Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Czarną dresówką psując ulicę

Zobacz oryginał

No dobra - podobno to szara dresówka ulice psuje ;PChociaż kto śledzi mający to hasło w nazwie i poczytny ostatnio fanpejdż (nie, nie jestem jego administratorką ;P) ten wie, że ponoć każdej dresówki Polacy mają już dość serdecznie, nie tylko tej szarej.


Ja w sumie dresopodobnym materiałom nic do zarzucenia nie mam, zgadzam się jednak z jedną z przewijających się przez ową stronę myśli: Szyderstwa szyderstwami, w gruncie rzeczy to szara dresówka jest całkiem spoko.I czarna. A nawet i różowa.


Tylko nie wtedy, gdy "Znany Projektant" próbuje nam ją sprzedać za monet miliony i twierdzi, że ma ona wytrzymałość i szyk kaszmiru ;) 


W czasie kiedy prezentowaną Wam tu dziś czarną dresówkę - a właściwie czarny dresowy kardigan z kapturem i troczkami/ściągaczami (wybaczcie - jestem Niemodna i nie wiem, jak się taka ozdoba "fachowo" nazywa) - kupować planowałam (zakup poprzedziło tygodniowe kardiganu na wystawie oglądanie) koleżanki próbowały mi wmówić, że to nie do końca tak, bo tylko chińska dresówka te ulice nieszczęsne psuje.

1.jpg

Ta "polska" - made in Rzgów albo inna podłódzka szwalnia w której szwaczki pracują za wcale nie więcej niż chińskie dzieci :] jestem złośliwa, ale musicie mi to wybaczyć... po prostu czego jak czego, ale mityzowania rzeczywistości nie znoszę szczerze... - to wcale a wcale!
Bo to jest dresówka lepsza - lepiej wykończona, o składzie surowcowym bardziej wykwintnym...

Więc jeśli nie chcę być ulic katem i pośmiewiskiem - tak, tak koleżanki mówiły :( - powinnam niezwłocznie zalogować się na Szolrumie i nigdzie indziej jak tam właśnie podobnego kardiganu poszukać, a nie do sklepu z taniochą jakąś zaglądanie planować.

Zalogowałam się, asortyment przejrzałam, wykończenia zlustrowałam (różnic pomiędzy chińską a polską dresówką nie dostrzegłam żadnych, albo i dostrzegłam - ta polska w 80% nie była wykończona w ogóle! to jest to "lepiej"?), składy prześledziłam, cen wysokości z krzesła zrzucić się nie pozwoliłam, po głowie się podrapałam.
A potem komputer wyłączyłam i poszłam do butiku, do którego iść zamierzałam.

Doszłam do wniosku, że dobra - może nie każda z moich decyzji jest na wskroś przemyślana i może nie zawsze mam rację, ale bez jaj!
Mam dać 300 złotych za kardigan/bluzę z dresu?
Z dresu identycznego jak ten z sieciówek, butików z włoską odzieżą albo ciuchami markowanymi hasłem "Japan Style"?

Naprawdę?

Jeszcze do tego stopnia nie zwariowałam.

13.jpg

Za mój kardigan zapłaciłam złotych pięćdziesiąt.

14.jpg

Z zakupu ucieszoną byłam wielce - okazało się bowiem, że świetnie wygląda noszony z moim ukochanym melonikiem i sztybletami.
Najlepiej prezentuje się wtedy, kiedy zakładam go na jakiś dosyć cienki ciuch - bo wtedy bardzo ładnie się (po ściągnięciu go w pasie) taliuje.
Ale i gdy się go na grubszy sweter wdzieje, to jakoś wygląda ;)
Chociaż przyznaję - mniej zgrabnie się wtedy mój dresowy cudak prezentuje :(

W dniu, w którym robiliśmy z Lechem te zdjęcia zimno było wielce, więc w tej wersji z grubszym czymś pod nim kardigan na grzbiet wciągnęłam :)

3.jpg

Grubsze coś pod kardiganem to stary jak świat sweter z Vero Mody.
Jest ze mną kilka lat już, a ja ciągle mam do niego dużą słabość - to chyba ze względu na fakt, że jest nie tylko ciepły, ale i miękki (mało akrylu ^^!).

Gdzieś na dnie mojej szafy jest jeszcze jego brat bliźniak - czarny.

Muszę chyba znowu na to dno zajrzeć, bo wespół z czarnym bliźniakiem zielonego swetra leży tam swetrów innych całe morze, a sezon na nie rozkręcił się już na dobre - będę go/nich więc zapewne niedługo na gwałt potrzebować...

