Lista blogów » aschaaa

wulkan Ijen, Indonezja cześć 3

Zobacz oryginał
DSC_2833.jpg


Dzis zabieram Was na kolejny wulkan. Poprzednie historie z naszych wojaży możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ. Poprzednią opowieść skończyliśmy na zejściu z wulkanu Bromo. Po śniadaniu wsiadamy w busiki i nasza sympatyczną ekipą jedziemy dalej. Dojeżdżamy do wioski o nazwie, której niestety nie pamiętam. Jest już ciemno. Zakwaterowanie do pokoi następuje dość szybko. Ciepła herbata, spacer po okolicy i szybko do spania. Pobudka dziś o 1 w nocy. Spania jest jeszcze mniej niż w poprzednią noc. Każdy z nas dostaje po paczce, która niby ma być całym naszym śniadaniem – marmolada, dwie kromki chleba tostowego i jajko na twardo. Jesteśmy z Petą zabezpieczeni — mamy orzechy i ciastka na drogę. Wsiadamy do busów i podjeżdżamy pod górę dość spory kawałek. Zmęczenie daje o sobie znać, ale staramy się nie zasnąć. Na parkingu ubieramy lampki czołówki i w górę! Wiedziałam, że to będzie ciężka wędrówka, ale że będzie aż tak ciężko i wyczerpująco nie miałam pojęcia! Musimy się spieszyć, żeby dojść do krateru wulkanu jeszcze zanim zacznie się rozjaśniać, ponieważ największą atrakcja jest niebieski ogień. Wszystko za sprawą siarki i procesów chemicznych, jakie zachodzą w tym miejscu. Droga ciągnie cały czas pod górkę. Nie mam żadnej możliwości, żeby podczas wchodzenia trochę odpocząć. W połowie drogi staję na chwilę. Muszę złapać powietrze. Mój Peta jest i tak zdumiony tym, że jeszcze nie leżę i nie zdycham, bo moja kondycja pozostawia wiele do życzenia. Do krateru dochodzimy jeszcze jak jest całkowicie ciemno. Zdjęcie poniżej jest nie najlepszej jakości, ale bynajmniej obrazuje drogę, jaka czeka nas do niebieskiego ognia. I to nie byle jaka drogę. Czeka nas strome zejście w dół, po ogromnych kamieniach, bez widocznej, jednoznacznej ścieżki. Jest na tyle niebezpiecznie, ze Peta każe mi iść za sobą i trzymać się jego plecaka. Drugą ręką trzymam aparat i powoli kawałek po kawałeczku idziemy w dół. To, co widzimy już po zejściu wygląda jak film science faction. Żółte pokrywy siarki, niebieski ogień, chmura dymu, która co chwile nabiera to nowych kolorów – przez biały aż do fioletowego. Az wreszcie widzimy mężczyzn, którzy na swoich barkach noszą ogromne kosze z kawałkami siarki. To bardzo ciężką i niebezpieczna praca. Zadko, który, dożywa 40tego roku życia. Opary siarki są dla człowieka niebywale groźne, a oni wdychają ja całymi dniami. Siarka strasznie łaskocze nas w gardła. Nie dajemy jednak za wygrana i podchodzimy coraz bliżej do złogów, żeby zrobić zdjęcie. Kilka razy przyszło nam uciekać, bo dym był tak drażniący, ze człowiek zaczyna się dusić.


DSC_2687.jpg


DSC_0436.jpg


DSC_0468.jpg


DSC_2729.jpg


DSC_0459.jpg


DSC_0438.jpg


DSC_2744.jpg


Około 5:30-6:00 wstaje słońce, niebieski ogień staje się mniej widoczny a naszym oczom ukazuje się coraz to piękniejszy turkus wulkanicznego jeziora. Jezioro to jest najbardziej zakwaszonym zbiornikiem wodnym na świecie. To jedyne miejsce na Ziemi, gdzie zamiast wody w jeziorze, znajduje się czysty kwas siarkowy.


DSC_2825.jpg


DSC_2839.jpg


DSC_2766.jpg



DSC_2793.jpgdroga na gore

DSC_2836.jpg


Chciałam chwile wrócić jeszcze do pracy górników w Ijen. Każdy z nich pokonuje codziennie drogę, po której my już prawie umieraliśmy i to z koszem wypełnionym po brzegi siarka, ważącym nawet do 90kg! Górnik zapełnia sobie kosz siarka (metalowym dłutem dłubie w skale tak długo, aż ulamie wystarczającą ilość kawałków) i po skalach wspina się w górę, by później trzy kilometry zejść do wioski i z powrotem pod krater napełnić kosze. I tak nawet 3 razy dziennie! Często w podartych ubrania i klapkach nogach, z papierosem w ustach, ale mimo ogromnego wysiłku są uśmiechnięci i chętni zapozować do zdjęcia. Bycie górnikiem do ogromny powód do dupy dla całej rodziny. Górnicy zarabiają nawet do 3 razy więcej niż przeciętny Indonezyjczyk. Tu każdy kilogram jest na wagę złota. Mniej więcej w połowie drogi jest punkt ważenia, a zapłata górnika jest miarowa do tego, co niósł. Każdy kilogram kosztuje 800rupi co odpowiada 22 groszom! Jeśli kosz wazy średnio 80kg górnik zarabia za jeden kurs 17,60zloty! Za żadne pieniądze nie chciałabym tej drogi przejść jeszcze raz, a co dopiero z koszem ważącym 80kg! Przeraża mnie fakt, że są miejsca na świecie, gdzie człowiek musi tak ciężko pracować, żeby zapewnić swojej rodzinie dach nad głową i ciepły posiłek.


DSC_0471.jpg


DSC_2851.jpg


Wejście na krater i zejście w dół było męczące, ale przecież to dopiero polowa drogi! Teraz trzeba jeszcze wrócić. Do śmiechu mi nie było jak się wspinałam po kamieniach, w niektórych miejscach idąc prawie na czworakach. Prawie prosto spod parkingu i podnóża wulkanu ruszamy w drogę na Bali. Koniec przygód na Jawie. Teraz czeka nas relaks i tylko relaks... taki był plan, jak wyszło? 
O tym następnym razem ;)

DSC_2841.jpg


Zaloguj się, żeby dodać komentarz.