Lista blogów » Różnotematycznie.
Wczoraj wróciłam do domu. Wszystko, co dobre, szybko się kończy - tak też było tym razem - mój wakacyjny wyjazd minął szybciej, niż się spodziewałam. Odwiedziłam rodzinę na Śląsku, bawiłam się świetnie na weselu (wytańczyłam się za wszystkie czasy!!!), byłam na wycieczce w Czechach, a także spędziłam kilka dni u siostry we Wrocławiu. Przy pożegnaniu jakoś udało mi się powstrzymać łzy - chociaż w nocy, gdy wracałyśmy z rynku, obie i tak rozryczałyśmy się jak dzieci. Wiadomo, będziemy się odwiedzać, ale to nie to samo, co mieć ją obok... Już mi jej strasznie brakuje. Dodatkowo Szczecin przywitał mnie okropną, deszczową pogodą (i przy okazji "lekkim" szokiem termicznym). Rano, gdy szłam na pociąg, było jakieś 30 stopni i słońce, gdy dotarłam do domu na termometrze ujrzałam całe 14 stopni. Niezły spadek, prawda? To może zdołować... Na szczęście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - mogłam w końcu się wyspać, a także zrobić sobie porządny trening, którego mi brakowało na wyjeździe :)
Jak możecie się domyślać po tytule, dzisiejszy post będzie o kosmetykach -chciałabym przybliżyć Wam kilka produktów, które obecnie grają pierwsze skrzypce w mojej kosmetyczce - przynajmniej jeśli chodzi o makijaż oczu. Jeśli chodzi o sztukę makijażu, to absolutnie nie czuję się ekspertem - codzienny zazwyczaj zajmuje mi niecałe 5 minut, ale są okazje, które wymagają większej uwagi i... staranności - na przykład wesele, o którym wspomniałam wyżej. I to wcale nie znaczy, że musimy siedzieć przed lustrem przez godzinę i nakładać kilkanaście warstw podkładu tak, że później ciężko nas rozpoznać :) aby osiągnąć dobry efekt w szybkim tempie, przyda się odrobina wprawy i "łatwe we współpracy" kosmetyki. Te, które ostatnio mam przyjemność testować dzięki uprzejmości sklepu Magia Zapachu, właśnie takie są. Zapraszam do czytania!
Zacznę może od tuszu do rzęs. Dlaczego? Ponieważ jest to podstawa makijażu każdej kobiety. Bo nawet, jeśli kobieta lepiej czuje się w delikatnej "wersji" i nie chce robić kresek, nie używa cieni, eye linera, to tusz i tak zawsze idzie w ruch - rzęsy muszą być nim "pociągnięte". Jeśli chodzi o tusz Volume Designer Mascara Midnight Black, ujął mnie przede wszystkim swoją hmm... "praktycznością". Nakładanie jest szybkie i bezproblemowe - rzęsy się nie sklejają, są idealnie rozdzielone. Jedynie czasami odrobinę się rozmazuje podczas nakładania, dlatego polecam używać go jeszcze przed nałożeniem cienia na powiekę. Efekt, jaki po nim uzyskuję, jest dla mnie w sam raz. Nie potrzebuję efektu sztucznych rzęs rodem z reklam - wystarczy, że rzęsy będą ciemne, lekko wydłużone i pogrubione. Z reszta u mnie i tak ciężko by o taki sztuczny efekt było - z natury mam bardzo rzadkie, jasne i krótkie rzęsy. A jednak po nałożeniu już jednej warstwy tego tuszu widzę sporą zmianę, która w 100% mi odpowiada i daje naturalny efekt. Dodatkowym plusem jest to, że nie trzeba go "poprawiać" co 2 godziny, bo trzyma się spokojnie przez pół dnia, a i zmyć go jest bardzo łatwo :) polecam - jeśli chcecie, by rzęsy wyglądały naturalnie, sprawdzi się na pewno!