16.jpg

Zapytacie pewnie, dlaczego więc "byłam".
Skąd ten czas przeszły, skoro jeśli kardigan taki fajny, to ciągle mnie cieszyć powinien.
Otóż - teraz już cieszy, ale gdzieś w początkach ubiegłego tygodnia przechodziliśmy z nim kryzys naszej relacji.

Któregoś ranka, w czasie gdy do roboty się spieszyłam i ubierałam się w pośpiechu sporym zbyt mocno pociągnęłam za jeden z kardiganu troczków.
Urwałam dziada.
Wyprułam.

15.jpg

Wściekłam się wielce.
Ale co miałam zrobić - przyszyłam.
Po pracy, rzecz jasna.
Do pracy polazłam w jakiejś starej bluzie.

Ledwom wszyła, ledwom się (następnego dnia) za ponowne zakładanie go na siebie wzięła - bach, odpadł drugi.
Bliska byłam zapadnięcia na chorobę powszechną wśrod Polaków, na literę "k" się zaczynającą (przyrostkiem "-ca" zaś kończącą).
Spakowałam kardigan w torbę i do krawcowej go poniosłam.
Pomyślałam, że może ona te troczki powszywa tak, żeby już więcej nie odpadały.

Dzierżąc torbę pod pachą i do krawcowej drepcząc mełłam w ustach przekleństw całą masę i wyrzucałam sobie, że może rzeczywiście trzeba było kupić dresówkę od polskiego projektanta, to nic bym wszywać nie musiała i do interesu dopłacać.

Gdy tak sobie (nie bez irytacji) dreptałam, to ni z tego ni z owego - na jednym z przejść dla pieszych - wpadła na mnie jedna z tych koleżanek, które to do zakupu dresówki made in Poland tak usilnie mnie namawiały.

"Siema, siema, gdzie pędzisz?"
"Do Pani Halinki..."
 "O, świetnie, ja też. A z czym?"
"A, wyobraź sobie - kieszeń mi się w spódnicy popruła. I ekspres się wyrwał."
"O, w tej wełnianej, czarnej?"
"Nie, coś Ty! W tej dresowej, co to na Feszyn Łiku ją kupiłam..."
"Tej za trzy stówy?"
"No, no, za cztery!"

12.jpg

Nie muszę Wam chyba mówić, że humor mi się z miejsca poprawił ;)
Zatem rację miałam i ja i autorzy wspomnianego w posta początkach fanpejdża - nie warto przepłacać, jeśli o dresówkę chodzi ;P
I ta polska i ta chińska jakość ma... taką samą;P

11.jpg

Troczki zostały przyszyte.
Kardigan znów do noszenia się nadaje.

2_960.jpg

Ale, ale!
Tak żem się o tej dresówce rozpisała, że prawie zapomniałam pochwalić się Wam moimi lenonkami!

8.jpg

Tak, to te same o których donosiłam Wam, że do mojej kociej bluzy noszę je z upodobaniem ;)

Lenonki są ze mną od... dziesięciu lat ;)
Kupiłam je w czasach, gdy byłam małym, zbuntowanym potworem.
W glanach i długich spódnicach łażącym.
Nie, nie - nie w twórczości Johna Lennona się wtedy zasłuchiwałam, że okularów takich zapragnęłam, a w śpiewie Janis Joplin ;)
Ona też takie nosiła ;)

Kiedy z glanów wyrosłam, to i lenonki w kąt rzuciłam - a raczej: do szuflady.

Wpadły mi w ręce w początkach tegorocznego września, przypadkiem.

Ucieszyłam się z tego znaleziska wielce, bo przecież to model okularów hitem tej jesieni będący!

7.jpg

Co prawda dzisiejsze lenonki nieco większe szkła mają i trochę inny ich rozstaw, ale kto by się takimi pierdołami przejmował ;)
Lenonki to lenonki - grunt, że są okrągłe ;P

1_960.jpg

No i plecak!
Plan to był taki, że wcale nie rozważaniom na dresówki temat a użyteczności plecaków post miał być poświęcony ;P
Ale u mnie tak już zawsze - co innego sobie zaplanuję, a co innego z tego wychodzi ;P

6.jpg

Plecak jest jedną z fajniejszych i bardziej przydatnych rzeczy, jakie wśród moich dodatków ostatnio zagościły.
Mam go z Lokaah i wspominałam Wam już o nim bodajże dwa posty temu.

