Warsaw Fashion Weekend VI edycja – relacja
Zobacz oryginał pt., 11/04/2014 - 16:39Miniony weekend należał do tych udanych i wypełnionych ciekawymi wydarzeniami. W piątek w hali EXPO XXI rozpoczęła się VI edycja Warsaw Fashion Weekend – tym razem we współpracy z duńskimi projektantami. Przez trzy dni imprezy można było obejrzeć kilkanaście pokazów, a także zapoznać się z wieloma markami wystawiającymi swoje projekty w strefie showroom. W porównaniu do poprzednich edycji, na których gościłam (z których relacje znajdziecie tutaj: edycja hiszpańska – kwiecień 2012, edycja szwedzka – październik 2012 część I i część II) w tym roku ilość marek była znacznie większa, wydzielona została także sekcja KIDS, gdzie projekty kierowane były do najmłodszych. Sala przeznaczona na pokazy również była większa, choć sama organizacja wybiegu pozostawiała sporo do życzenia i niestety ograniczała widoczność dla osób siedzących w ostatnich rzędach. Istotną zmianą był również fakt otwarcia strefy showroom dla wszystkich – podczas poprzednich edycji była ona płatna. Spowodowało to dość spory natłok ludzi w piątek i w sobotę, podczas gdy w niedzielę hala świeciła pustkami – do tego stopnia, że około godziny 18.00 (ponad 3 godziny przed końcem imprezy) część wystawców postanowiła zwinąć swoje stanowiska. Przyznam, że zrobiło to na mnie niezbyt przyjemne wrażenie.
Przez trzy dni imprezy udało mi się obejrzeć kilka ciekawych pokazów, między innymi AGA POU, Zień Office, Vibe Johansson, a także nową kolekcję marki Promod. Nie robiłam żadnych zdjęć sylwetek, bo nie bardzo mają sens takie zdjęcia z samymi głowami w kadrze, a dobre miejsca niestety mi się nie trafiły. Mnóstwo fotografii z kolekcji można znaleźć na Facebooku WFW. Nagrałam za to kilka krótkich klipów, które znajdziecie w relacji poniżej.
Jeśli chodzi o ogólną organizację tegorocznej edycji, to przyznam, że nie jestem do końca zachwycona. Zdecydowanie fajnym pomysłem było zwiększenie ilości wystawców, bo naprawdę było co obejrzeć, a atmosfera (i zniżki!) sprzyjały małemu zakupowemu szaleństwu, jednak cały event przebiegł jakoś tak… bez polotu. Zabrakło tego powera, który był obecny przy poprzednich edycjach. Nie było odpowiedniego oznaczenia i rozreklamowania eventu na terenie EXPO XXI. Gdy dojechałam na miejsce nie wiedziałam, do której hali mam się udać -dopiero widok kilku ciekawie ubranych osób przed wejściem uświadomił mi, że trafiłam do celu.
Jeśli chodzi o pokazy, to chyba największa klapa tej edycji WFW. Program był ciekawy, jednak fatalnie rozplanowany wybieg (4 rzędy krzeseł po obu stronach, już siedząc w drugim z nich ciężko było cokolwiek zobaczyć!) uniemożliwił wykorzystanie potencjału projektantów. Kolejka na Zień Office ciągnęła się przez całą halę, podczas gdy następnego dnia na pokazach młodych polskich projektantów sala świeciła pustymi krzesłami – nawet w pierwszym rzędzie. To naprawdę duże niedociągnięcie ze strony organizatorów, którzy powinni zadbać o wyeksponowanie modeli w jak najlepszy sposób – bo jaki sens ma pokaz, który swobodnie obejrzeć mogą tylko osoby z pierwszych rzędów?
Wsparcie gastronomiczne było zapewnione po raz kolejny przez catering sushi oraz markę Absolut, która jako jeden ze sponsorów imprezy przyciągała tłum ludzi spragnionych procentowych drinków. Skusiłam się na gruszkowy i muszę przyznać, że był całkiem niezły.
