Krata, oksfordki i jesień w Częstochowie
Zobacz oryginał sob., 31/10/2015 - 10:55Większość moich kłopotów wynika chyba z tego, że jestem niecierpliwa.
Zawsze, kiedy się na coś złoszczę (a najczęściej frustruje mnie czegoś brak lub niesprawność), to po jakimś czasie (i zwykle nagle) okazuje się... że złościłam się bez powodu, bo mój problem i tak się rozwiązał.
A to udało mi się zdobyć potrzebną do nauki i pozornie niemożliwą do znalezienia książkę (to na studiach - jedna z większych rozpaczy studenta), a to przypadkiem w sklepie za rogiem upolowałam najbardziej pożądany w danym sezonie ciuch (którego wcześniej nigdzie nie szło dostać), a to zepsuty niby sprzęt nagle zaczął działać...
W kwestiach blogowych narzekałam ostatnio (upust temu narzekaniu dałam w dwóch poprzednich postach) na tegoroczną nieobecność złotej odsłony jesieni.I związaną z tą jej nieobecnością niemożność wykonania typowo jesiennych zdjęć.
I tym razem nie było inaczej, niż zwykle - złota polska jesień zaskoczyła mnie w momencie, w którym w ogóle się jej przyjścia nie spodziewałam!I kiedy już całkowicie pogodziłam się z tym, że zamiast ozłoconych liści do grudnia będę oglądać mgły i szarzyzny.
Chociaż spotkanie miało obejmować blogerki mieszkające w Częstochowie i okolicach, to Paula postanowiła i mnie na nim ugościć - jako gościa honorowego!
Może nie wyglądam na taką, ale uwierzcie mi na słowo - jak ktoś o mnie pomyśli, to wzruszam się jak dziecko!
Nie mogłam odmówić!
Jako, że Lechu nie mógł mi w tej mojej częstochowskiej podróży towarzyszyć (obowiązki służbowe wzywały), to wybrałam się sama.
Pociągiem.
Kilka lat temu pociągami jeździłam często.
Pomyślałam więc, że wielką frajdą będzie ponownie wybrać się w podróż za pośrednictwem PKP.
Dwa lata to czas dla PKP wystarczający, żeby zmiany w organizacji liczne powprowadzać.
Na skutek tych, które wdrożyli w czasie mojej w ich przybytkach lokomocji nieobecności na kolejne takie podróże nie mam ochoty.
Dlaczego, to tłumaczyłam Wam już na fanpejdżu - ściskowi i cenom z kosmosu za usługę nie do końca zgodną z umową mówię nie ;P
Poza tym straciłam już prawo do korzystania ze zniżek - ten biznes przestał mi się opłacać ;P
W każdym razie - do Częstochowy dojechałam nie bez przygód, ale szczęśliwie.
Paula przyjęła mnie u siebie po królewsku.
Nawet zbyt dobrze!
Głowę mam słabą.
A wino, którym Paula mnie poczęstowała było niewyobrażalnie dobre - biedna Mar swoje odchorowała ;P
Stosunkowo szybko doszłam do siebie, bo już w okolicach południa jako tako nadawałam się do życia.
Paula postanowiła zatem wykorzystać tę chwilę czasu, jaką miałyśmy jeszcze do spotkania na zrobienie kilku zdjęć - tak sobie, jak i mnie.
Bo światło było tak piękne, temperatura tak wysoka, że szkoda - szkoda było ich nie zrobić!
Tak! Dobrze przeczytałyście!
Mar pierwszy raz w życiu wystąpiła w roli fotografa!
Wrażeń moc!
Co prawda nigdy wcześniej nie trzymałam w rękach lustrzanki (dobra - czasem trzymałam, ale tylko oglądając efekty jakichś moich z Lechem zdjęć) i nie zdradzam żadnych talentów w kwestii fotografowania ludzi, ale Paula jest z tych zdjęć mojego autorstwa bardzo zadowolona (albo tak mówi, żeby mi przykro nie było ;P), więc chyba misja została zakończona sukcesem :D
Paula do swojego debiutu w roli fotografa Mar podeszła na luzie - ma dziewczyna wprawę, razem z Ewą i Sylwią cykają sobie foty nawzajem i są obyte z tą trudną sztuką, jaką jest fotografia ;P
Tę jej wprawę widać na tych zdjęciach - są bardzo ładne!