Eye liner to kosmetyk, którego nigdy nie używałam na co dzień. Kiedy szykuje się większe wyjście - wtedy po niego sięgam, bo odpowiednia kreseczka na górnej powiece może nadać oku innego hmm... wyrazu :) byłam bardzo ciekawa, jak sprawdzi się niebieski. Powiem tak: jeśli chodzi o eye linery, najbardziej lubię czarne - są po prostu najbardziej uniwersalne. Ten jednak bardzo ciekawie prezentuje się z szarym cieniem do powiek - miałam tak na weselu i czułam się dobrze. Dodatkowo współgrał fajnie z niebieskimi oczami. Zdjęcia, które próbowałam zrobić, w ogóle nie oddawały efektu, były strasznie niewyraźne... Dlatego też musicie uwierzyć na słowo. Albo wypróbować same! Eye liner optycznie zagęszcza rzęsy, także jeśli te macie rzadkie, to kreska linerem będzie dobrą opcją. Dużym plusem jest aplikacja - jest wygodna, ponieważ końcówka jest odpowiednio wyprofilowana. Nie "rozjeżdża się" na boki i maluje dokładnie taką kreskę, jakiej potrzebujemy. Na minus oceniam opakowanie - a dokładniej zakrętkę, która lubi się sama "ściągać". Kilka razy mi się zdarzyło, na szczęście kosmetyk przetrwał i nie wysechł (to kolejna zaleta!).
O TYM, JAK... PRZYCIAGAĆ SPOJRZENIEM - KOSMETYKI DO MAKIJAŻU OCZU
Zobacz oryginał pon., 20/07/2015 - 11:23Hej!
Wczoraj wróciłam do domu. Wszystko, co dobre, szybko się kończy - tak też było tym razem - mój wakacyjny wyjazd minął szybciej, niż się spodziewałam. Odwiedziłam rodzinę na Śląsku, bawiłam się świetnie na weselu (wytańczyłam się za wszystkie czasy!!!), byłam na wycieczce w Czechach, a także spędziłam kilka dni u siostry we Wrocławiu. Przy pożegnaniu jakoś udało mi się powstrzymać łzy - chociaż w nocy, gdy wracałyśmy z rynku, obie i tak rozryczałyśmy się jak dzieci. Wiadomo, będziemy się odwiedzać, ale to nie to samo, co mieć ją obok... Już mi jej strasznie brakuje. Dodatkowo Szczecin przywitał mnie okropną, deszczową pogodą (i przy okazji "lekkim" szokiem termicznym). Rano, gdy szłam na pociąg, było jakieś 30 stopni i słońce, gdy dotarłam do domu na termometrze ujrzałam całe 14 stopni. Niezły spadek, prawda? To może zdołować... Na szczęście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - mogłam w końcu się wyspać, a także zrobić sobie porządny trening, którego mi brakowało na wyjeździe :)
Jak możecie się domyślać po tytule, dzisiejszy post będzie o kosmetykach -chciałabym przybliżyć Wam kilka produktów, które obecnie grają pierwsze skrzypce w mojej kosmetyczce - przynajmniej jeśli chodzi o makijaż oczu. Jeśli chodzi o sztukę makijażu, to absolutnie nie czuję się ekspertem - codzienny zazwyczaj zajmuje mi niecałe 5 minut, ale są okazje, które wymagają większej uwagi i... staranności - na przykład wesele, o którym wspomniałam wyżej. I to wcale nie znaczy, że musimy siedzieć przed lustrem przez godzinę i nakładać kilkanaście warstw podkładu tak, że później ciężko nas rozpoznać :) aby osiągnąć dobry efekt w szybkim tempie, przyda się odrobina wprawy i "łatwe we współpracy" kosmetyki. Te, które ostatnio mam przyjemność testować dzięki uprzejmości sklepu Magia Zapachu, właśnie takie są. Zapraszam do czytania!
TUSZ DO RZĘS VOLUME DESIGNER MASCARA MIDNIGHT BLACK
Zacznę może od tuszu do rzęs. Dlaczego? Ponieważ jest to podstawa makijażu każdej kobiety. Bo nawet, jeśli kobieta lepiej czuje się w delikatnej "wersji" i nie chce robić kresek, nie używa cieni, eye linera, to tusz i tak zawsze idzie w ruch - rzęsy muszą być nim "pociągnięte". Jeśli chodzi o tusz Volume Designer Mascara Midnight Black, ujął mnie przede wszystkim swoją hmm... "praktycznością". Nakładanie jest szybkie i bezproblemowe - rzęsy się nie sklejają, są idealnie rozdzielone. Jedynie czasami odrobinę się rozmazuje podczas nakładania, dlatego polecam używać go jeszcze przed nałożeniem cienia na powiekę. Efekt, jaki po nim uzyskuję, jest dla mnie w sam raz. Nie potrzebuję efektu sztucznych rzęs rodem z reklam - wystarczy, że rzęsy będą ciemne, lekko wydłużone i pogrubione. Z reszta u mnie i tak ciężko by o taki sztuczny efekt było - z natury mam bardzo rzadkie, jasne i krótkie rzęsy. A jednak po nałożeniu już jednej warstwy tego tuszu widzę sporą zmianę, która w 100% mi odpowiada i daje naturalny efekt. Dodatkowym plusem jest to, że nie trzeba go "poprawiać" co 2 godziny, bo trzyma się spokojnie przez pół dnia, a i zmyć go jest bardzo łatwo :) polecam - jeśli chcecie, by rzęsy wyglądały naturalnie, sprawdzi się na pewno!
