Lista blogów » Pink wellington

Żarówka

Zobacz oryginał

Jak to zwykle u mnie bywa- jak się jakiś temat przyczepi, to odczepić się nie chce- czy to fragment z Pisma, czy co innego. Ostatnio znów parę razy pod rząd trafiałam na Flp 4, 13- i chwała Panu, bo na nowo odkryłam piękno tego wersetu i siłę jako modlitwy. Dzisiaj będzie o... liturgii. :) No nie mogłabym nie napisać o tym, skoro Pan Bóg tak mnie szturmuje. 

Zaczęło się z samego rana- bo 10 w niedzielę, to dla mnie blady świt, z reguły o tej porze siedzę w piżamie, popijając leniwą kawusię, oczywiście tuż po jeszcze bardziej leniwym śniadanku. Tym razem jednak miałam spotkanie oazowe o... liturgii. Nie- nazwy takie jak turyferariusz czy nawikulariusz nie są aż tak pasjonujące, żeby poświęcać im wpis. Zresztą każdy może wejść na wikipedię i się doszkolić.   Chociaż świadomość tego, co właśnie dzieje się na mszy znacznie ułatwia jej przeżycie.

Dlatego dzisiaj będzie o... ŻARÓWCE. : ) 

tumblr_mma9b6VNPr1s6h1azo1_1280.jpg


Dzisiaj śpiewany był jedne z moich ulubionych psalmów. Refren brzmi "Pan moim światłem i zbawieniem moim." Organista jednak zaintonował nieco inną wersję: "Pan moim światłem, na co mi żarówka?". O podobnej akcji już kiedyś słyszałam- że pewien organista zrobił taki numer, żeby sprawdzić czujność wiernych, którzy automatycznie powtórzyli tekst o żarówce. Parafianie z mszy na której byłam wypadli nieco lepiej, bo część się zorientowała i zaczęła śpiewać słowa rzeczywistego refrenu, część- jak moja mama, stwierdziła, że coś jest nie tak, bo wtedy NIE BYŁO ŻARÓWEK :D, a część- jak co niedzielę, powtórzyła po organiście bez namysłu refren. 

Jak się chwilę później okazało- zabieg był celowe, bo też i o tym kazanie. O tym, żeby nie być automatem na mszy i nie odpowiadać na wezwania według schematu, niemalże jak robot. Nie robić z niedzielnej mszy świętej prozy życia- cotygodniowy element życia, te same odpowiedzi, te same słowa, czytania gdzieś umkną, bo właściwie to nie myślimy o tym, co słyszymy, tylko biernie wypowiadamy swoje kwestie- najlepiej jeszcze co tydzień z tego samego miejsca. 

I właśnie o to chodzi, żeby zorientować się, że organista zmienia słowa, żeby wiedzieć co właśnie mówię, po co, dlaczego i do Kogo. Żeby powierzać Bogu wszystko, co nas rozprasza i być całym na mszy- zaangażowanym z serca, a nie z automatu. Bo automatycznie to czasem wychodzi tak, że wracając do domu zastawiamy się, czy było Ojcze Nasz, czy nie... (niestety autentyczna historia). Nie rób z mszy świętej czegoś powszedniego, traktujmy ją każdorazowo, jak coś wyjątkowego, niepowtarzalnego i właśnie dlatego angażujmy się całym sobą w to, żeby przeżyć tę godzinę jak najbardziej szczerze. Bo schematy szybko się nudzą i z czasem sobie zwyczajnie według schematu odpuszczamy schematyczne schematy.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.