Uchwyciła mnie na nich w dokładnie takich kadrach, jakie lubię i na jakich się sobie podobam!
A jak pewnie wiecie - dla blogerki najważniejszą rzeczą jest to, czy akceptuje siebie na zrobionym zdjęciu, czy nie ;P
Mój częstochowsko-spotkaniowy look obmyśliłam sobie już na kilka dni przed wyjazdem.
Miało być trochę elegancko.
Tylko trochę.
Dlatego też postanowiłam ciuchy eleganckie połączyć z czymś luźnym i w mało formalnej kolorystyce.
Wybór padł na eleganckie cygaretki z delikatnym kantem, które trafiły do mojej szafy z okazji obrony (uwielbiam cygaretki - najbardziej za to, że to jedyne spodnie, których nogawka nie jest na mnie za długa i nie muszę ich skracać :D), kamizelkę (którą znacie dobrze, bo od wiosny co jakiś czas przemycam ją w którymś z moich zestawów) i musztardową, wiskozową bluzkę.
Na wierzch zarzuciłam dość ciepły (ale na te plusowe temperatury odpowiedni) wełniany płaszcz (kupiony kilka lat temu w czasie wyprzedaży asortymentu F&F w jednym z łódzkich hipermarketów TESCO i na śmierć zapomniany - dobrze, że mole go nie zeżarły), a na głowę wdziałam mój najnowszy kapelusz, spontanicznie przytargany do domu ze Stradivariusa.
Całości dopełniła piękna chusta w kolorową kratę - ale chustę dobrałam już w Częstochowie.
Pożyczyłam ją od Pauli :)
Co najlepsze - to właśnie chusta (moim zdaniem) dodaje temu zestawowi tego "czegoś".
Bez niej byłby nudny ;)
Także - Paula, Kochanie! Wielkie dzięki :)!
A - prawie bym zapomniała!
Buty!
Butów też tu jeszcze nie było, bo podobnie jak spodnie kupiłam je na obronę.
Miałam w planach kupienie klasycznych oksfordek.
Szukałam w sklepach internetowych i stacjonarnych.
Żaden z dostępnych w nich modeli nawiązujący wyglądem do eleganckich, męskich półbutów jakoś mi nie podchodził.
Kiedy przychodziło do mierzenia, to okazywało się, że nie wyglądam w nich dobrze.
Aż któregoś dnia - w czasie przeglądania ofert na Zalando - wpadły mi w oko właśnie te buty.
Co najlepsze - również nazwano je oksfordkami.
Moim zdaniem nieco im do oksfordek brakuje - ale teraz chyba taka moda, że każde wiązane półbuty opatruje się tą nazwą.
Zatem niech będzie ;)
Kapelusz - Stradivarius
Chusta - pożyczona od Moda i Takie Tam
Płaszcz - F&F
Bluzka - no name
Kamizelka - Top Shop (Cukier Puder Vintage Store)
Cygaretki - H&M
Listonoszka - H&M
Oksfordki - Even&Odd (Zalando)
Fot.: Moda i Takie Tam
No i widzicie!
Mam te piękne zdjęcia w złotym plenerze!
W sumie lubię w sobie to, że cieszę się z takich drobiazgów ;)
Ale!
Spotkanie!
Tyle o nim pisałam, a zdjęć nie wrzuciłam!
Oto i one - wszystkie wykonane w urokliwej Lunchowni.
Było przemiło - jadłyśmy pyszne rzeczy, śmiałyśmy się i cudownie spędziłyśmy czas.
Chcę powtórkę!
Na spotkaniu oprócz mnie obecne były:
Moda i Takie Tam
Bambi BOHO
Viosna000
Ewelina
Ania
Uciekam!
Ale zanim ucieknę, to pochwalę Wam się jedną rzeczą - wczoraj dostałam mailowe potwierdzenie pozytywnego rozpatrzenia mojej prośby o akredytację na listopadową edycję Fashion Week Poland.
Z kim się widzę :)?
Pozdrawiam Was i ściskam,
Wasza Mar!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





