Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Behemot na kwasie i czarna kamizelka

Zobacz oryginał

Tak jak początek tytułu tego posta - tak właśnie brzmiały słowa, które wypowiedziałam gdy po raz pierwszy zobaczyłam tę bluzę.


(Swoją drogą - czy oprócz mnie jest tu jeszcze ktoś, kto ze wszystkich bohaterów "Mistrza i Małgorzaty" najbardziej polubił Behemota?)


Nie, że na własne oczy - kiedy przyszło mi widzieć ją na żywo, to to co powiedziałam było nieco mniej cenzuralne ;)

2.jpg

Taki prawdziwie pierwszy raz bluzę tę ujrzałam na FashionWall'u - w ich zakładce "nagrody".

Jak już pewnie sami/same wiecie (z autopsji lub ode mnie, bo kilka razy o tym pisałam) na portalu FashionWall za wszelką w serwisie aktywność użytkownik dostaje punkty - wallety.
Jak już się ich trochę uzbiera, to można je na jakiegoś fajnego ciucha albo ciekawą biżuterię wymienić.

No więc (tak, nie powinno się zdania od "no więc" rozpoczynać, ale ja już polonistykę jakiś czas temu skończyłam - już mogę się tłumaczyć, że o regułach wszelkich zapomniałam ;P) uzbierałam ich ostatnio trochę.
Natury kolekcjonera nie mam - dalej zbierać mi się nie chciało.
Usiadłam zatem do komputera i postanowiłam na coś je tam wymienić.

Długo zastanawiałam się nad białą, szyfonową koszulą.
Ale kolejny szyfon?
I to w bieli?
Z ryzykiem, że zaraz po założeniu uplamię go i nigdy już potem biel ta bielą prawdziwą nie będzie (tak, od urodzenia niemal przejawiam szczególne w aspekcie plamienia jasnych rzeczy zdolności ^^)?

Nie, dziękuję.
Ale skoro nie koszula... to co?

8.jpg

Wbrew pozorom - nie mam zbyt wielu ubrań na sezon jesień/zima.
No dobra - na jesień, to mam pół szafy.
Ale są to głównie poncza, narzuty i bardzo, ale to bardzo przewiewne sweterki.
Ubrań zimowych - albo takich, które by miały mnie w jakikolwiek sensowny sposób przed chłodem izolować - mam niewiele.
I zwykle nie są zbyt eleganckie.
Poza tym - szybko je niszczę, bo jak już w jakiś ciepły ciuch w zimne dni wskoczę, to potrafię nosić go przez dwa tygodnie na okrągło (z przerwami na pranie, ale zwykle przez noc wszystko co upiorę schnie, więc na jedno wychodzi ;P).

Z tego też względu porzuciłam myśli o koszuli na rzecz oswajania się z bluzą.

Nadruk spodobał mi się bardzo - uwielbiam koty (w dodatku jeden z moich kotów też jest czarny ;) nie, nie - swojego nie nazwałam tak, jak Bułhakow bohatera mojej ulubionej jego autorstwa powieści, ale przyznaję: były takie plany ;) rodzice odrzucili tę propozycję, bo takie imię dla kota wydawało im się zbyt długie ;P)!

A ten tak się paaaaatrzył...

No dosłownie - jakby przesadził z używkami ;P

I taaaaaką elegancką kokardę miał....

16.jpg

Pomyślałam - niech stracę, bierę.

17.jpg

Kiedy odebrałam bluzę z poczty, to zamarłam.
Okazało się... że jakaś taka połyskliwa jest (stąd te wspomniane słowa mało cenzuralne po pierwszym na żywo jej zobaczeniu ;P) ;(!

Jak dresy, w które mama ubierała mnie w czasach początków mojego edukowania się w szkole podstawowej ;P

I wcale nie taka ciepła jak sądziłam (chociaż skłamałabym, gdybym napisała że nie jest ciepła wcale - jest, bo dodano do niej watowaną podszewkę)...

10.jpg

Rodzice - gdy przez ramię zajrzeli mi do paczki - uśmiechnęli się na widok kota pod nosem, a brat powiedział, że od "tego całego blogowania" cofnęłam się w rozwoju.
I że jak ja zamierzam tak ubrana z domu wyjść, to on mi fanpejdża odlajkowuje, bo wstydu na osiedlu nie zniesie.


