Lista blogów » Bohemian Street
ALL MY JOB IN VAIN
Zobacz oryginał czw., 22/10/2015 - 21:59"W dzień gorącego lata", bo wtedy zaczyna się owa historia, zmęczona lejącym się z nieba sierpniowym żarem, zatęskniłam za jesienią. Tak prawdzie, szczerze zatęskniłam. Pomyślałam o jesiennych barwach, przyjemnym chłodzie za okem, i o tym co będę nosić w nadchodzącym sezonie. Wtedy właśnie wpadła w me oko niczym burza Rebecca Minkoff ze swoją jesienno-zimową kolekcją, która w całości zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.
źródło: vogue.com
I właściwie wcale się sobie nie dziwię, bo jeśli wierzyć artykułowi z Vogue, to kolekcja powstała pod wpływem książki Patii Smith's "Just Kids", co tym bardziej niezmiernie mnie cieszy, i jest kolejnym przykładem udanego związku mody z muzyką.
Podążając indiańskim zwyczajem tropienia śladów, postanowiłam wytropić, co oferuje moja szafa, gdybym przykładowo chciała odtworzyć sobie jeden z zestawów w ramach zasobów własnego rezerwatu. I co się okazało - ilości wcale nie były takie śladowe, bo znalazły się tam całkiem zdatne: tunika, i kapleusz i torebka. Brakowało mi kluczowego elementu ... butów :(.
Porządne, wysokie kozaki z frędzlami marzyły mi się od dawna, ale albo ciężko było z ich obecnością w sklepach, albo kasa z mojej kieszeni wymiękłaby przy kasie sklepowej, więc rezygnowałam. Tym razem pomyślałam jednak, że może środek lata, to dobra pora na zakup kozaków, może coś zalega w magazynach jeszcze od zimy, albo zeszłorocznej jesieni i trafi się w niskiej cenie, bo kto normalny wylegując się w 35 stopniszczach nad Bałtykiem czy innych topikach, myśli o zakupie kozaków. Tak oto po kilku dniach poszukiwań znalazłam na answer.com ten okaz (klik) . Dziś cena to 299zł, a wówczas 179zł :D. Dobrałam sobie kilka drobiazgów, aby dobić do 200 zł, bo podczas pierwszych zakupów przy tej kwocie dostałam bon na 50zł, a przesyłka była darmowa :). Za całą paczuszkę zapłaciłam więc 150 zł, i byłam przy tym szczęśliwa jak mały, złośliwy trol co wykiwał system :P.
Czarne pióro było kiedyś kolczykiem, ale jeden zgubiłam, więc wyglądałabym jak Indianin z serialu "Renegade". Przetransformował się w zawieszkę na szyji. Kolczyków nie miało być w ogóle, ale same napatoczyły się w Orsay'u, więc nie porgardziłam.
Tylko kurczę jest mi trochę smutno, bo reasumując nie miała to być historia o butach i surdutach.
Paradoksalnie kilka dni później, po tym jak przyszły do mnie kozaki, Artysta wielokrotnie kontrowersyjny (z którym w wielu kwestiach ciężko się zgodzić) porzucił kowbojki, ogłaszając tym samym koniec okresu biesiadnego. Obecnie wbija się w idiotyczne jazzówki. I mam tylko nadzieję, że nie będą one nikogo uwierać. Trzymam kciuk, bo zamierzam ów projekt bacznie obserwować.
Najlepsze są niczym nie zmącone "proste historie". Miało być prosty post - a wyszedł spagetti western, miało być klimatycznie - a weszliśmy na peron - remont wrze, wiatr zawiał - włosy totalnie się rozwichrzyły, wyszło słońce - aparat zwariował, naszyjnik z piórem zlądował na brzuchu. Ehh.. ALL MY JOB IN VAIN.
I właściwie wcale się sobie nie dziwię, bo jeśli wierzyć artykułowi z Vogue, to kolekcja powstała pod wpływem książki Patii Smith's "Just Kids", co tym bardziej niezmiernie mnie cieszy, i jest kolejnym przykładem udanego związku mody z muzyką.
Podążając indiańskim zwyczajem tropienia śladów, postanowiłam wytropić, co oferuje moja szafa, gdybym przykładowo chciała odtworzyć sobie jeden z zestawów w ramach zasobów własnego rezerwatu. I co się okazało - ilości wcale nie były takie śladowe, bo znalazły się tam całkiem zdatne: tunika, i kapleusz i torebka. Brakowało mi kluczowego elementu ... butów :(.
Porządne, wysokie kozaki z frędzlami marzyły mi się od dawna, ale albo ciężko było z ich obecnością w sklepach, albo kasa z mojej kieszeni wymiękłaby przy kasie sklepowej, więc rezygnowałam. Tym razem pomyślałam jednak, że może środek lata, to dobra pora na zakup kozaków, może coś zalega w magazynach jeszcze od zimy, albo zeszłorocznej jesieni i trafi się w niskiej cenie, bo kto normalny wylegując się w 35 stopniszczach nad Bałtykiem czy innych topikach, myśli o zakupie kozaków. Tak oto po kilku dniach poszukiwań znalazłam na answer.com ten okaz (klik) . Dziś cena to 299zł, a wówczas 179zł :D. Dobrałam sobie kilka drobiazgów, aby dobić do 200 zł, bo podczas pierwszych zakupów przy tej kwocie dostałam bon na 50zł, a przesyłka była darmowa :). Za całą paczuszkę zapłaciłam więc 150 zł, i byłam przy tym szczęśliwa jak mały, złośliwy trol co wykiwał system :P.
Czarne pióro było kiedyś kolczykiem, ale jeden zgubiłam, więc wyglądałabym jak Indianin z serialu "Renegade". Przetransformował się w zawieszkę na szyji. Kolczyków nie miało być w ogóle, ale same napatoczyły się w Orsay'u, więc nie porgardziłam.
Tylko kurczę jest mi trochę smutno, bo reasumując nie miała to być historia o butach i surdutach.
Paradoksalnie kilka dni później, po tym jak przyszły do mnie kozaki, Artysta wielokrotnie kontrowersyjny (z którym w wielu kwestiach ciężko się zgodzić) porzucił kowbojki, ogłaszając tym samym koniec okresu biesiadnego. Obecnie wbija się w idiotyczne jazzówki. I mam tylko nadzieję, że nie będą one nikogo uwierać. Trzymam kciuk, bo zamierzam ów projekt bacznie obserwować.
Najlepsze są niczym nie zmącone "proste historie". Miało być prosty post - a wyszedł spagetti western, miało być klimatycznie - a weszliśmy na peron - remont wrze, wiatr zawiał - włosy totalnie się rozwichrzyły, wyszło słońce - aparat zwariował, naszyjnik z piórem zlądował na brzuchu. Ehh.. ALL MY JOB IN VAIN.
P.S. No i przepraszam, że jest mnie w ostatnich dniach na Waszych blogach jakby mniej - ten tydzień jak film Hitchcock - rozpoczął się od trzesięnia Ziemi, a następnie napięcie rośnie. Po raz kolejny obiecuję się poprawić !!!.
Sukienka/Tunika - Orsay
Buty - River Island
Kolczyki - Orsay
Kapelusz - H&M
Torebka - Stradivarius
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



