Lista blogów » Dominika Herrmann - blog modowy

Sukienki, związki i takie tam pierdoły.

Zobacz oryginał
IMG_7739.jpg

Pozostając w klimacie sukienkowo-weselnym... Dziś jedna z moich ulubionych. Kolory, materiał i przede wszystkim fason! Przy okazji malutka podpowiedź w kwestii sukienki poprawinowej, która jest już pawie gotowa, ale do imprezy jej nie zademonstruję. Powiem tylko, że jest w tym klimacie. Na blogu pojawi się za jakiś czas, tym bardziej ciekawym pokażę ja na facebooku 4 sierpnia. Jeśli chodzi o sukienki, to na dziś wszystko. Przy małym zamieszaniu spowodowanym tym weselem przypomniało mi się kilka kwestii z poprzedniego. Konkretnie rozważania po poprzednim wieczorze panieńskim. Czułam się jak Carrie i jej przyjaciółki na bejbi party (mam nadzieję, że choć część z Was oglądała ten odcinek i rozumie o czym piszę!). Z każdej strony słyszałam o ślubach, narzeczonych, ciążach, dzieciach, wspólnych mieszkaniach. I ja w tym wszystkim jak kosmitka jakaś! Zupełnie nie moja bajka. Mimo to nie czułam się jakoś szczególnie źle, z tą całą odmiennością... Musiałam tylko co jakiś czas wyskoczyć do łazienki, żeby spłukać z siebie tą całą słodycz stałych związków. Niby 'ale Ci dobrze!', ale tak właściwie 'jak można nie mieć faceta!?'. Może nie dosłownie, ale tak mniej więcej... Utwierdziłam się w przekonaniu, że jestem inna. Od kiedy pamiętam byłam zakochana. Taki wiecznie utrzymujący się stan, zmieniały się tylko obiekty westchnień. Zmieniały, przeplatały, nieważne... Nigdy jednak szczególnie nie ciągnęło mnie do poważnych związków. Chciałam ich, jeśli były nierealne, odległe... Wtedy umierałam prawie! Gorzej ( to możliwe?), jeśli zaczynały robić się realne, bliskie, dostępne. Czar pryskał. Nie mówię, że zawsze. Bywały wyjątki. Miłe, przyjemne, ale tylko wyjątki! Kiedyś, przy okazji jakiejś imprezy z koleżankami udało mi się dotrzeć do własnego sedna. Wyglądało mniej więcej tak, że ogólnie to mnie nie męcz, ale jak przyjdzie odpowiednia pora to TERAZ MNIE KOCHAJ, TERAZ JESTEM NAJLEPSZA. Teraz stwierdziłabym po prostu, że jestem trochę jak kot... Ale wracając do związków (nie tych moich), to zawsze z politowaniem spoglądałam na dziewczyny, które ze związku, natychmiast przechodziły do związku. Dziewczyny, które nie potrafiły znieść samotności. Brały co popadło, pierwszego, który się zakręcił, zainteresował, pojawił na horyzoncie. Byle kogoś mieć. Mówiąc językiem facebooka - byle pozostawać W ZWIĄZKU, już lepiej tkwić w relacji TO SKOMPLIKOWANE, niż zostać zdegradowaną do WOLNA! Każdy związek jest lepszy niż żaden. Nawet jeśli trudny i do dupy. Byle do ślubu! Nie chcę zabrzmieć jak jakaś przeciwniczka związków, nie jestem nią! Nie jestem już tak stanowcza, jak 16-17 lat temu, nie mówię NIE, ani NIGDY.Jestem na tak, o ile osoba faktycznie jest warta tej reakcji. Nie jestem pewna czy wiem, czego chcę. Wiem natomiast dokładnie czego nie chcę. A tego jest na świecie zdecydowanie więcej.I na to właśnie przeważnie trafiam. A że dla mnie rydz wcale nie jest lepszy niż nic... Jestem zupełnie WOLNA i jest mi z tym niezwykle dobrze. Bo ja tą swoją wolność szanuję i doceniam...

IMG_7741.jpg

IMG_7744.jpg

IMG_7732.jpg

IMG_7729.jpg

IMG_7737.jpg

IMG_7727.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.