Na plecaki chorowałam już od dłuższego czasu, mniej więcej od momentu gdy melonik sobie sprawiłam, bo przeglądając zdjęcia na wszelkich lukbukach i innych sziktopiach zamieszczane doszłam do wniosku, że fajnie z melonikami wyglądają ;)

18.jpg

Tak długie, kilka miesięcy trwające poszukiwania tego jednego jedynego egzemplarza z jednej prostej przyczyny wynikały - nie tyle na plecaku eleganckim i stylowym mi zależało, co na pakownym. I wytrzymałym.
Żebym mogła go nie tylko dla "stylizacji" potrzeb ale i w czasie pakowania się na jakiś wyjazd albo większe zakupy wykorzystać.

A wszystkie te plecaki które w sklepach dotychczas oglądałam wytrzymałość miały taką, że włożyć do nich coś więcej niż e-papierosa, kosmetyczkę i portfel... to bym się bała.
O posiadaniu jakichś dodatkowych kieszonek, solidnym zamknięciu i rączkach które by się w plecy nie wbijały nawet nie wspominam - oczywiście, że obecności tychże nie odnotowałam ;)

5.jpg

Plecak przyuważony w Lokaah okazał się być prawdziwym plecakiem - takim, jakie się do szkoły nosiło (tylko bez usztywnianych pleców ;P).
Z kieszonkami, regulacją rączek, ściągaczem i zapięciem.

No i ten napis "Enrico Benetti" - ujął mnie, bo szalone lata '90 mi się przypomniały, moja podstawówka, czasy gdy mieć ich plecak to było coś ;P
Łezka w oku się Mar zakręciła ;P

Także - mało mnie obchodzi, że z tym plecakiem się na salonach nie pokażę i że klasy w nim mało ;P
Grunt, że mi się kartofle z niego nie wysypią i że laptop mi się w niego zmieści, gdy na uczelnię jechać będę ;P

17.jpg

Kardigan - CDN Boutique
Sweter - Vero Moda
Spodnie - H&M
Sztyblety - ZARA
Melonik - H&M
Okulary - no name
Rękawiczki - butik Nashe (Zgierz - ul. Parzęczewska)
Plecak - Lokaah

4.jpg

Zostawiam Was ze zdjęciami i uciekam na uczelnię - tak, na skutek pewnych zeszłotygodniowych wydarzeń (które potencjalnie mogły mi życie utrudnić, a ogromnie mi je ułatwiły ;) :>) mogę tu już bez lęku o własny tyłek pisać, że nadal studiuję ;P
Do tej pory musiałam ten fakt skrzętnie ukrywać, chociaż sama nie wiem po co - okazuje się, że warto nie było ;)
A - w związku z tymi też wydarzeniami mam na te studia me nieszczęsne nieco więcej czasu, z czego cieszę się niezmiernie, bo odkryłam ostatnio że nie tylko afazje mnie "jarają" - zaburzenia mowy w demencjach także ;P

Ściskam Was bardzo i życzę Wam mile spędzonego weekendu - a przede wszystkim życzę Wam tego, żebyście nie popadali w żadne późnojesienne deprechy, bo grudzień już wkrótce, a jak grudzień, to Mikołajki, Gwiazdka, prezenty, wyżerka! ;P

Wasza Mar!

2.jpg

P.S. Żeby było jasne - nie mam nic przeciwko temu, że coraz więcej w sieci portali na których różni kreatywni (a przynajmniej tak o sobie piszący) ludzie swoje produkty sprzedają - sama na nich od czasu do czasu coś kupuję ;)
Nie mam także nic przeciwko temu, że ceny tych produktów są często z kosmosu - żyjemy w państwie, w którym funkcjonuje wolny rynek.
Jeśli tylko potrafi jeden/jedna z drugim/drugą jakąś rzecz tak wypromować, że ogół będzie chciał za tę rzecz żądaną kwotę zapłacić, to gratuluję przedsiębiorczości i serdecznie rozwojowi takiego biznesu kibicuję!

Ja po prostu uważam, że warto czasem trzeźwo spojrzeć na pewne sprawy i zastanowić się nad tym, czy aby na pewno nie lepiej pieniądze te zaoszczędzić na coś innego, skoro rzecz tej samej jakości (i nie rzadko o tym samym wyglądzie) można upolować gdzieś za 1/5 tej wołanej ceny ;)
Bo sama metka z nazwiskiem "znanego" (zwykle jedynie w bardzo zamkniętych kręgach - bądźmy ze sobą szczerzy, pls) projektanta to nie czarodziejska różdżka i lichej bawełnie właściwości jedwabiu/kaszmiru nie nada ;>

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.