Lista blogów » Konturek
TALL SHIPS RACES
Zobacz oryginał sob., 10/08/2013 - 16:20W ogóle nie podejrzewaliśmy, jakich rozmiarów nabierze tegoroczny finał Tall Ships Races. Rano, mniej więcej po dziewiątej zeszliśmy na nowo otwarte nabrzeże. Trochę zaskoczeni tłumem, który już swobodnie ciągnął się w kierunku Wałów Chrobrego i Łasztowni, dołączyliśmy do niego. Umówiliśmy się, że dziś M. będzie robił zdjęcia, zakładając, że on lepiej poradzi sobie w takich warunkach. Ja wolałam skupić się nad tym, by nie zgubić go pośród kręcących się wszędzie koszul w kratkę. Oczywiście nikt z nas nie pamiętał zabrać z domu drugiego obiektywu, no ale trudno. Dobrze, że chociaż zabraliśmy butelkę wody, już po 10-tej dało się odczuwać żar z nieba i pragnienie było naszym nieodłącznym towarzyszem.
Spacerowaliśmy do 13.00, niestety narastający ból głowy i pusta butelka zmusiły nas do rezygnacji z pójścia na Łasztownię, ludzi przybywało i przybywało, a temperatura coraz wyraźniej zaznaczała swoją obecność. Wróciliśmy na Wały po 18.00, jednak ogrom ludzi i zbliżająca się burza całkowicie mnie sparaliżowały. Nie udało się uciec przed ulewą, parasolka na niewiele się zdała. W butach woda, koszulki można było wykręcać jak szmatę od podłogi. Dobrze, że daliśmy sobie spokój z targaniem aparatu. Torba, w której zwykł siedzieć, nie miałaby szans.
Oczywiście to tylko niewielki urywek z tej kilkudniowej imprezy. Nie ukrywając, to meksykańska załoga Cuauhtemoc zrobiła na nas największe wrażenie, chociaż Mateusza nikt nie tulił ani nie posyłał mu buziaków.
Mimo że w niedzielę musieliśmy wyjechać z miasta, zdecydowaliśmy się wstać o 4-tej rano, by w spokoju i względnej ciszy przy niższej temperaturze móc przywitać się z załogami statków. Warto było wstać wcześnie, ale o tym następnym razem.
fot. Guziec
Spacerowaliśmy do 13.00, niestety narastający ból głowy i pusta butelka zmusiły nas do rezygnacji z pójścia na Łasztownię, ludzi przybywało i przybywało, a temperatura coraz wyraźniej zaznaczała swoją obecność. Wróciliśmy na Wały po 18.00, jednak ogrom ludzi i zbliżająca się burza całkowicie mnie sparaliżowały. Nie udało się uciec przed ulewą, parasolka na niewiele się zdała. W butach woda, koszulki można było wykręcać jak szmatę od podłogi. Dobrze, że daliśmy sobie spokój z targaniem aparatu. Torba, w której zwykł siedzieć, nie miałaby szans.
Oczywiście to tylko niewielki urywek z tej kilkudniowej imprezy. Nie ukrywając, to meksykańska załoga Cuauhtemoc zrobiła na nas największe wrażenie, chociaż Mateusza nikt nie tulił ani nie posyłał mu buziaków.
Mimo że w niedzielę musieliśmy wyjechać z miasta, zdecydowaliśmy się wstać o 4-tej rano, by w spokoju i względnej ciszy przy niższej temperaturze móc przywitać się z załogami statków. Warto było wstać wcześnie, ale o tym następnym razem.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




