety w kapeluszach i miałam słabość do etnicznych wzorów.
Jednak nie zawsze wystarczało mi odwagi do tego, by tak ubraną wyjść do ludzi - zobaczenie, że inni tak chodzą, że wygląda to fajnie i że wcale nie jest to żadne "dziwactwo" ośmieliło mnie i zachęciło do eksperymentowania z takimi, a nie innymi ubraniami i dodatkami.
Gdyby nie te wszystkie portale w typie Lookbooka czy Chictopii (na których nigdy w życiu nie założyłabym konta nie posiadając bloga), gdyby nie Wasze blogi (na które nie blogując również bym pewnie nigdy nie trafiła), to nie sądzę, że miałabym gdzie się tym wszystkim zainspirować.
Polubiłam się też w minionym, blogowym roku z minimalizmem - co zaskoczyło przede wszystkim mnie samą, bo czemu jak czemu, ale minimalizmowi najbliżej stosunkowo jest do elegancji.
A ta nigdy nie cieszyła się moim uznaniem.
Pomimo tego - udało nam się zakolegować :)
W tym również duża Wasza, moje drogie koleżanki po fachu, zasługa - to Wasze bowiem zestawy bardzo często inspirowały mnie do tego, by gdzieś tam, po swojemu, próbować flirtować z tą czystą, prostą elegancją.
Nie noszę jej często, ale kiedy ją wybieram, to coraz rzadziej po spojrzeniu w lustro odnoszę wrażenie, że gdy wyjdę tak w miasto, to przechodnie wybuchną gromkim śmiechem.
Druga zmiana, którą przyniósł ubiegły rok, a która pewnie bez blogowania w ogóle by się u mnie nie zadziała, to fakt, że z większą uwagą zaczęłam kupować ubrania i dodatki.
Coraz już mniej przytrafia mi się sytuacji, w których kupuję jakieś ciuchy/buty/torebki pod wpływem impulsu - kupuję mało rzeczy, każdy zakup staram się dobrze przemyśleć.
Znam większą niż kiedyś ilość stron internetowych sklepów i platform handlowych oferujących odzież i akcesoria, rzadko już zatem zdarza mi się przepłacić za coś (co dawniej było regułą - kupowałam na przykład buty w pierwszym sklepie, do którego weszłam, ciesząc się, że znalazłam taki model, jaki sobie wymarzyłam... dziś najpierw szukam z uwagą, a dopiero potem kupuję - czasami oszczędzając na zakupach duże kwoty).
Staram się unikać kupowania ubrań, które (gdy siebie w nie odzianą w sklepowej przymierzalni oglądam) kwituję słowami: "A, jakoś to będzie wyglądać".
Nie. Jeśli nie jestem pewną tego, z czym coś połączę, to nie kupuję i koniec.
Nie. Jeśli nie jestem pewną tego, z czym coś połączę, to nie kupuję i koniec.
Wiem już bowiem, że to, co mnie samej może wydawać się fajne po uwiecznieniu na zdjęciach potrafi prezentować się tragicznie - a to, jak widzi mnie obiektyw po części zawsze pokrywa się z tym, jak widzą mnie inni.
Fotografowanie ubrań uzmysłowiło mi, że złej jakości materiał zawsze źle się prezentuje, że to nie jest tak, że zmechacony sweter albo poprute szwy nie rzucają się w oczy, a plastikowy but z rozklejającą się po dwóch wyjściach na ulicę podeszwą naprawdę nie czyni ze mnie damy - choćby był w nie wiadomo jak modnym fasonie.
Fotografowanie ubrań uzmysłowiło mi, że złej jakości materiał zawsze źle się prezentuje, że to nie jest tak, że zmechacony sweter albo poprute szwy nie rzucają się w oczy, a plastikowy but z rozklejającą się po dwóch wyjściach na ulicę podeszwą naprawdę nie czyni ze mnie damy - choćby był w nie wiadomo jak modnym fasonie.
Przestałam bać się też wtórności - owszem, nie ma sensu kupować kolejnego (podobnego do dwudziestu innych, jakie się ma) swetra, czy piątej takiej samej pary butów, ale dlaczego nie stawiać konsekwentnie na fasony, w których obiektywnie dobrze się wygląda?
Nic w tym złego, eksperymentowanie dla samego eksperymentowania nie jest tym, co mnie w modzie pociąga.
Lepiej kupić jakiś nie do końca może niebanalny ciuch, ale taki, który pasuje do wielu innych w szafie.
Lepiej kupić jakiś nie do końca może niebanalny ciuch, ale taki, który pasuje do wielu innych w szafie.
Trzecią rzeczą, jakiej nie mogę nie odnotować, jest moje... uspołecznienie, które pewnie nie dokonałoby się, gdyby nie blog i moja w blogosferze bytność.
