Komunikat o błędzie

You must have JavaScript and cookies enabled in your browser to flag content.

Lista blogów » Lumpexoholiczka

WHEN A MAN LOVES A WOMAN

Zobacz oryginał


IMG_6270.JPG

W Portugalii wszystko kręci się wokół dwóch rzeczy.
 Jedzenia i kawy. 
No! I jeszcze może wina:) Każdy szanujący się Portugalczyk wychodzi wieczorem na kawę. Musowo. Koniec i kropka. Swoją drogą zastanawiam się jak oni chociażby po jednym espresso serwowanym o 22.00 mogą zasnąć?! W każdym razie tak naprawdę wcale nie o kawę chodzi, bo tej przecież mogą napić się w domu, ale o to by spotkać się z przyjaciółmi. Kawa, i jedzenie generalnie, są pretekstem do podtrzymywania więzi międzyludzkich. W Polsce nie mamy nawyku "wychodzenia" co wieczór. Z różnych względów. Czy to kulturowych, finansowych czy chociażby praktycznych, lokale są po prostu zamykane dużo wcześniej. Tu jest to rodzaj rytuału, który Portugalczycy skrupulatnie pielęgnują.
Dlatego w tym i kolejnych dwóch wpisach chciałam pokazać Wam miejsca, w jakich próbowałam najlepszych dań. Bo to właśnie dzięki jedzeniu możemy najlepiej zrozumieć inną kulturę. 
Co mnie uderzyło kiedy tu przyjechałam? Godziny posiłków! 
O ile espresso o 22.00 jest czymś ciekawym, oczywiście pod warunkiem, że chcecie zafundować sobie bezsenną noc, o tyle kolacja o tej porze to już delikatnie mówiąc dziwactwo. Niemniej jednak chciałam się dostosować.
Wiecie jak to jest, kiedy wejdziesz między wrony musisz krakać tak jak one. Tylko, że to krakanie skończyło się nadprogramowymi kilogramami, a za takie efekty integrowania się z portugalską kuchnią i zwyczajami to ja serdecznie dziękuję. 

W każdym razie o ile późna kolacja poszła w odstawkę, o tyle kombinacja nowych smaków nie. W Mercearia d'Almeirim, zamówiłyśmy Picanha'e, czyli fasolę z wołowiną i ryżem oraz marchewką. Porcja, którą widzicie na moim talerzu to tak naprawdę pół porcji - kosztowała 6 euro. I była przepyszna! 
Obok chipsy, które podawane są w Portugalii bardzo często do obiadu (fuuuuj!).
 Na szczęście te były świeżo smażone w restauracji z prawdziwych ziemniaków, a nie wyciągnięte z paczki. 






Panorama.jpg
IMG_6211.JPG
4Panorama.jpg


A tu coś czego próbowałam pierwszy raz. Ziemniak zapiekany w piekarniku, koniecznie w folii aluminiowej z dodatkiem sosu czosnkowego, który dodawany jest na chwilę przed końcem pieczenia. W sumie banalne połączenie, a rozpływał się w ustach!
 00Panorama.jpg


Na deser dwa kawałki ciasta, którymi z Gosią się wymieniłyśmy. Czekoladowe poniżej w menu wpisane było jako The Best Chocolate Cake of the World ( bez przesady :) oraz śmietankowo-truskawkowe, z pierwszego zdjęcia. I to owszem mogłabym uznać za najlepsze na świecie. Cena każdego kawałka 3.50 euro.
 5Panorama.jpg



I jeszcze jeden aspekt dla którego restauracja bardzo mi się podobała. Wystrój. 
Zupełnie różny od tego w jakim urządzone są lizbońskie knajpki.
Całość utrzymana w minimalistycznym tonie. Białe otoczenie działało kojąco po intensywnym dniu spędzonym na farmie. Biel ścian i mebli złamana była czerwonymi dodatkami, które sprawiały że wszystko wyglądała jednocześnie przytulnie i elegancko.
Jak widzicie, kiedy robiłam zdjęcia wewnątrz było pusto. Była 20.00. Kiedy my opuszczaliśmy restaurację, pozostałe stoliki zapełniały się.Tuż przed wyjściem ani jeden nie był wolny:)


IMG_6196.JPG
3Panorama.jpg
IMG_6183.JPG

2Panorama.jpg
IMG_6181.JPG




Niestety Mercearia d'Almeirim nie znajdziecie w Lizbonie. W restauracji zatrzymaliśmy się w drodze powrotnej z Benavente, więc pewnie mało prawdopodobne jest też to, że ja tam wrócę. A szkoda, bo knajpa była bardzo przyjemna, ze świetnym i przede wszystkim tanim jedzeniem.


Pyszne miejsce!

IMG_6311.JPG


ZDJĘCIA : JA



Zaloguj się, żeby dodać komentarz.