Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Barokowy
Zobacz oryginał wt., 21/04/2015 - 09:50Kto zagląda na mojego fanpejdża ten zna historię pojawienia się tego swetra w mojej szafie.
Kto nie zna - temu w paru słowach ją nakreślę: odkupiłam go od Pauli z bloga Moda i takie tam.
Obwieściła, że szafę wyprzedaje - pod link z aukcjami zajrzałam, z miejsca się zakochałam, nie szło nie wziąć ;)
To był dobry zakup - tak, poschlebiam sobie trochę, ale dumna jestem z tego, że doszłam już do pewnej wprawy w dość szybkim oszacowywaniu, czy rzecz na jaką się porywam będzie na mnie leżeć dobrze, czy wpasuje się w zawartość mojej szafy i czy będę się w niej (co jest dla mnie zawsze najważniejsze) czuć "swojo".
Jak tylko zobaczyłam zdjęcia tego swetra na allegro i blogu Pauli, to już miałam na niego pomysł - wiedziałam, że solo nie będzie prezentował się na moim marowym ciałku jakoś spektakularnie.
Co innego w połączeniu z koszulą - białą albo czarną.
Wersję z czarną koszulą przetestowałam w pierwszej kolejności - wyszło... poprawnie.
Skromnie - czerń stonowała strojność barokowego wzoru.
Ale brakowało temu połączeniu jakiegoś pazura, czegoś, co przyciągnie wzrok.
Szybko zorientowałam się, co jest grane.
Ta koszula z którą chciałam go nosić miała po prostu zbyt krótki kołnierzyk - wystawał tylko tyle o ile.
I zbyt drobne mankiety - nie dało się ich wyciągnąć na rękawy swetra.
A tak właśnie widziałam tę całość.
Zagłębiłam się więc w czeluści mojej szafy w poszukiwaniu białej koszuli.
Tę, którą planowałam założyć zagrzebałam tak głęboko, że do niej nie dotarłan.
Dokopałam się za to do innej - porzuconej lata temu, bo za dużej o dwa rozmiary (prezent od mamy - dobrze chciała... wiecie, ja zawsze doceniam dobre chęci ;)).
Oj, jakie ona miała mankiety!
Duże, "fabrycznie" już wywijane.
Kołnierzyk też posiadała zacny - taki o wydłużonych szpicach.
To było to!
Dorzuciłam kamizelkę, w rękę złapałam moją ukochaną ostatnio listonoszkę, na nogi wdziałam półbuty a na głowę zarzuciłam melonik - po spojrzeniu w lustro wiedziałam, że to 100% mnie ;)
Z tego zestawienia uczyniłam nawet mój tegoroczny "outfit" wielkanocny - pojechałam w nim na obiad do rodziców Leszka.
Żadne tam uroczyste przyjęcie - po prostu obiad w większym gronie.
Wstydu nie było.
Ani dzieci siostry mego Lubego ani koty jego rodziców ode mnie nie uciekały - straszyć więc też raczej nie straszyłam ;P
Tej Wielkanocy obrodziło śniegiem.
Trochę jest w tym mojej winy - nie wiem czy Wam mówiłam, ale każde moje życzenie ZAWSZE się spełnia.
Tyle, że z opóźnieniem.
Więc skoro w grudniu prosiłam o śnieg na Święta, to dostałam go - w kwietniu :>
W Lany Poniedziałek ten prawdziwy, biały i puszysty śnieg zdążył już stopnieć, ale co i rusz z nieba leciało coś na kształt deszczu ze śniegu domieszką.
Warunki do zdjęć nam nie sprzyjały - wybitnie.
Prawie tak, jak w dzień wizyty w Częstochowie (na nasze problemy z robieniem blogowych zdjęć w tym Świętym Mieście żaliłam się w poprzednim poście, tu: klik!) ;)
Ale co tam - grunt, że tło pasujące kolorem do wzorów na swetrze znaleźliśmy ;)
Tak, myślę o tym niebieskim mostku ;)
Melonik - H&M
Sweter - no name (od Moda i takie tam)
Koszula - Reserved
Kamizelka - Top Shop (Cukier Puder Vintage Store)
Spodnie - H&M
Listonoszka - H&M
Półbuty - Centro
Post miał się pojawić przed weekendem, ale że sporo z Was żyło FashionPhilosophy Fashion Week Poland, to spodziewałam się, że mało kto będzie miał czas na łażenie po blogach ;)
Poza tym - gościłam u siebie poprzednią swetra właścicielkę!