Łatwiej nawiązuję kontakty z ludźmi i nie sprawia mi już takich trudności jak kiedyś podtrzymywanie ich.
Być może dlatego, że w czasie mojej blogowej przygody spotkałam na swojej drodze wielu ludzi - każdy blogujący ma inny styl, inne poglądy, czasami są one bardzo kontrowersyjne, nierzadko bywają również obraźliwe.
Musiałam jakoś nauczyć się tego, jak z nimi, pośród nich żyć.
Żeby jakoś funkcjonować w tej społeczności zmuszona byłam nabrać większego niż dawniej dystansu do innych - do siebie zawsze miałam go dość sporo, jednak innych zdarzało mi się oceniać szybko, czasem zbyt krytycznie i mało obiektywnie.
Tak w kwestii wyglądu, jak i zachowania.
Blogowanie uświadomiło mi, że życie jest o wiele łatwiejsze i fajniejsze, jeśli człowiek skupia się na pozytywnych aspektach życia - i jeśli w drugiej osobie wyłapuje się tylko to, co jest w niej dobre.
A, i gdy jest się dla ludzi miłym - tak po prostu.
Przekonałam się też, że aby dogadywać się z innymi nie trzeba być takim samym człowiekiem, jak oni.
Dzięki blogowaniu oduczyłam się również komentowania ludzkich zachowań, odnoszenia się do plotek (tych na swój i innych temat), udowadniania innym swoich racji i wykłócania się o nie.
Przez to stałam się o wiele szczęśliwszym człowiekiem - i innym (nie tylko tym blogującym) chyba też łatwiej teraz ze mną żyć :)
Dzięki kolejnemu rokowi spędzonemu w blogosferze poznałam wiele fantastycznych osób!
W tym miejscu chciałabym jakoś tak wirtualnie uściskać "moje" Dziewczyny - Ewę, Paulę i Sylwię (kolejność alfabetyczna, jakby co ;P).
To z Wami w ostatnim czasie mam najlepszy spośród innych zapoznanych na blogowej drodze osób kontakt.
Jesteście przekochanymi osobami - choć każda z Was jest różna i choć ja w wielu kwestiach różnię się od Was, to chyba jakoś tam się dogadujemy.
Nie tylko w sieci, ale i na żywo :)
Spędziłyśmy ze sobą kilka(naście) fajnych momentów, przegadałyśmy wiele godzin - mam nadzieję, że fajnych wspomnień będzie jeszcze więcej i że ten kontakt nigdy nam się nie urwie :)
Dobra, dość już tego mojego pisania, zostawiam Was z przeglądem zdjęć moich zestawów z minionego, blogowego roku.
Nie wszystkich, ale tych moich ulubionych :)
Tak, przyznaję - kilku z nich nigdy w życiu już bym na siebie nie założyła ;P
Tak wyglądałam rok temu w listopadzie:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2014/11/szaro-i-buro-ale-nie-ponuro.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2014/11/musztarda-w-wersji-na-jesien.html
W grudniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2014/12/bordo-na-azurze.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2014/12/kompromis.html
W styczniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/01/futrzak-wydanie-wierzchnie.html
W lutym:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/02/z-kantem.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/02/zielono-choc-zimowo.html
W marcu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/03/fedora.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/03/o-kominie-ktory-ponczo-udawa.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/03/ostatni-zimowy.html
W kwietniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/04/cause-i-am-sister-to-old-wild-goose.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/04/angora-zakolanowki-i-stan-niepogody.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/04/the-old-routine.html
W maju:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/05/ponczo-na-elegancko.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/05/oswajajac-dzins.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/05/tuz-przed-zachodem-sonca.html
W czerwcu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/06/when-i-go-outside-in-city-of-modern.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/06/czern-z-biela.html
W lipcu:
Łatwiej nawiązuję kontakty z ludźmi i nie sprawia mi już takich trudności jak kiedyś podtrzymywanie ich.
Być może dlatego, że w czasie mojej blogowej przygody spotkałam na swojej drodze wielu ludzi - każdy blogujący ma inny styl, inne poglądy, czasami są one bardzo kontrowersyjne, nierzadko bywają również obraźliwe.
Musiałam jakoś nauczyć się tego, jak z nimi, pośród nich żyć.
Żeby jakoś funkcjonować w tej społeczności zmuszona byłam nabrać większego niż dawniej dystansu do innych - do siebie zawsze miałam go dość sporo, jednak innych zdarzało mi się oceniać szybko, czasem zbyt krytycznie i mało obiektywnie.
Tak w kwestii wyglądu, jak i zachowania.
Blogowanie uświadomiło mi, że życie jest o wiele łatwiejsze i fajniejsze, jeśli człowiek skupia się na pozytywnych aspektach życia - i jeśli w drugiej osobie wyłapuje się tylko to, co jest w niej dobre.