Spędziłam ten weekend naprawdę ciekawie i pomimo pewnych uwag do organizacji eventu – jestem z niego zadowolona. Kolejny raz była okazja do spotkania znajomych blogerek i do poznania kilku ciekawych marek, których projekty z chęcią widziałabym w swojej szafie i nie tylko.
Zapraszam Was na relację, którą fotograficznie wsparła Malexandra Photography. Poniżej zdjęcia detali i najciekawszych według mnie stoisk popełnione przeze mnie. Na koniec kilka klipów z pokazów.
Moma by Moma to marka biżuterii utworzona przez Monikę Strzałkowską. Pośród jej projektów znajdziecie bransoletki z kamieni naturalnych półszlachetnych z przepięknymi zawieszkami, a także różnej długości łańcuszki. Jestem szczęśliwą posiadaczką naszyjnika z piękną pozłacaną zawieszką – rozetą, który niebawem pokażę Wam w kolejnej stylizacji. Zdjęcia biżuterii znajdziecie na facebooku Moma by Moma.
BowStyle to marka, która na WFW gości już po raz kolejny, a ja jestem niezmiennie zachwycona efektowną prostotą ich projektów. Muchy i poszetki wykonane z najróżniejszych materiałów o niespotykanych wzorach i kolorach, absolutnie nie tylko dla mężczyzn. Upatrzyłam sobie już przynajmniej trzy muchy, które z dumą nosiłabym zamiast naszyjnika. Klasa sama w sobie. Zobaczcie sami na stronie BowStyle.
Post z moją stylizacją znajdziecie tutaj – Baby blue is lookin’ at you!
Collection of hours, Smoke Signal by Carolina, Gonia Roniaa
Marki warte uwagi
Pośród najciekawszych stoisk nie mogę nie wspomnieć o Yeah Bunny, który swoim wielkim banerem z komplementem przykuwał uwagę od samego wejścia. W ofercie marki są zarówno ciuchy, jak i akcesoria z fajnymi nadrukami – spódnica w motyle jest boska i muszę ją mieć na moje urodziny, najlepiej razem z bluzą do kompletu. ;)
Wspomniana wcześniej Moma i jej prześliczne bransoletki i naszyjniki. Ten z rozetą z drugiego zdjęcia jest już mój!
Marka absolutnie warta wspomnienia i uwagi to Design99, która projektuje ubrania (zarówno dziecięce jak i dla dorosłych) dokładnie w ilości 99 sztuk na projekt. Mnie zachwycił czarny frak z guzikami, które same w sobie są unikatowe i oryginalne. Każda sztuka odzieży jest numerowana i otrzymuje od firmy certyfikat potwierdzający jej autentyczność i unikatowość, co w praktyce oznacza, że poza mną na świecie taki sam frak może mieć jeszcze tylko 98 osób. Poza przecudnymi ubrankami dla dzieci (tak, miałam ten moment, że żałowałam, że jeszcze ich nie mam!) Design99 ma kilka ciekawych propozycji dla dorosłych – wszystko znajdziecie na ich stronie.
Kolorowe legginsy i kominy w najróżniejsze wzory to projekty marki Smoof & LOCO. Te w arbuzy i w bociany totalnie mnie w sobie rozkochały, są wspaniałą (i tańszą) alternatywą dla zagranicznych marek proponujących tego typu wzorzyste ciuchy. Obok takich spodni nikt nie przechodzi obojętnie, ja na pewno!
Biżuteria z talerzy to nic innego, jak autorski projekt Magdaleny Ziółkowskiej, która starej (czasem nawet bardzo starej) zastawie stołowej daje drugie, bardzo modne życie. Są broszki, naszyjniki i kolczyki z tłuczonych i szlifowanych fragmentów talerzy, które Magda wyszukuje na targach staroci. Pomysłowe i z fajnym efektem.
Pokazy
Aga Pou
Zień Office
Promod
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





