11.jpg

W sumie - nie zamierzałam wcale.
Planowałam nosić tę bluzę jako ocieplacz - pod jakiś sweter, gdy temperatury osiągną niemal niemożliwy do zniesienia przeze mnie wymiar kilkunastu stopni poniżej zera.

9.jpg

Ale nagle przypomniałam sobie, że kilka dni wcześniej kupiłam pewną fajną rzecz...

4.jpg

Kamizelkę!

14.jpg
[ UWAGA - BĘDZIE DYGRESJA!!! ]

13.jpg

Tak: wreszcie (w dwudziestym siódmym prawie roku życia) sprawiłam sobie kamizelkę.
Przypadkiem całkowitym - gdy truptałam sobie do miejsca mojej pracy po miesięcznym prawie zwolnieniu lekarskim.
Już, już miałam drzwi "mojego" butiku otwierać, gdy ze zdziwieniem odkryłam, że naprzeciw niemal wyrosło (jak dorodny maślak po jesiennej ulewie) inne odzież oferujące miejsce:


Praca nie zając - nie ucieknie ;P
Wlazłam!

12.jpg

Akurat trafiłam na otwarcie, więc zanim odzyskałam mowę (bo ze zdziwienia mi ją odebrało - nie ma człowieka raptem miesiąc gdzieś, a tu takie rzeczy!), to przesympatyczne Panie Właścicielki zdążyły już uraczyć mnie owocami, kanapkami i kawałkiem ciasta.

25.jpg

Jak tylko przełknęłam, to rzuciłam się między wieszaki - szperać, szukać, obczajać!

Jak wiecie - lubię bardzo wszelkie lumpeksy/ciucholandy/vintage store'y.
Oczywiście - mam w stosunku do nich zawsze pewne wymagania: sprzedawane tam ciuchy nie mogą być zniszczone.
Cukier Puder to jeden z niewielu tego typu sklepów w Łodzi, gdzie na wieszakach nie wiszą zmechacone łachy, a naprawdę fajne ubrania.

No właśnie - w takich to okolicznościach i w takim to miejscu upolowałam kamizelkę ;)

20.jpg

Jak już sobie o obecności kamizelki w mojej szafie przypomniałam, to zmieniłam diametralnie plany odnośnie przeznaczenia "kociej" bluzy.
Odkrzyknęłam bratu, że jak chce, to niech odlajkowuje (nie odlajkował jednak :>) - ja w tym kocie chodzić "do ludzi" zamierzam!
I to najlepiej zaraz, już!

23.jpg

Nie wiem skąd mi się uwidziało, żeby jedno z drugim zestawić - musiałam gdzieś takie połączenie widzieć zapewne (stawiam na Chictopię - to tam ostatnio znajduję wiele inspiracji).
A może tak po prostu mnie olśniło.
Nie wiem ;P

6.jpg

Nad resztą rzeczy jakie mogłabym do bluzy i kamizelki dobrać długo nie myślałam.

Melonik był oczywistą oczywistością - przecież ostatnio wcale się z nim nie rozstaję!

Podobnie jak moje wysłużone już nieco dżinsy z Bershki - tak, jak zwykle dżinsy mi do wielu połączeń nie pasują, tak tu wydały się być najbardziej na miejscu (tak, musicie wybaczyć mi to, że nieco się ze mnie zsuwają - jak pisałam w poprzednim poście: ostatnio znowu sporo schudłam, tym razem wskutek choroby, a że jestem przed wypłatą to odświeżenie garderoby jest jeszcze bardziej kwestią planów niż czynów ;P).

5.jpg

Torba ze Stradivariusa nie była pierwszym wyborem - początkowo myślałam, że fajnie prezentowałaby się tu TORBA - BORBA.
Doszłam jednak do wniosku, że ostatnio nieco mi się już znudziła - postanowiłam pozwolić jej trochę "odpocząć" ode mnie.

19.jpg
Została jeszcze kwestia butów - już chciałam szukać w moim pudle na buty (jak będę duża i dorobię się już swojego mieszkania, to obiecuję - sprawię sobie wreszcie wielką szafkę na buty!) jazzówek, których obecności gdzieś na pudła dnie pewna (no dobra - prawie pewna) jestem, kiedy mama zasugerowała mi, że to chyba nie na takie lekkie obuwie pora.
I przypomniała też, że niedawno sprawiłam sobie nowe sztyblety (po to, żeby oszczędzić nieco te, które już znacie - te z ZARY). 