Tak, Paula mnie odwiedziła!
Na tydzień przed wydarzeniem podjęła decyzję o przyjeździe - gdy tylko się o tym dowiedziałam, to od razu zaproponowałam jej, żeby na czas FW zatrzymała się u mnie i Leszka!
Cośmy sobie poplotkowały, cośmy dobrych rzeczy w Pan Kejk'u pojadły, co się pośmiałyśmy - to nasze!
Paulinko, jeszcze raz cieszę się, że mogliśmy Ci ułatwić pobyt w Łodzi.
I nie mogę się doczekać weekendu - tym razem to my po raz już drugi wybieramy się do Częstochowy.
Oj, przyzwyczaję się do Ciebie i potem będzie mi smutno, słowo daję :(
A właśnie - wytłuszczę to.
Słuchajcie, jeśli jeszcze któraś z częstochowskich blogerek chciałaby się ze mną spotkać, to piszcie do mnie - odzywajcie się tu, na fejsbuku lub w mailach!
Będziemy tam z Lechem od piątku do niedzieli, więc przy pomyślnych wiatrach uda mi się spotkać ze sporą ilością osób ;)
Zawsze życzyłam Wam udanego weekendu, bo to zwykle przed nim pojawiają się nowe posty - mamy jednak początek tygodnia.
Tym razem więc życzę Wam... siły woli ;P
I sobie też.
Przyda się - bardzo.
Do tego, żebyśmy jakoś razem dali radę przeżyć go i jakoś dokulać się do piątku :>
Mnie będzie potrzebna szczególnie, bo znowu dopadło mnie jakieś wirusowe paskudztwo i nie wiem, jak wytrzymam dziś w pracy.
Pozdrawiam i ściskam,
Wasza Mar!
P.S. Przepraszam wszystkich, z którymi miałam się spotkać w czasie jednego z niedzielnych pokazów (a raczej po nim) na FW - musicie mi wybaczyć, kaszlę jak stary gruźlik, z nosa mi się leje i pierwszy raz od sześciu lat mam gorączkę.
Naprawdę, przeleżałam całą niedzielę w łóżku i jedyny outfit jaki był mi w głowie, to moja własna piżama.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z Was nie mieści się w głowie, że można dobrowolnie zrezygnować z pójścia na Fashion Week (chociaż na chwilę).
A jednak ;)
Nigdy nie ukrywałam tego, że jestem dziwna ;P
P.S. (2) Nie mogłam się powstrzymać!
Musiałam wrzucić "pamiątkową" fotkę z Paulą ;)
Jak tylko zobaczyłam zdjęcia tego swetra na allegro i blogu Pauli, to już miałam na niego pomysł - wiedziałam, że solo nie będzie prezentował się na moim marowym ciałku jakoś spektakularnie.
Co innego w połączeniu z koszulą - białą albo czarną.
Wersję z czarną koszulą przetestowałam w pierwszej kolejności - wyszło... poprawnie.
Skromnie - czerń stonowała strojność barokowego wzoru.
Ale brakowało temu połączeniu jakiegoś pazura, czegoś, co przyciągnie wzrok.
Szybko zorientowałam się, co jest grane.
Ta koszula z którą chciałam go nosić miała po prostu zbyt krótki kołnierzyk - wystawał tylko tyle o ile.
I zbyt drobne mankiety - nie dało się ich wyciągnąć na rękawy swetra.
A tak właśnie widziałam tę całość.
Zagłębiłam się więc w czeluści mojej szafy w poszukiwaniu białej koszuli.
Tę, którą planowałam założyć zagrzebałam tak głęboko, że do niej nie dotarłan.
Dokopałam się za to do innej - porzuconej lata temu, bo za dużej o dwa rozmiary (prezent od mamy - dobrze chciała... wiecie, ja zawsze doceniam dobre chęci ;)).
Oj, jakie ona miała mankiety!
Duże, "fabrycznie" już wywijane.
Kołnierzyk też posiadała zacny - taki o wydłużonych szpicach.
To było to!
Dorzuciłam kamizelkę, w rękę złapałam moją ukochaną ostatnio listonoszkę, na nogi wdziałam półbuty a na głowę zarzuciłam melonik - po spojrzeniu w lustro wiedziałam, że to 100% mnie ;)
Z tego zestawienia uczyniłam nawet mój tegoroczny "outfit" wielkanocny - pojechałam w nim na obiad do rodziców Leszka.
