Lista blogów » Mes inspirations

Pięćdziesiąt twarzy Greya i jedna moja, nieco zdumiona mina!

Zobacz oryginał
zdj.jpg

3/5 dobra
 
"Romantyczna, zabawna, 
głęboko poruszająca
i całkowicie uzależniająca powieść
pełna erotycznego napięcia!"



     Długo gwałciłam szare komórki, zastanawiając się jak opisać moje własne literackie doznania dotyczące Jaśnie Pana Greya, nie zdradzając jednocześnie pikantnych szczegółów niewinnie czających się na nieświadome czytelniczki. Nie znalazłam niestety złotego środka - niemożliwością jest przedstawienie tego co mam do powiedzenia, nie muskając, choćby najdelikatniej, tematu poczynań niegrzecznego Christiana. Do lektury najlepiej podejść bez emocjonalnego angażu, bo w tym przypadku tak właśnie rodzi się największa przyjemność. Czytelniczka musi dać się zaskoczyć, aby następnie ulec urokowi głównego bohatera.

     Ok, ale zostawmy już banalne, niewiele wnoszące frazesy naszpikowane erotycznymi odniesieniami. Co konkretnego? A konkretnie w moim przypadku wszystko odbyło się niewinnie i bardzo nieświadomie. Wiedziałam jedynie, że to tytuł powszechnie znany i popularny, dlatego sprezentowałam powieść... mojemu mężczyźnie. Szczerze mówiąc nigdy przenigdy nie zrobiłam nikomu bardziej nietrafionego prezentu. Bo przecież Pięćdziesiąt twarzy Greya "...wstrząsnęło rynkiem literatury kobiecej". Dlatego też On, znudzony "monotonnymi" opisami, rzucił powieść w kąt, a ja, wyciągając rękę, do której kleją się po prostu wszystkie możliwe książki, zaczęłam przygodę z boskim Greyem. Po lekturze kilku pierwszych stron stwierdziłam, że już to znam. On przystojny, bogaty, kryjący w sobie nieokreślone niebezpieczeństwo; Ona piękna, inteligentna, uroczo niezdarna i nie zdająca sobie sprawy ze swojej wyjątkowości. Jakie to banalne! Czyżbym czytała kolejną wampirzą sagę? O nie! Bajkowa historia szybko przeniosła mnie zza siedmiu gór, mórz, rzek i kałuż do codzienności, zmieniając się w opowieść tylko dla dorosłych. Aczkolwiek, hucznie nazwana powieścią, okazuje się być jedynie erotykiem. Zaskakuje, a i owszem, ale zdecydowanie nie fabułą. No dobrze, ale w takim razie jak taki nieskomplikowany romans sprawia, że "kobiety na jego punkcie szaleją, a mężczyźni wiele zawdzięczają"? Sama nie wiem. Może po prostu nie odkryłam zawoalowanego przesłania ukrytego między jednym a tysięcznym spotkaniem kochanków, nieświadomie dając się jednak uwieść, a może w jakiś sposób to właśnie ta prostota wzbudza w czytelniczkach sprzeczne emocje, które ostatecznie pozwalają odnaleźć im w swoich mężczyznach choć jedną z twarzy Greya? Zachęcam więc do nietypowej lektury - oceńcie same na czym polega tajemnica poliszynela zwanego Greyem i odnajdujcie swoje drugie połówki na nowo! Bądźcie uległe! ;)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.