Tak - czasami uwagi mojej mamy mają rację bytu :>

Zatem - sztyblety.

18.jpg
Kupione za grosze, bo choć miałam ambitne plany kupienia porządnych, skórzanych sztybletów, to plany te spaliły na panewce:
wszystkie modele które mi się podobały miały albo bardzo niską, raczej nie dla sztybletów typową cholewkę albo... cholewkę tak wyprofilowaną że wyglądałam w nich jak w śniegowcach :(

Poza tym stwierdziłam, że to jest obuwie które noszę gdy jest sucho i dość ciepło - czyli przez relatywnie niewielką liczbę dni.
Co innego kozaki - w naszym klimacie nosi się je czasem nawet przez sześć miesięcy, w pluchę, deszcze i śniegi.
W ich wypadku trwałość materiału z którego są wykonane jest istotna - od kilku lat nie kupuję więc kozaków wykonanych z czegokolwiek innego poza skórą naturalną, bo wiem już że tylko ona jako tako się w moim codziennym stawianiu czoła łódzkiej aurze zimowej sprawdza.

Postanowiłam więc kupić takie sztyblety, jakie mi się podobają, bez fiksowania się na punkcie skóry.

Wreszcie - znalazłam!
W jakimś no name'owym sklepie w centrum Łodzi ;)

Chyba Buty Na Czasie ;)

Ale nie mam już teraz pewności ;P

To i tak nie jest jeszcze model idealnie ten, jakiego szukałam - te też mogłyby być nieco bardziej zgrabne ;P

Ale z szukaniem idealnych butów jest jak z szukaniem idealnego faceta - zanim się znajdzie, to "sezon" się skończy :>

21.jpg

Wolałam nie ryzykować ;P

22.jpg

Kamizelka - Top Shop, kupiona w: Cukier Puder Vintage Store
Dżinsy - Bershka
Melonik - H&M
Torba - Stradivarius
Sztyblety - no name

1.jpg

Tak "wystrojona" wybrałam się następnego po odebraniu bluzy dnia do pracy.
A potem - na spacer wraz z Lechem.
I to spacer przez centrum Łodzi - łódzką Piotrkowską ;P (właśnie z tego spaceru pochodzą pokazywane Wam w tym poście zdjęcia).
Nikt we mnie pomidorem/jajkiem nie rzucił - to chyba aż tak źle nie wyglądałam ;P

3.jpg

No dobra - to dosyć już tego mojego gadania, mówcie i Wy, jak Wam się ta bluza (albo raczej: Mar w niej ;P) podoba ;)

Ja tymczasem uciekam do pracy - jak zwykle się spóźniając.

24.jpg

Ściskam Was bardzo, bardzo mocno - tak, żeby Was rozgrzać trochę, bo temperatury nie są już nawet jesienne.
Bardziej zimowe są teraz, niestety :(

7.jpg

Pozdrawiam serdecznie,

Wasza Mar!

P.S. Bardzo długo próbowałam w czasie zdjęć zrobić minę choć trochę podobną do miny tego kota - nie do końca mi się to udało.

Najbardziej zbliżona wygląda tak:

15.jpg

P.S. (2) W kolejnym (albo jeszcze kolejnym, bo następny planuję zrobić postem jubileuszowym - mój blog kończy ostatniego dnia października rok, chcę to uczcić!) poście pokażę Wam, w co się ubrałam idąc na Fashion Week'a :>
W kuluarach usłyszałam, że wyglądam jak plebs - ja uważam, że aż tak źle nie było, ale w sumie... mój rodzinny Zgierz bardziej wieś niż duży ośrodek miejski przypomina, bliżej mi więc do plebsu niż do damy z miasta :>

P.S. (3) W czasie robienia zdjęć zapomniałam wyjąć ich z torby - moja wina, bardzo wielka wina - ale ogólnie noszę do tego zestawu jeszcze... lenonki!
Nie bójcie się - kiedyś je jeszcze popodziwiacie ;)

P.S. (4) Tak, na zdjęciach pojawia się kurtka - nie opisywałam jej, bo to jest taki awaryjny "ocieplacz", który wozimy z Lechem w samochodzie i który zarzucam na grzbiet, gdy gdzieś jedziemy i nagle temperatura spada ;)
Ale ostatnio noszę ją też na na co dzień - zobaczycie ją jeszcze, obiecuję ;)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.