Lista blogów » Mon Cherries

BURGUNDY MAXI

Zobacz oryginał
1.png

Dziś jedna z tych rzeczy, które kupiłam w przypływie zaćmienia umysłu... Nie wiem jak to się stało, ale jak tylko zobaczyłam w sklepie długą bordową sukienkę, zapragnęłam ją mieć. Ubzdurałam sobie, że będzie idealna do nowych bordowych sandałów, a co więcej, nie widziałam tych sandałów już z niczym innym. Pełna entuzjazmu udałam się do przymierzalni i chyba ten entuzjazm mnie zaślepił. Nie dopatrzyłam się, że długość jest średnia, a materiał wątpliwy. Ślepa i głucha na głos rozsądku udałam się do kasy. Szczęście w nieszczęściu, że tylko z jedną, bo mocno kusił mnie też wariant granatowy. Na szczęście opamiętałam się i poprzestałam na bordo. W domu okazało się (poza materiałem i długością), że źle się czuję w tej sukience i w ogóle nie podoba mi się jak w niej wyglądam. Nie wiem, co widziałam w lustrze sklepowej przymierzalni, ale na pewno nie to, co w domowym. Szału nie ma, ale skoro już kupiłam to raz na jakiś czas trzeba założyć. Tak też dziś możecie zobaczyć to "cudo" w codziennej letniej stylizacji. Jaki morał płynie z tej historii? Nie zrywajcie metek z ciuchów przed domową przymiarką :)

2.png
3.png
6.png
7.png
9.png
Sukienka (dress): Stradivarius Kurtka (jeans jacket): DieselSandały (sandals): Zara Torebka (bag): Hilfiger

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.