A, i gdy jest się dla ludzi miłym - tak po prostu.
Przekonałam się też, że aby dogadywać się z innymi nie trzeba być takim samym człowiekiem, jak oni.
Dzięki blogowaniu oduczyłam się również komentowania ludzkich zachowań, odnoszenia się do plotek (tych na swój i innych temat), udowadniania innym swoich racji i wykłócania się o nie.
Przez to stałam się o wiele szczęśliwszym człowiekiem - i innym (nie tylko tym blogującym) chyba też łatwiej teraz ze mną żyć :)
Dzięki kolejnemu rokowi spędzonemu w blogosferze poznałam wiele fantastycznych osób!
W tym miejscu chciałabym jakoś tak wirtualnie uściskać "moje" Dziewczyny - Ewę, Paulę i Sylwię (kolejność alfabetyczna, jakby co ;P).
To z Wami w ostatnim czasie mam najlepszy spośród innych zapoznanych na blogowej drodze osób kontakt.
Jesteście przekochanymi osobami - choć każda z Was jest różna i choć ja w wielu kwestiach różnię się od Was, to chyba jakoś tam się dogadujemy.
Nie tylko w sieci, ale i na żywo :)
Spędziłyśmy ze sobą kilka(naście) fajnych momentów, przegadałyśmy wiele godzin - mam nadzieję, że fajnych wspomnień będzie jeszcze więcej i że ten kontakt nigdy nam się nie urwie :)
Dobra, dość już tego mojego pisania, zostawiam Was z przeglądem zdjęć moich zestawów z minionego, blogowego roku.
Nie wszystkich, ale tych moich ulubionych :)
Tak, przyznaję - kilku z nich nigdy w życiu już bym na siebie nie założyła ;P
Tak wyglądałam rok temu w listopadzie:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2014/11/szaro-i-buro-ale-nie-ponuro.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2014/11/musztarda-w-wersji-na-jesien.html
W grudniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2014/12/bordo-na-azurze.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2014/12/kompromis.html
W styczniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/01/futrzak-wydanie-wierzchnie.html
W lutym:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/02/z-kantem.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/02/zielono-choc-zimowo.html
W marcu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/03/fedora.htmlhttp://lillymarlenne.blogspot.com/2015/03/o-kominie-ktory-ponczo-udawa.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/03/ostatni-zimowy.html
W kwietniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/04/cause-i-am-sister-to-old-wild-goose.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/04/angora-zakolanowki-i-stan-niepogody.htmlhttp://lillymarlenne.blogspot.com/2015/04/the-old-routine.html
W maju:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/05/ponczo-na-elegancko.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/05/oswajajac-dzins.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/05/tuz-przed-zachodem-sonca.html
W czerwcu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/06/when-i-go-outside-in-city-of-modern.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/06/czern-z-biela.html
W lipcu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/07/warkocz-i-niby-zamsz.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/07/szyfon-i-kwiaty.html
W sierpniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/08/lniane-spodnie-i-koronkowa-bluzka-z.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/08/chusta-xxl-wersja-nadmorska.html
We wrześniu:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/09/w-paski-i-w-prazek.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/09/paint-it-black.html
W październiku:
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/10/krata-oksfordki-i-jesien-w-czestochowie.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/10/rudosci-jesien-i-boho.html
http://lillymarlenne.blogspot.com/2015/10/musztarda-czern-i-moja-elegancja.html
Dziękuję tym wszystkim z Was, którzy regularnie do mnie zaglądają.
Cieszę się, że mam stałe, wierne grono czytelników.
Raduje mnie to, że jest Was tak wielu - bo kiedy zakładałam bloga, to nie sądziłam, że znajdzie się choć kilka osób chcących do mnie tak chętnie wracać.
Z wielką radością czytam Wasze komentarze - szczególnie te, w których donosicie mi, że to co pokazuję i sposób w jaki piszę spotyka się z Waszym uznaniem.
Często wspominacie, że lubicie oglądać moje zdjęcia - za nie musicie podziękować Mojemu Osobistemu Fotografowi, bo gdyby nie Leszek, to tego bloga nigdy by nie było :)
Zdaję sobie sprawę, że ma On coraz mniej czasu na wykonywanie mi tych zdjęć (ostatnimi czasy doszło mu wiele nowych, odpowiedzialnych obowiązków) i wkrótce może zdarzyć się tak, że nie będzie go miał wcale - czasami Wam o tym przebąkuję.
Póki co - jestem. I Wy bądźcie :)
Ściskam Was bardzo, bardzo mocno!
Pozdrawiam - Wasza Mar
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





