PŁYNNY EYE LINER NAVY BLUE
Eye liner to kosmetyk, którego nigdy nie używałam na co dzień. Kiedy szykuje się większe wyjście - wtedy po niego sięgam, bo odpowiednia kreseczka na górnej powiece może nadać oku innego hmm... wyrazu :) byłam bardzo ciekawa, jak sprawdzi się niebieski. Powiem tak: jeśli chodzi o eye linery, najbardziej lubię czarne - są po prostu najbardziej uniwersalne. Ten jednak bardzo ciekawie prezentuje się z szarym cieniem do powiek - miałam tak na weselu i czułam się dobrze. Dodatkowo współgrał fajnie z niebieskimi oczami. Zdjęcia, które próbowałam zrobić, w ogóle nie oddawały efektu, były strasznie niewyraźne... Dlatego też musicie uwierzyć na słowo. Albo wypróbować same! Eye liner optycznie zagęszcza rzęsy, także jeśli te macie rzadkie, to kreska linerem będzie dobrą opcją. Dużym plusem jest aplikacja - jest wygodna, ponieważ końcówka jest odpowiednio wyprofilowana. Nie "rozjeżdża się" na boki i maluje dokładnie taką kreskę, jakiej potrzebujemy. Na minus oceniam opakowanie - a dokładniej zakrętkę, która lubi się sama "ściągać". Kilka razy mi się zdarzyło, na szczęście kosmetyk przetrwał i nie wysechł (to kolejna zaleta!).
KREDKI DO OCZU - DIAMENTOWA LUCID PINK (BEŻOWA) i STRONG GRAPHITE (GRAFITOWA)
Nie wiem, jak to jest u Was - w każdym razie ja, zależnie od dnia, nastroju i potrzeby bez problemu wychodzę z domu w dresie i bez grama makijażu. Jeśli jednak go robię, to kredka do oczu musi być na swoim miejscu :) używam czarnej lub brązowej na górną i dolną powiekę (górną zwykle potem jakimś cieniem traktuję, żeby "rozmazać" lekko całość). I koniecznie rozjaśniam wewnętrzne kąciki - kiedyś robiłam to białym/srebrnym cieniem, teraz mam świetną, beżową kredkę Lucid Pink z błyszczącymi drobinkami. Drobinki te błyszczą niczym diament, stąd słowo "diamond" w nazwie. Kredka jest odpowiednio twarda, łatwo się rozsmarowuje i długo "zostaje na swoim miejscu". Aplikacja jest więc absolutnie na plus - wysuwany sztyft ułatwia ją jeszcze bardziej, bo prawdopodobnie nie upaćkamy się tam, gdzie nie chcemy :) myślę, że warto się jej przyjrzeć. Nadaje naprawdę fajny efekt na oczach - przede wszystkim rozświetla je, makijaż też wydaje się lżejszy. Druga z kredek, Strong Graphite, zastępuje mi i czarną i brązową. Jest taką wersją pośrednią ppomiędzy nimi. Nadaje się zarówno do grubszych, jak i do cieńszych kresek. Cały sekret tkwi - znowu - w łatwiej aplikacji. Kredka wysuwana jest automatycznie, co czyni ją znacznie wygodniejszą. Jest trwała i nie rozmazuje się przez długi czas. Idealnie nadaje się do makijażu typu smokey eyes. Deklarowaną przez producenta wodoodporność sprawdziłam dwukrotnie - no dobra, w tym raz jako "łzoodporność" i to całkiem przypadkowo. I woda i łzy nie rozmazały (ani tym bardziej nie zmyły :D) jej. Musiałam użyć porządnego micelka, aby pozbyć się jej z oka :) dodam, że obie kredki wyposażone są w temperówkę. Podczas temperowania nie łamią się, co często dzieje się w przypadku zwykłych kredek.
Próbki na ręku - z lewej - grafitowa, z prawej - beż (nie wiem, czy widać :/)
Wszystkie produkty mają eleganckie, czarne opakowania. Mnie osobiście się podobają, a Wam?
Buziaki,
Buziaki,
Kats.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



