Lista blogów » Mademoiselle Emnilda

Idealna garderoba na jesień

Zobacz oryginał
1.JPG


Ile razy otwieracie szafę, patrzycie po ciuchach wypełniających Wasze wieszaki i wzdychacie: "Mój Boże, ale co ja mam na siebie założyć?". No właśnie. Pół biedy jeżeli problem da się rozwiązać w pół godziny. Gorzej, jeżeli rozciąga się na cały ranek, lub w ekstremalnych przypadkach, to co włożycie na siebie, zmieniacie co chwilę, a z braku czasu na schowanie ściągniętych ubrań, ich kupka rośnie i rośnie... i przypomina o sobie, kiedy wraca się zmęczonym do domu z nadzieją na odpoczynek.
Sytuacja jest jeszcze gorsza jesienią i zimą, kiedy trzeba nie tylko dobrać fajny ubiór, ale też trochę dopasować go do odzienia wierzchniego. Nie wspomnę już o szukaniu pasującej czapki i rękawiczek. Wierzcie, że moja szafa (i reszta pokoju) wygląda po takich porankach jak po przejściu huraganu.
......
Istnieje jednak kilka prostych sposobów, żeby sobie z tym poradzić.
......
1. Kolory. Najważniejsza sprawa, bo jeżeli bym się zastanowiła, to moje ulubione kolory mogłabym policzyć na palcach jednej ręki: granatowy, szary, bordo, ciemna zieleń, krem i brązowy (w większości w akcesoriach). Barwy te mogę łączyć w dowolne kombinacje i zawsze do siebie pasują, nawet jeżeli mają wzorki.  
Dlatego najlepszą opcją jest wybranie kilku ulubionych barw wokół których tworzymy swoją jesienno-zimową "szafę" i które będą na większości naszych ubrań.
2. Basic. W mojej garderobie brak "bejsikowych" rzeczy. Nie uważam żeby biała bluzka, czarna torebka czy trencz były bazą, która sprawdzi się w przypadku ciuchowego kryzysu. Ja zazwyczaj sięgam wtedy po zestaw z poprzedniego dnia. Jeżeli było mi w nim fajnie w poniedziałek, to dlaczego nie miałoby być i we wtorek?
3. Inne kolory. Są takie odcienie, które lubimy, ale niekoniecznie na co dzień. U mnie do takich należy: fiolet, ciemny błękit, brudny róż i czerwień. Dlatego rzeczy w tych kolorach stanowią ułamek mojej szafy na te dni, kiedy mam na nie ochotę. Są to zazwyczaj sukienki czy bluzki, które łatwo połączyć z jakąś spódnicą lub jeansami. (Choć moim marzeniem jest czerwony total look).
4. Wzory i cekiny, czyli desenie, które zazwyczaj są zarezerwowane na specjalne okazje. O ile wzory bardzo lubię mieć na sobie na co dzień, o tyle cekiny, złote dodatki i różne błyskotki rezerwuję na wspomniane specjalne okazje i na te okazje też mam sukienki w totalnie odjechanych kolorach i krojach (przykład tu i tu). 
5. Buty i akcesoria. Już dawno postanowiłam, że buty kupuję w klasycznych fasonach i naturalnych kolorach: czarne, brązowe, szare... Przynajmniej nie mam problemu z tym, że kolor butów nie gra z resztą. Moje torebki mają podobną gamę kolorystyczną, choć tu pozwalam sobie na większe szaleństwo.
6. Wierzchnie okrycia. O ile płaszcze np. w neonowych kolorach (czy w ogóle neony są jeszcze in?) fajnie wyglądają na zdjęciach, o tyle w codziennym użyciu mogą okazać się złym wyborem. Mogą nam nie pasować do spodni w kratę, albo za bardzo wyróżniać z tłumu, kiedy mamy zły dzień. Dlatego w tym przypadku też lepiej postawić na kolory wspomniane w punkcie 1, które są nasze, dobrze się w nich czujemy i będą pasowały do reszty ubrań. Lepiej poszaleć z akcesoriami, bo czapkę i szalik łatwiej (i taniej) zmienić niż wełniany płaszcz.
......
A teraz uwagi końcowe. Gdyby powyższe rady były takie proste w zastosowaniu, to z pewnością nie miałbym czasami dylematów wspomnianych we wstępie. Gdyby ograniczać swoją fantazję do kilku kolorów, nigdy nie poszlibyśmy w modzie do przodu. Gdybym uważała punkt 5 za jedyny i słuszny, to nie zachwycałabym się tymi kolorowymi butami na Pintereście.
Rady te mają być jedynie pomocne w tworzeniu szafy idealnej, takiej, która będzie w pełni funkcjonalna i przyjazna. Szczególnie rano.

3.JPG



5.JPG


4.JPG


6.JPG


7.JPG


8.JPG


2.JPG


Zaloguj się, żeby dodać komentarz.