Żadne tam uroczyste przyjęcie - po prostu obiad w większym gronie.
Wstydu nie było.
Ani dzieci siostry mego Lubego ani koty jego rodziców ode mnie nie uciekały - straszyć więc też raczej nie straszyłam ;P
Tej Wielkanocy obrodziło śniegiem.
Trochę jest w tym mojej winy - nie wiem czy Wam mówiłam, ale każde moje życzenie ZAWSZE się spełnia.
Tyle, że z opóźnieniem.
Więc skoro w grudniu prosiłam o śnieg na Święta, to dostałam go - w kwietniu :>
W Lany Poniedziałek ten prawdziwy, biały i puszysty śnieg zdążył już stopnieć, ale co i rusz z nieba leciało coś na kształt deszczu ze śniegu domieszką.
Warunki do zdjęć nam nie sprzyjały - wybitnie.
Prawie tak, jak w dzień wizyty w Częstochowie (na nasze problemy z robieniem blogowych zdjęć w tym Świętym Mieście żaliłam się w poprzednim poście, tu: klik!) ;)
Ale co tam - grunt, że tło pasujące kolorem do wzorów na swetrze znaleźliśmy ;)
Tak, myślę o tym niebieskim mostku ;)
Melonik - H&M
Sweter - no name (od Moda i takie tam)
Koszula - Reserved
Kamizelka - Top Shop (Cukier Puder Vintage Store)
Spodnie - H&M
Listonoszka - H&M
Półbuty - Centro
Post miał się pojawić przed weekendem, ale że sporo z Was żyło FashionPhilosophy Fashion Week Poland, to spodziewałam się, że mało kto będzie miał czas na łażenie po blogach ;)
Poza tym - gościłam u siebie poprzednią swetra właścicielkę!
Tak, Paula mnie odwiedziła!
Na tydzień przed wydarzeniem podjęła decyzję o przyjeździe - gdy tylko się o tym dowiedziałam, to od razu zaproponowałam jej, żeby na czas FW zatrzymała się u mnie i Leszka!
Cośmy sobie poplotkowały, cośmy dobrych rzeczy w Pan Kejk'u pojadły, co się pośmiałyśmy - to nasze!
Paulinko, jeszcze raz cieszę się, że mogliśmy Ci ułatwić pobyt w Łodzi.
I nie mogę się doczekać weekendu - tym razem to my po raz już drugi wybieramy się do Częstochowy.
Oj, przyzwyczaję się do Ciebie i potem będzie mi smutno, słowo daję :(
A właśnie - wytłuszczę to.
Słuchajcie, jeśli jeszcze któraś z częstochowskich blogerek chciałaby się ze mną spotkać, to piszcie do mnie - odzywajcie się tu, na fejsbuku lub w mailach!
Będziemy tam z Lechem od piątku do niedzieli, więc przy pomyślnych wiatrach uda mi się spotkać ze sporą ilością osób ;)
Zawsze życzyłam Wam udanego weekendu, bo to zwykle przed nim pojawiają się nowe posty - mamy jednak początek tygodnia.
Tym razem więc życzę Wam... siły woli ;P
I sobie też.
Przyda się - bardzo.
Do tego, żebyśmy jakoś razem dali radę przeżyć go i jakoś dokulać się do piątku :>
Mnie będzie potrzebna szczególnie, bo znowu dopadło mnie jakieś wirusowe paskudztwo i nie wiem, jak wytrzymam dziś w pracy.
Pozdrawiam i ściskam,
Wasza Mar!
P.S. Przepraszam wszystkich, z którymi miałam się spotkać w czasie jednego z niedzielnych pokazów (a raczej po nim) na FW - musicie mi wybaczyć, kaszlę jak stary gruźlik, z nosa mi się leje i pierwszy raz od sześciu lat mam gorączkę.
Naprawdę, przeleżałam całą niedzielę w łóżku i jedyny outfit jaki był mi w głowie, to moja własna piżama.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z Was nie mieści się w głowie, że można dobrowolnie zrezygnować z pójścia na Fashion Week (chociaż na chwilę).
A jednak ;)
Nigdy nie ukrywałam tego, że jestem dziwna ;P
P.S. (2) Nie mogłam się powstrzymać!
Musiałam wrzucić "pamiątkową" fotkę z Paulą ;)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.


















